Telefon Siergieja z Turcji
Mniej więcej tydzień później zadzwonił Siergiej. Po jego głosie można było odnieść wrażenie, że nadal świetnie się bawi.
— Elena, po co mieszałaś w to policję? Oddamy wszystko stopniowo. Przecież jesteśmy rodziną!
Jeszcze niedawno słowo „rodzina” prawdopodobnie wystarczyłoby, żebym zaczęła się wahać. Tym razem brzmiało zupełnie inaczej.
— Ukradłeś mi życie, Siergiej.
Jego ton natychmiast się zmienił.
— Tylko spróbuj zepsuć nam urlop! — odpowiedział chłodno.
Po tej rozmowie coraz mniej miałam wątpliwości. Zamiast wyjaśnienia czy próby wzięcia odpowiedzialności usłyszałam pretensje, że to ja stworzyłam problem, zgłaszając sprawę policji.
Strach powoli ustępował złości
Zaczęły się tygodnie przesłuchań i sprawdzania dokumentów. Początkowo dominował strach. Bałam się konsekwencji finansowych, reakcji męża i tego, co jeszcze może wyjść na jaw.
Z czasem jednak strach zaczął ustępować miejsca chłodnej złości.
Coraz wyraźniej widziałam, że nie muszę chronić człowieka tylko dlatego, że przez jedenaście lat był moim mężem. To nie ja stworzyłam tę sytuację. Moją decyzją było jedynie to, że nie zamierzałam jej dłużej akceptować.
Siergiej wrócił z Turcji opalony i pewny siebie. Zachowywał się tak, jakby nadal wierzył, że uda mu się wszystko wyjaśnić albo przekonać mnie, żebym wycofała się ze sprawy.
Ta pewność siebie zniknęła w chwili, gdy ktoś zadzwonił do drzwi.
Policjanci stanęli w drzwiach
Na progu stali policjanci oraz śledczy.
— Siergieju Andriejewiczu, jest pan zatrzymany pod zarzutem oszustwa.
Twarz mojego męża momentalnie poszarzała.
— Zwariowałaś?! — krzyknął w moją stronę.
Tamara Iwanowna również natychmiast zareagowała.
— Wysyłasz własnego męża do więzienia?!
Tym razem nie miałam potrzeby się tłumaczyć.
— Nie. Sam wybrał tę drogę, kiedy postanowił żyć moim kosztem — odpowiedziałam spokojnie.
Siergiejowi założono kajdanki.
Kiedy go wyprowadzono, usiadłam na podłodze w przedpokoju i rozpłakałam się. Nie był to jednak ten sam płacz, który towarzyszył mi wcześniej. Czułam ogromną ulgę.
Po raz pierwszy od początku całej sprawy dotarło do mnie, że nie muszę już nikogo ratować.
Śledztwo ujawniło kolejne problemy
W toku śledztwa wyszły na jaw kredyty i długi Siergieja. Okazało się również, że część pieniędzy zdążył przegrać.
Mnie po prostu wykorzystano.
To odkrycie ostatecznie zniszczyło resztki zaufania, jakie mogłam jeszcze mieć do człowieka, z którym spędziłam jedenaście lat.
Rozwód został przeprowadzony szybko. Siergiej zmieniał sposób działania: raz groził, innym razem błagał. Nie miało to już jednak takiego znaczenia jak wcześniej. W środku wszystko we mnie wygasło.
