Etap 3. Dlaczego Inga skłamała
Siergiej wstał.
— Inga, zadzwoniłaś do Anny i powiedziałaś jej, że będzie zbędna.
Jego głos był już całkowicie spokojny.
— Potem zadzwoniłaś do Iriny i powiedziałaś, że Anna jej nienawidzi.
Spojrzał siostrze prosto w oczy.
— Po co?
Inga zacisnęła dłonie.
— Bo wiedziałam, że jeśli obie przyjdą, cały wieczór zamieni się w dramat.
— Nie wiedziałaś.
Siergiej odpowiedział natychmiast.
— Sama tak zdecydowałaś.
— Chciałam pomóc Polinie!
— To dlaczego jej nie zapytałaś?
Inga zacisnęła usta.
— Bo ona jest zbyt miękka.
Przeniosła wzrok na Polinę.
— Łatwo nią manipulować.
Nina Grigoriewna odezwała się z boku:
— Mówisz teraz o własnej córce.
— Mówię prawdę.
Polina pokręciła głową.
— Nie, mamo.
Jej głos był zmęczony.
— Nazywasz mnie miękką za każdym razem, kiedy ci się nie podporządkowuję.
Inga spojrzała na córkę z urazą.
— Całe życie się dla ciebie starałam.
— I dlatego sama zdecydowałaś, kto może przyjść na moje urodziny?
— Chciałam, żeby wszystko było idealne.
Polina zapytała:
— Idealne dla kogo?
Inga zamilkła.
Polina wstała.
— Dla mnie idealnie byłoby wtedy, gdybyście wszyscy przestali decydować za mnie.
Właśnie wtedy do stołu podszedł kelner.
Wyraźnie nie wiedział, czy powinien się odzywać.
— Przepraszam. Czy możemy zacząć podawać dania?
Polina natychmiast złagodniała.
— Tak, oczywiście. Proszę wybaczyć.
Kiedy kelner odszedł, podniosła kieliszek.
— Chcę wznieść toast.
Wszyscy ucichli.
— Za ludzi, którzy zostają.
Polina mówiła wolno.
— Nie za tych, którzy najgłośniej mówią o więzach krwi.
— Za tych, którzy naprawdę są obecni w naszym życiu.
Spojrzała na Irinę.
Potem na mnie.
— Za tych, którzy nie domagają się wdzięczności za każdą miskę zupy i nie każą wybierać pomiędzy ludźmi, których kochamy.
Zaczerpnęła powietrza.
— Przez długi czas myślałam, że muszę dzielić miłość po równo.
Uśmiechnęła się smutno.
— Ale miłości nie mierzy się linijką.
— Albo jest, albo jej nie ma.
— I nie pozwolę więcej nikomu przekonywać mnie, że jedna kobieta musi zniknąć, żeby druga mogła poczuć się ważna.
Podniosłam kieliszek.
— Wszystkiego najlepszego, Pola.
Siergiej dodał:
— Wszystkiego najlepszego z okazji jubileuszu.
Wszyscy wypili.
Poza Ingą.
Siedziała nieruchomo i patrzyła na córkę.
Etap 4. Pierwsza prawdziwa rozmowa z Iriną
Później, gdy część gości zaczęła tańczyć, Irina podeszła do mnie.
— Możemy porozmawiać?
— Oczywiście.
Odeszłyśmy w stronę okna.
Za szybą mokre miasto odbijało żółte światło latarni.
Przez chwilę żadna z nas nie wiedziała, od czego zacząć.
Wreszcie Irina powiedziała:
— Nie wiem nawet, jak mam się do pani zwracać.
Uśmiechnęła się nerwowo.
— Anna? Ania? Czy może…
— Po prostu Ania.
— Dobrze.
Irina wzięła oddech.
— Aniu, chcę pani podziękować.
— Nie trzeba.
— Trzeba.
Spojrzała mi prosto w oczy.
— Rozumiem, że nie miała pani obowiązku przyjąć mojego dziecka.
— Polina nigdy nie była obowiązkiem.
Irina zamilkła.
