Moje ręce drżały, gdy otwierałam list. Thomas napisał do Lucii, że jeśli przesyłka dotrze, gdy jego już nie będzie, ma nadzieję, że ona będzie wiedziała, co z nią zrobić. Zawsze planował mnie tam zabrać, ale nieustannie znajdowaliśmy powody, by odkładać podróż. Powody zawsze były te same:
Brak wystarczających oszczędności
Wychowywanie i potrzeby dzieci
Nadmiar obowiązków w pracy
Problemy z jego chorym kolanem
A potem jego serce zaczęło słabnąć. „Ciągle myślałem, że będziemy mieli jeszcze jeden rok” – pisał Thomas. Przez całe nasze małżeństwo oszczędzał to, co dobre, na później. Drogie wino. Nowy garnitur. Wymarzone wakacje.
Ostatnie linijki listu były skierowane bezpośrednio do mnie:
„Evelyn, jeśli to czytasz, to znaczy, że w końcu zrobiłaś coś, do czego nie potrafiłem cię nakłonić za mojego życia. Pojechałaś gdzieś beze mnie. (…) Mam nadzieję, że nie przyjechałaś tam, by wciąż się smucić. Mam nadzieję, że zjadłaś za dużo, że się zgubiłaś, że poznałaś ludzi, których ja nigdy nie znałem. A jeśli jakimś cudem spotkałaś kogoś, kto cię rozśmiesza, nie waż się go odrzucać, bo myślisz, że miłość do mnie wymaga od ciebie samotności. Jedno życie nigdy nie miało stać się całym twoim życiem.”
Nowy rozdział
Przez siedem lat nosiłam w sobie poczucie winy jako dowód oddania i wierności. Każdy krok w stronę Lorenzo wydawał mi się krokiem oddalającym mnie od zmarłego męża. Tymczasem to właśnie Thomas zza grobu popychał mnie naprzód. Matka Isabelli pomogła przerażonemu młodemu mężczyźnie znaleźć drogę do domu. Pięćdziesiąt lat później on pomógł przerażonej kobiecie znaleźć drogę naprzód.
Isabella zrobiła nam zdjęcie na tych samych kamiennych schodach. Na lotnisku dałam tę nową fotografię Lorenzo i zapowiedziałam, że wracam w październiku. Przestałam zachowywać się tak, jakby reszta mojego życia miała być brakiem szacunku dla jego pierwszej części.
Trzy miesiące później wróciłam na Sycylię. Nie sprzedaliśmy naszych domów ani nie złożyliśmy sobie dramatycznych obietnic. Po prostu przestaliśmy udawać, że miłość w naszym wieku musi się usprawiedliwiać, stając się od razu czymś monumentalnym. Nauczyliśmy się tęsknić za sobą bez nadawania tej tęsknocie tragicznego wymiaru.
Zdjęcie Thomasa trafiło w końcu do ramki tuż obok nowego. W jednym życiu 20-letni chłopak stał przed domem ludzi, którzy nauczyli go, że jeden zły dzień to nie koniec. W drugim życiu 69-letnia ja stałam w tym samym miejscu obok mężczyzny, którego kiedyś zbytnio bałam się poznać. Życie wcale się nie skończyło – ono po prostu toczyło się dalej.
