Potem znalazłam jej suknię balową ukrytą w pokoju mojego syna — wraz z listami, które ujawniły prawdę o wiele bardziej bolesną, niż mogłam sobie wyobrazić.

Ostatnie zdjęcie, jakie mam Livi, zostało zrobione o 17:12 na werandzie naszego domu.
Stała tam w jasnoniebieskiej sukni, trzymając pod rękę swojego brata bliźniaka, Liama, z tym niecierpliwym uśmiechem, który potrafi mieć tylko osiemnastoletnia dziewczyna.
— Trzymajcie się razem przez cały wieczór — powiedziałam.
Liam się uśmiechnął.
— Zawsze tak robimy, mamo.
Livia przewróciła oczami.
— Mamo, mamy osiemnaście lat, nie jesteśmy już dziećmi.
— Wiem — odpowiedziałam, odsuwając jej lok z twarzy. — I właśnie dlatego się martwię.
Potem dodałam ostrzeżenie, które zmieniło wszystko.
— I trzymajcie się z dala od Mitchella.
Jej uśmiech zniknął.
— Mamo…
— Mówię poważnie.
— Nawet go nie znasz — powiedziała. — Znasz tylko jego matkę, a to nie to samo.
Liam delikatnie pociągnął ją za rękę.
— Liv, chodź. Spóźnimy się.
Spojrzała na mnie po raz ostatni.
— Mogę mieć chociaż jeden wieczór, podczas którego mi zaufasz?
— Zaufanie nie jest problemem.
Patrzyła na mnie, a jej zranienie powoli zamieniało się w gniew.
— Przy tobie nigdy nim nie jest.
Potem zeszła po schodach werandy razem z Liamem.
To był ostatni raz, kiedy słyszałam głos mojej córki.
O 23:47 zadzwonił telefon.
Kiedy zobaczyłam numer szkoły, ręka zaczęła mi drżeć.
— Camila? — powiedział pan Thomas. — Ty i John musicie natychmiast przyjechać do szkoły.
— Co się stało?
Jego głos drżał.
— Chodzi o Livię. Wyszła na chwilę na zewnątrz i od tamtej pory nikt jej nie widział.
John już sięgał po kluczyki do samochodu.
Ale mój strach wybrał winnego, zanim prawda zdążyła się ujawnić.
— Gdzie jest Mitchell? — zażądałam odpowiedzi.
Pan Thomas zawahał się.
— Nie wiemy, czy ma z tym cokolwiek wspólnego.
— Oczywiście, że ma.
Kiedy przyjechaliśmy, dekoracje po balu nadal wisiały przy drzwiach sali gimnastycznej. Liam siedział przed gabinetem dyrektora w swoim smokingu, z poluzowaną muszką i twarzą pełną rozpaczy.
Podbiegłam do niego.
— Gdzie ona jest?
Jego oczy wypełniły się łzami.
— Powiedziała, że potrzebuje świeżego powietrza. Myślałem, że zaraz wróci.
— Obiecałeś mi, że będziecie razem.
— Wiem — wyszeptał.
Potem zadałam jedyne pytanie, na które chciałam znać odpowiedź.
— Gdzie jest Mitchell?
Liam drgnął.
Zauważyłam to.
Ale źle to zinterpretowałam.
Pan Thomas powiedział, że wezwano policję. Jej torebka zniknęła. Telefon był wyłączony. Ponieważ była pełnoletnia, istniała możliwość, że wyjechała z własnej woli.
Uchwyciłam się tego, co rozumiałam.
Jej torebka zniknęła.
Telefon był wyłączony.
Mitchella też nie było.
W mojej głowie historia była już napisana.
To on ją zabrał.
Następnego ranka znalazłam Natalie, matkę Mitchella, na szkolnym parkingu. Rozmawiała z policjantem.
Ruszyłam w jej stronę.
— Gdzie twój syn zabrał moją córkę?
Natalie odwróciła się powoli. Była blada, ale mówiła spokojnym głosem.
— Nie wiem, gdzie są.
— Nie kłam.
— Oni się kochają, Camilo.
Podeszłam bliżej.
— Nawet się nie waż tego mówić.
Liam złapał mnie za ramię.
— Mamo, proszę.
Natalie spojrzała na niego ze współczuciem.
To tylko bardziej mnie rozgniewało.
— Moja córka zniknęła — powiedziałam. — I to wasza rodzina jest temu winna.
Przez jedenaście miesięcy żyłam zamknięta w tym jednym zdaniu.
—
## CZĘŚĆ 2
Policja przeszukała szkołę, las i rzekę.
Kilka tygodni później poinformowano nas, że Livia skontaktowała się z nimi. Była bezpieczna. Ale jako osoba dorosła nie musiała ujawniać swojego miejsca pobytu.
Nie chciałam tego zaakceptować.
