CZĘŚĆ 2
X
Przez kilka sekund Avery słyszał jedynie cichy szum systemu wentylacyjnego i beznamiętne pulsowanie jarzeniówek nad głową.
Na zdjęciu na zabezpieczonym telefonie pułkownika Mercera jego brat klęczał w betonowym pomieszczeniu gdzieś za granicą. Twarz Ryana była opuchnięta, jedno oko prawie zamknięte, a mundur podarty na ramieniu. Za nim stali dwaj uzbrojeni strażnicy.
Ale to nie Ryan zamroził Avery’ego.
Mężczyzną stojącym obok niego był pułkownik Grant Mercer.
Ta sama kwadratowa szczęka.
Ta sama siwizna na skroniach.
Ta sama blizna nad lewą brwią.
Nawet zegarek na nadgarstku wyglądał tak samo.
Avery oderwał wzrok od ekranu.
Prawdziwy Mercer stał metr dalej.
„Nadawano sześć minut temu” – powiedział cicho.
Generał Everett Cole podszedł bliżej i wpatrywał się w obraz.
„Nie” – wyszeptał.
Avery nigdy wcześniej nie słyszał tego głosu swojego ojca.
Nie w domu.
Nie na odprawie.
Nawet gdy napływały raporty o ofiarach w latach, gdy jego dowództwo wysyłało żołnierzy w miejsca, o których większość Amerykanów nigdy by nie usłyszała.
To było coś innego.
To było rozpoznanie.
„Znasz go” – powiedział Avery.
Twarz ojca natychmiast stwardniała.
„Wiem, co to znaczy”.
„Nie o to pytałem”.
Mercer spojrzał na niego raz po raz.
„Generale, jeśli ma pan informacje o mężczyźnie na zdjęciu, to teraz jest idealny moment”.
Everett spojrzał w stronę kamery monitoringu na końcu korytarza.
„Nie tutaj”.
Pchnął drzwi ewakuacyjne na klatce schodowej i gestem zaprosił ich do środka.
Avery pozostał bez ruchu.
Przez piętnaście lat jego ojciec lekceważył jego ambicje, kpił z jego stanowisk i traktował każdy awans tak, jakby ktoś popełnił błąd w jego raporcie.
Teraz oczekiwał pewności siebie.
Mercer zauważył wahanie.
„Mamy czterdzieści trzy minuty do startu samolotu”.
Avery wszedł na klatkę schodową.
Ciężkie drzwi zamknęły się za nimi.
Everett zszedł po schodach, zanim zatrzymał się pod małą czerwoną lampką alarmową.
„Mężczyzna na zdjęciu to Daniel Voss”.
Mercer zmarszczył brwi.
„To nazwisko nic mi nie mówi”.
„Nie powinno”.
Everett spojrzał na Avery’ego.
„Został uznany za zmarłego dziewiętnaście lat temu”.
Avery skrzyżował ramiona.
„A wygląda dokładnie jak pułkownik Mercer?”
„Nie wygląda”.
Wyraz twarzy Mercera się zmienił.
Everett kontynuował.
„Zanim narodziła się generacja podziału na kategorie pierwszego stopnia, istniał wspólny program wywiadowczy o nazwie Dom Luster. Jego celem była infiltracja. Nie przypadkowe podszywanie się. Długoterminowa rekonstrukcja tożsamości”.
Mercer wpatrywał się w niego.
„Lifting?”
„Między innymi”.
Avery poczuł, jak elementy układanki zmieniają się, zanim utworzyły pełny obraz.
„Voss skopiował Mercera”.
„Nie” – powiedział Everett.
Jego wzrok padł na pułkownika.
„Mercer skopiował Vossa”.
Na klatce schodowej zapadła cisza.
Mercer roześmiał się bez humoru.
„Chcesz to wyjaśnić?”
„Miałeś dziewiętnaście lat, kiedy twój samochód został uderzony podczas szkolenia za granicą. Poważny uraz twarzy. Rekonstrukcja wymagała wielu operacji”.
Szczęka Mercera się zacisnęła.
„Skąd to wiesz?”
„Ponieważ podpisałem dokumenty transferowe”.
Avery spojrzał z jednego mężczyzny na drugiego.
Dłoń Mercera powędrowała do telefonu.
„Według moich danych rekonstrukcja została przeprowadzona w Landstuhl”.
„Według twoich danych publicznych”.
Głos Everetta ucichł.
„Został zabrany do tajnego ośrodka na jedenaście dni. Lekarze zrekonstruowali jego twarz na podstawie zdjęć chirurga, który rzekomo przeszedł operację wszczepienia implantu”.
Mercer zamarł.
„Daniel Voss”.
„Tak”.
Avery poczuł dreszcz na ramieniu.
„Więc mężczyzna trzymający Ryana wygląda jak Mercer, bo Mercer został tak stworzony, żeby go przypominać”.
Everett skinął głową.
