Wrócił w idealnie skrojonym granatowym garniturze, z błyszczącym złotym zegarkiem na nadgarstku i dwudziestodwuletnią kobietą kurczowo trzymającą go pod ramię.
Amber delikatnie kołysała noworodka owiniętego miękkim białym kocykiem i patrzyła na mnie tak, jakbym była nieproszonym intruzem.
— To Shelby? — zapytała, mierząc wzrokiem moje znoszone ubrania z wyraźną pogardą. — Szczerze mówiąc, myślałam, że to gospodyni, która zajmuje się gotowaniem.
Tristan nie okazał nawet odrobiny wstydu.
Spokojnie wyjaśnił, że jego uczucia się zmieniły, że Amber i jego dziecko zasługują na oficjalne miejsce w jego życiu, a szybki rozwód będzie najlepszym rozwiązaniem dla wszystkich.
Stanowczo dodał również, że przestronny dom przy Maple Avenue w całości należał do jego matki i że nie mam prawa rościć sobie pretensji nawet do jednego pokoju.
— Dam ci pięćdziesiąt tysięcy dolarów, żebyś mogła szybko zacząć od nowa — powiedział, podając mi kopertę. — Powinnaś być wdzięczna. Przez wszystkie te lata nawet nie miałaś normalnej pracy.
Nie miał pojęcia, że przez te trzy lata projektowałam okładki książek, logotypy firm i kampanie marketingowe przy małym drewnianym stoliku ustawionym tuż obok łóżka jego chorej matki.
Pracowałam nocami, po tym jak ją wykąpałam, nakarmiłam ciepłą zupą i zawiozłam na kolejne zabiegi.
Tristan przysyłał pieniądze tylko przez pierwsze cztery miesiące.
Potem zaczęły się niekończące wymówki: szkolenia, lokalne podatki, problemy bankowe i opóźnienia przelewów.
Kiedy Rosemary zaczęła tracić pamięć, zrezygnowałam ze stałej pracy w studiu projektowym, żeby zostać z nią w domu.
Kiedy złamała biodro, sprzedałam własny samochód, żeby zapłacić za pilną operację.
Kiedy ciężkie zakażenie płuc doprowadziło ją na intensywną terapię, opróżniłam oszczędności i zaciągnęłam wysoko oprocentowane pożyczki.
Przez wszystkie te miesiące dzwoniłam do Tristana dziesiątki razy.
Ani razu nie odebrał.
— Nie zamierzam przy tobie płakać — powiedziałam spokojnie, nie pozwalając, by zadrżał mi głos.
Powoli wyjęłam z płóciennej torby przezroczystą plastikową teczkę.
Tristan uśmiechnął się arogancko, przekonany, że przyniosłam stare listy miłosne i będę błagać go, żeby został.
— Dokumenty rozwodowe są już całkowicie przygotowane — powiedziałam, patrząc mu prosto w oczy. — Brakuje tylko twojego oficjalnego podpisu.
Jego pewny siebie uśmiech natychmiast zniknął.
— Daj mi je — powiedział Tristan, wyciągając rękę.
Cofnęłam teczkę, zanim zdążył jej dotknąć.
— Nie tutaj, na lotnisku — odpowiedziałam spokojnie. — Jedźmy wszyscy do domu. Czeka tam specjalny posiłek i ktoś, kto bardzo długo czekał na twój powrót.
