Wszystko zaczęło się siedem lat wcześniej
Na początku było to właściwie niewinne nieporozumienie.
Siedem lat wcześniej, kiedy budowałam swoje pierwsze centrum dystrybucyjne, pracowałam nocami w Safeway.
Nie dlatego, że nie miałam innego zajęcia.
Chciałam zrozumieć każdy etap handlu żywnością od podstaw.
Interesowało mnie, jak produkty przemieszczają się od dostawców na sklepowe półki.
Jak na poziomie pojedynczego sklepu działa zarządzanie zapasami.
Jak zmienia się zapotrzebowanie klientów.
Jak decyzje podejmowane gdzieś wysoko w strukturze firmy wyglądają z perspektywy osoby, która rzeczywiście wykłada towary i obserwuje, czego brakuje na półkach.
Większość dyrektorów poznawała takie rzeczy z arkuszy kalkulacyjnych i raportów przygotowywanych przez konsultantów.
Ja poznawałam je, skanując kody kreskowe i uzupełniając półki od północy do szóstej rano.
Rodzina usłyszała tylko jedno: „Emma pracuje w sklepie”
W pierwszych latach, kiedy ktoś z rodziny pytał mnie o pracę, odpowiadałam, że działam w handlu spożywczym albo w logistyce łańcucha dostaw.
W jakiś sposób zostało to uproszczone do jednego zdania:
Emma pracuje w sklepie spożywczym.
I kiedy ta wersja historii już się utrwaliła, niemal niemożliwe stało się jej poprawienie bez ryzyka, że zabrzmię jak ktoś, kto zmyśla albo próbuje udawać kogoś ważniejszego, niż jest w rzeczywistości.
Pierwszy raz próbowałam dokładnie wyjaśnić, czym zajmuje się Anderson Global.
Wujek Richard poklepał mnie wtedy po ramieniu.
— To świetnie, kochanie. Dobrze, że masz takie ambicje związane ze swoją pracą w sklepie.
Patrzyłam na niego przez chwilę, próbując zrozumieć, czy naprawdę właśnie to usłyszał z całej mojej wypowiedzi.
Najwyraźniej tak.
