CZĘŚĆ 1
Élise Moreau stała nieruchomo przed lustrem w toalecie dla kadry kierowniczej, kosmyki jej obciętych włosów przyklejały się do białej bluzki, a kochanka jej męża wciąż uśmiechała się za szklanymi drzwiami.
Kilka minut wcześniej weszła do siedziby TransRivage w La Défense z pudełkiem makaroników i naiwnym pomysłem zaskoczy męża, Arnauda Moreau, prezesa firmy transportowej, którą cały Paryż stawiał za wzór. Magazyny pisały o nim jako o człowieku, który odniósł sukces. Galas chwalił go za hojność. Pracownicy ściszali głosy, gdy szedł korytarzami.
Ale Élise znała tego drugiego Arnauda. Tego, który wracał do domu po północy. Tego, który kładł telefon ekranem do dołu na stole. Tego, który całował ją tylko w obecności fotografów.
Kiedy otworzyła drzwi swojego biura, zobaczyła Camille Vasseur siedzącą w fotelu z kurtką Arnauda przerzuconą przez ramiona.
„Wreszcie jesteś” – powiedziała Camille, podnosząc wzrok. „Zastanawialiśmy się, kiedy zdasz sobie sprawę, że już tu nie pasujesz”.
Arnaud gwałtownie wstał.
„Elise, to nie tak, jak myślisz”.
Elise powoli położyła pudełko makaroników na biurku.
„To wyjaśnij”.
Spojrzał na Camille. Potem na podłogę.
Cisza bolała bardziej niż jakiekolwiek wyznanie.
Elise chciała wyjść bez krzyku. Ale Camille poszła za nią korytarzem, mijając dwunastu pracowników zamarłych przy windach.
„Kobieta, która nie potrafi utrzymać męża przy sobie, powinna przynajmniej nauczyć się zachować godność”.
Elise odwróciła się.
„Właśnie to powiedziałaś w firmie, którą zbudowałam z pieniędzy mojej rodziny”.
Camille zbladła na sekundę. Potem złapała Elise za włosy.
Rozległ się krzyk, dźwięk nożyczek, ochroniarzy, rąk rozdzielających ciała. Kiedy Elise zobaczyła się w lustrze, jej brązowe włosy opadały strzępami na ramiona.
Arnaud wbiegł.
Ale najpierw podszedł do Camille.
„Coś ty zrobiła?”
Camille odpowiedziała niemal czule:
„Zrobiłam to dla nas”.
Elise nie płakała. Wyszła, przeszła przez hol pod wzrokiem wszystkich, wsiadła do samochodu i zadzwoniła do Arnauda.
„Masz pięć minut. Zabierz Camille do mojego prawnika, żeby mogła oficjalnie przeprosić. Inaczej koniec na dziś”.
Zaśmiał się nerwowo.
„Elise, przestań teatralnie”.
„Pięć minut, Arnaud”.
Rozłączył się.
O 14:47 nikt nie przyszedł.
Następnie Elise otworzyła wiadomość od swojego prawnika, Maître Delcourta: „Nakaz nadzwyczajny jest gotowy”.
Wpisała tylko dwa słowa.
„Prześlij wszystko”.
CZĘŚĆ 2
O 15:10, w dyskretnym biurze w 8. dzielnicy, Maître Delcourt z zapartym tchem obserwował potargane włosy Elise.
„Zaatakowała cię?”
Elise skinęła głową.
„W obecności świadków. A Arnaud ją chronił”.
Prawnik położył teczkę na stole.
„Dziś rano kontrola wykazała podejrzane przelewy. Firma konsultingowa powiązana z Camille otrzymała 3 200 000 euro w ciągu 18 miesięcy”.
Elise pozostała wyprostowana, ale zacisnęła palce.
„Obciął premie kierowcom, żeby zapłacić swojej kochance?”
„To dopiero początek”.
Zadzwonił jego telefon. Arnaud.
Maître Delcourt włączył głośnomówiący.
„Coś ty zrobiła?” krzyknął. „Zarząd właśnie zablokował moje uprawnienia!”
Élise odpowiedziała spokojnie:
„Dałam ci pięć minut”.
„Niszczysz nasze małżeństwo przez napad zazdrości?”
„Nie. Dowiaduję się, dlaczego twoja asystentka miała dostęp do kont, których nigdy nie powinna była dotykać”.
Cisza.
Potem Arnaud wyszeptał:
„Co dokładnie wiesz?”
