– Wysłał.
– Ilona wstała.
– Nie przy dziecku.
Dóra podniosła wzrok.
– Chodź, Lili.
Zaprowadziła ją do salonu.
Piotr czekał, aż drzwi się zamkną.
– Zablokowałeś je?
– Piotr.
– Ty?
– Zrobiłem to, bo ktoś musiał pomyśleć.
Piotr się cofnął.
– Zablokowałeś je.
– Anna źle się czuła.
– Zablokowałeś je.
– Chciała mnie chronić przed swoimi histeria.
– Ja?
– Ty i Lili.
– Dzwoniła 11 razy.
Twarz Ilony stwardniała.
– I? To nie czyniło z niej lepszej matki.
Piotr patrzył na nią długo.
– Gdzie ona jest?
Ilona wzruszyła ramionami.
– Nie wiem.
– Ale wiedziałeś, że dzwoni.
– Tak.
To była pierwsza jasna odpowiedź.
A Piotr prawie poczuł się z tym gorzej.
Bo przez 2 miesiące utwierdzał się w przekonaniu, że Anna podjęła decyzję.
Że odeszła.
Że nie szuka Lili.
Że gdyby chciała, byłaby tutaj.
Wygodne zdania.
Teraz wszystko się rozpadło.
Dóra wróciła wieczorem do kuchni.
– Lili zasnęła.
Piotr usiadł na krześle.
– Nie szukałem jej.
– Co?
– Anna.
Dóra nie odebrała.
– Myślałam, że zadzwoni, jeśli będzie czegoś chciała.
– Teraz wiesz, że dzwonił.
– Ale nie szukałam go nigdzie indziej.
– Dlaczego?
Peter spojrzał na swoje dłonie.
– Bo łatwiej było uwierzyć, że odszedł.
Dóra nie próbowała jej usprawiedliwiać.
Był jej za to wdzięczny.
Następnego dnia Peter zadzwonił do siostry Anny, Réki.
Nie odebrali.
Znowu.
Przy trzecim połączeniu odezwała się Réka.
– Czego chcesz?
– Porozmawiać z Anną.
Ciszy.
– Teraz?
– Tak.
– Po 2 miesiącach?
– Wiem.
– Nie, Peter. Nie sądzę, żebyś wiedział.
– Gdzie ona jest?
– Po co miałabym jej mówić?
– Bo Lili nie je.
Głos Réki się zmienił.
– Co?
– Ledwie 6 dni.
– Anna o tym nie wie.
– Wiem.
– Nie, nic nie wiesz.
Piotr zamknął oczy.
– Pewnie to prawda.
To była chyba pierwsza szczera rzecz, jaką sobie powiedzieli.
Anna mieszkała w małym mieszkaniu 4
0 minut samochodem.
Pracował w kuchni biurowej.
Nie ukrywał się za granicą.
Nie zniknął.
Próbował umówić się z prawnikiem, jak będzie mógł zobaczyć Lili bez obecności Ilony.
Kiedy Peter tam dotarł, Anna nie chciała go od razu wpuścić.
Stał w drzwiach.
Był chudszy.
Bardziej zmęczony.
– Czego chcesz?
– Porozmawiać.
– Gdzie jest twoja mama?
Peter spuścił wzrok.
– Nie ma jej tutaj.
Anna się roześmiała.
Niezbyt wesoło.
– To coś nowego.
– Znalazłem telefon.
Jej twarz się ściągnęła.
– Który?
– W kawiarni.
Anna nic nie powiedziała.
– Widziałem wiadomości.
– I?
– Nie dostałem ich.
– Wiem.
– Wiedziałaś?
– Zrozumiałam to po 3 tygodniach.
– Dlaczego nie przyszłaś?
Oczy Anny napełniły się łzami.
– Gdzie?
– W domu.
– Gdzie twoja mama przekazała wszystko, co ci powiedziałam, mówiąc, że „znowu źle się czuję”?
Péter nie mógł odpowiedzieć.
Anna kontynuowała.
– Czy wiesz, ile razy próbowałam się z tobą skontaktować bez jej obecności?
– Nie.
– 11 razy przez SMS. Wcześniej, miesiącami, osobiście.
– Ja…
– Ile razy mnie szukałaś?
Péter milczał.
Anna skinęła głową.
– Dokładnie.
Nie wpuściła go.
Péter stał na korytarzu.
– Lili myśli, że wyszłaś, bo nic nie jadła.
Mina Anny posmutniała.
– Co powiedziałaś?
– Pyta, czy wrócisz, jeśli będzie dobrze jadła.
– Dlaczego?
– Nie wiem.
Ania już płakała.
– Co jej powiedziała Ilona?
– Nie wiem.
– Zapytaj ją.
Piotr zrobił to tamtej nocy.
Lili usiadła obok Dory.
– Kochanie, dlaczego myślisz, że mama wyszła, bo nie jadłaś?
Lili wzruszyła ramionami.
– Powiedziała mama.
Ilona natychmiast jej przerwała.
– Nigdy tego nie robię.
Lili spojrzała na nią.
– Ale.
– Kiedy?
– Kiedy była zupa.
– Jaka zupa?
– Kiedy jej nie zjadłam.
Lili się zastanowiła.
– Powiedziałaś, że gdybym się dobrze zachowywała, mama mogłaby nie wyjść.
Piotr spojrzał na mamę.
Ilona zbladła.
– Byłem zły.
– 5 lat – powiedział Péter.
– Nie miałem tego na myśli.
– 5 lat.
Lili zaczęła płakać.
– Starałem się być miły.
Anna spotkała Lili następnego dnia.
Nie w domu.
W cichym pokoju w ośrodku wsparcia rodziny.
Dóra była tam tylko na początku.
Lili weszła.
Zobaczyła swoją mamę.
Nie pobiegła tam.
Zatrzymała się w drzwiach.
Anna uklękła.
Nie podeszła bliżej.
– Cześć, kochanie.
Usta Lili zadrżały.
– Wyszedłeś, bo nie zjadłem obiadu?
Anna zamknęła oczy.
Péter stał pod ścianą.
Po raz pierwszy w życiu poczuła, że nie ma prawa przerywać.
Anna otworzyła oczy.
– Nie.
Lili tylko patrzyła.
– Nie zostawiłabym cię na ani jeden kęs.
– To dlaczego?
Anna odpowiedziała powoli.
– Bo między dorosłymi dochodziło do sytuacji, z którymi powinnam była sobie lepiej poradzić.
– Czy się myliłam?
– Nie.
Czy wrócisz wtedy?
Oczy Anny napełniły się łzami.
– Zawsze do ciebie wrócę.
Lili podeszła.
Nie pobiegła.
Tylko 3 małe kroczki.
Potem go przytuliła.
Zjadł tego dnia pół banana.
Nie dlatego, że ktoś go o to prosił.
Po prostu zgłodniał.
Ilona wszystkiemu zaprzeczyła.
Powiedziała, że źle ją zrozumieli.
Powiedziała, że po prostu próbowała pomóc.
Powiedziała, że stan Anny jest naprawdę niepokojący.
Peter przejrzał wtedy stary rodzinny tablet.
Wśród usuniętych powiadomień w chmurze pozostało 11 wpisów.
Imię Anny.
Daty.
Godziny.
I krótka wiadomość głosowa.
9 sekund.
Peter odtworzył.
Głos Anny:
– Peter, proszę, porozmawiaj ze mną tylko raz bez niej.
