Jego dobry humor zniknął całkowicie.
– No już, Mariana… wypiłem coś z chłopakami po pracy. Dostałem premię, byłem w dobrym nastroju. Po prostu mi się wyrwało.
– Nie wyrwało ci się.
Jej głos pozostał spokojny.
– Powiedziałeś to, a potem powtórzyłeś. A kiedy twoja matka się zaśmiała, spodobało ci się jeszcze bardziej.
Ionuț spuścił wzrok.
Mariana spojrzała na ślady błota na kafelkach, które dopiero co umyła.
– Wiesz, co jest w tym najsmutniejsze?
Podniósł oczy.
– Wszedłeś do tego domu i pierwszą rzeczą, jaką zrobiłeś, było potraktowanie mnie jak służącej. Nawet nie zauważyłeś, że podłoga była świeżo umyta.
Ionuț spojrzał w dół.
Dopiero wtedy jakby naprawdę dostrzegł ślady swoich butów.
– Przepraszam.
Mariana stała nieruchomo.
Nie chciała przeprosin wypowiedzianych tylko po to, żeby szybciej zakończyć niezręczną sytuację.
– Za co?
Pytanie go zaskoczyło.
– Jak to za co?
– Za co przepraszasz, Ionuț?
Milczał przez kilka sekund.
– Za sposób, w jaki się do ciebie odezwałem.
Mariana czekała.
– I za to, że zrobiłem to przy mamie.
– Spróbuj jeszcze raz.
Ionuț ponownie spojrzał na podłogę.
– I za to, że się śmiałem.
Tym razem Mariana lekko kiwnęła głową.
– Właśnie to chciałam usłyszeć.
Doina głośno westchnęła.
– Boże, zachowujecie się, jakby nie wiadomo co się stało…
Mariana odwróciła się do niej.
– Dla pani może nic się nie stało. Dla mnie stało się wystarczająco dużo.
– Jestem jego matką.
– Wiem.
– I chcę, żeby było mu dobrze.
– Ja też. Ale to, że jestem jego żoną, nie oznacza, że mam być jego służącą.
Doina zamilkła.
Mariana podeszła do szafki, zdjęła kapcie z talerza i postawiła je na podłodze.
– Proszę, Ionuț. Możesz je sobie sam założyć.
Pochylił się bez słowa.
Zdjął buty i postawił je przy drzwiach.
Mariana wzięła mopa.
