Nie wróciliśmy do siebie
Nie oznaczało to jednak, że postanowiliśmy ponownie być razem.
Zaczęliśmy za to rozmawiać.
Bez dawnych gier o władzę i bez udawania, że nic się nie wydarzyło.
Aleksiej uczył się samodzielnego życia. Zaczął gotować, płacić rachunki i spędzać czas z córką. Z czasem przyznał również, jak wiele obowiązków przez lata brałam na siebie.
Przestał się z tym spierać.
To była ważna zmiana, choć nie traktowałam jej jako obietnicy, że wszystko automatycznie wróci do dawnego stanu. Zresztą nie chciałam już wracać do tego, co było wcześniej.
Po prawie roku padło jedno pytanie
Minął prawie rok.
Pewnego dnia siedzieliśmy razem w parku po szkolnym koncercie naszej córki. Rozmawialiśmy spokojnie, kiedy Aleksiej niespodziewanie powiedział:
— Dziękuję, że wtedy odeszłaś. Gdybyś została, nadal myślałbym, że wszystko jest w porządku.
Po chwili zapytał ostrożnie:
— Jak myślisz… czy kiedyś uda nam się wszystko naprawić?
Długo na niego patrzyłam.
Nie chciałam składać obietnic, których nie byłam pewna. Po tym wszystkim nie istniała prosta odpowiedź.
W końcu powiedziałam:
— Nie wiem. Ale po raz pierwszy mamy szansę zbudować coś dojrzałego.
Wtedy podbiegła do nas córka i wcisnęła mi do ręki lody.
Roześmialiśmy się.
Tym razem śmiech był lekki i ciepły. Nie było między nami dawnej walki o to, kto ma większą władzę i kto powinien podporządkować się drugiej osobie.
Byliśmy po prostu ludźmi, którzy wreszcie zaczęli uczyć się słuchać siebie nawzajem.