Mercer odwrócił się i wpatrywał w betonową ścianę, jakby mogła kryć w sobie mniej nieprawdopodobne wyjaśnienie niż to, które właśnie usłyszał.
Avery nie okazywał współczucia.
„Dlaczego Ryan tam jest?”
Ojciec nie odpowiedział.
„Tato”.
Na chwilę zamknął oczy.
„Bo Ryan szukał Vossa”.
Avery wstrzymał oddech.
„Mój brat jest piechurem”.
„Był”.
Odpowiedź uderzyła go mocniej niż jakakolwiek obelga, jaką Everett kiedykolwiek mu wymierzył.
„Co to znaczy?”
Everett spojrzał na niego.
„Ryan dołączył do wywiadu sześć lat temu”.
Avery wpatrywał się w niego.
„Nie”.
„Zgłosił się na ochotnika”.
„Mówiłeś, że został oficerem operacyjnym batalionu”.
„To było jego przebranie”.
Gorzki śmiech wyrwał mu się z ust.
Ta symetria była wręcz obraźliwa.
Ryan myślał, że Avery pracuje w logistyce.
Avery myślał, że Ryan pracuje w operacjach.
A ich ojciec znał obie prawdy.
„Wiedziałeś, kim jestem” – powiedział.
Everett nie zaprzeczył.
„Od jak dawna?”
Odpowiedziało jego milczenie.
Avery zrobił krok naprzód.
„Od jak dawna?”
„Odkąd mnie wybrałeś”.
Jego gniew brzmiał raczej chłodno niż głośno.
„Stałeś tam w sali odpraw i nazwałeś mnie zerem”.
„Próbowałem cię odwieść od tej misji”.
„Upokorzyłeś mnie”.
„Musiałeś być na tyle wściekły, żeby odejść”.
„Powinieneś mnie znać lepiej”.
„Tak” – powiedział, a jego głos lekko się załamał. „Właśnie dlatego się bałem”.
Mercer stanął między nimi.
„Rozstrzygniemy wojnę rodzinną po odzyskaniu zespołu”.
Avery ponownie spojrzał na zdjęcie.
„Co badał Ryan?”
Everett zawahał się.
„Nieautoryzowana transmisja danych wywiadowczych. Zhakowane drogi ewakuacyjne. Ktoś wyciekał harmonogramy operacyjne”.
„Dowództwo
w nas?”
„Tak.”
Avery zrozumiała natychmiast.
„Właśnie dlatego zespół Ryana czekał na ekstrakcję zęba, która nigdy nie nastąpiła.”
Everett skinął głową.
„Zostali oszukani.”
Spojrzenie Mercera stwardniało.
„Kto zezwolił na zmianę trasy?”
„Nie wiemy.”
„Więc dlaczego wysłałeś Ducha Trzynastkę?”
„Bo ktokolwiek naruszył misję, zna nasze standardowe procedury reagowania.”
Avery spojrzała na ojca.
„Ale mogą o mnie nie wiedzieć.”
„Dokładnie.”
Oto on.
Prawdziwy powód istnienia Ducha Trzynastego.
Tajne raporty.
Fałszywa płeć.
Sfabrykowana historia logistyczna.
Jej ojciec nie tylko zignorował jej karierę.
Pomógł jej zniknąć.
Avery nienawidziła tej świadomości, ponieważ część jej chciała mu podziękować.
Odmówił.
Mercer spojrzał na zegarek.
„Trzydzieści pięć minut”.
Avery oddała jej telefon.
„Pójdę”.
Stanęła przed Everettem.
„Avery…”
„Już raz za mnie wybrałeś”.
Jej wzrok padł na złożony list akceptacyjny, wciąż wystający z kurtki mężczyzny.
„Nie możesz tego zrobić ponownie”.
Otworzyła drzwi na klatkę schodową.
Tym razem ojciec poszedł za nią.
Samolot transportowy czekał w zamkniętej części lotniska, jego silniki pracowały już pod ciemniejącym niebem.
Avery przemierzała płytę lotniska w cywilnych spodniach i pożyczonej kurtce polowej, z włosami ciasno związanymi z tyłu szyi.
Niezbędny sprzęt czekał w środku.
Na kaburze karabinu nie było żadnych oznaczeń.
Tak właśnie podróżował Duch Trzynasty.
Żadnych plam.
Żadnych zdjęć.
Żadnych ceremonialnych uścisków dłoni.
Tylko opieczętowane rozkazy i ludzie, którzy zazwyczaj nie dowiadywali się jego imienia, dopóki ich nie uratował.
Mercer wystartował za nim.
Everett zatrzymał się na płycie postojowej.
„Nie idziesz” – powiedziała Avery.
„Tak, idę”.
Mercer pokręcił głową.
„To taktyczna rozmowa”.
„Znam Vossa”.
„Znałeś mnie dziewiętnaście lat temu”.
Spojrzenie Everetta wciąż wpatrywało się w Avery’ego.
„A on mnie zna”.
Avery zamilkł.
To się liczyło.