— Ale została dla pani córką.
Nie odpowiedziałam od razu.
— Tak.
Przyznałam po chwili.
— Została.
Irina zapytała:
— Nigdy nie była pani zazdrosna?
Zastanowiłam się.
— Na początku bałam się, że kiedyś powie mi: „Jesteś dla mnie nikim”.
Wypuściłam powoli powietrze.
— Potem zrozumiałam, że jeśli człowiek szuka własnej matki, nie oznacza to automatycznie, że wykreśla wszystkich, którzy byli przy nim wcześniej.
Irina skinęła głową.
— Bałam się z panią spotkać.
— Dlaczego?
— Myślałam, że będzie mnie pani nienawidzić.
— Nie mam prawa mówić, że wszystko rozumiem.
Odwróciłam na chwilę wzrok ku oknu.
— Ale nienawiść nie pomoże Polinie.
Irina zapytała:
— A pani?
— Mnie pomogło zaakceptować, że przeszłości nie da się naprawić.
Spojrzałam na nią.
— Można tylko nie powtarzać jej dalej.
Irina milczała przez kilka sekund.
— Chciałabym być dla niej matką.
Jej oczy zaszkliły się.
— Ale nie wiem, jak to zrobić po tylu latach.
Powiedziałam:
— Proszę nie zaczynać od wymagań.
— To od czego?
— Od obecności.
Irina uśmiechnęła się przez łzy.
— Zawsze mówi pani tak spokojnie?
Zaśmiałam się cicho.
— Nie.
— Naprawdę?
— Po prostu przez dwadzieścia trzy lata uczyłam się nie krzyczeć, kiedy się boję.
W tym momencie podeszła do nas Polina.
— Wszystko w porządku?
Irina skinęła głową.
— Tak.
Polina uśmiechnęła się szerzej.
— Chciałam was w końcu porządnie sobie przedstawić.
Wskazała Irinę.
— Mamo, to Ania.
Potem mnie.
— Aniu, to moja mama.
Obie wybuchnęłyśmy śmiechem.
— My już się znamy — powiedziała Irina.
Polina wyciągnęła do nas ręce.
— W takim razie poznajcie się jeszcze raz.
Wzięła nas obie za dłonie i zaprowadziła do stołu.
Inga obserwowała nas z daleka.
Po raz pierwszy nie wyglądała na osobę całkowicie pewną swojej pozycji.
Etap 5. „Ty sama zrobiłaś z siebie potwora”
Po torcie Inga w końcu do mnie podeszła.
— Zadowolona jesteś?
Spojrzałam na nią.
— Z czego?
— Z tego, że zrobiłaś ze mnie potwora przed całą rodziną.
— To ty skłamałaś.
Odpowiedziałam spokojnie.
— Ja po prostu nie zamierzałam już tego ukrywać.
— Mogłaś przemilczeć.
— Mogłam.
Skinęłam głową.
— Tylko wtedy Irina wyszłaby stąd przekonana, że jej nienawidzę.
Po chwili dodałam:
— A Polina nadal myślałaby, że jej własne święto musi być układane pod cudze lęki.
Inga prychnęła.
— Zawsze byłaś zbyt poprawna.
— Nie.
Popatrzyłam na nią.
— Po prostu zmęczyło mnie bycie wygodną.
Inga uśmiechnęła się ironicznie.
— Uważasz, że masz do Poliny większe prawa ode mnie?
— Nie.
— To dlaczego zachowujesz się, jakbyś była jej prawdziwą matką?
— Nigdy nie nazywałam siebie jej „prawdziwą matką”.
— Ale wszyscy właśnie tak na ciebie patrzą.
Odpowiedziałam:
— Bo byłam przy niej.
Inga zacisnęła usta.
— Mogłabyś przynajmniej okazać szacunek prawdziwej rodzinie.
— Szacunek nie oznacza akceptowania kłamstwa.
Odwróciła się.
Po chwili znów spojrzała na mnie.
— Polina zmieni zdanie. Teraz jest pod wpływem emocji. Później zrozumie, kogo naprawdę potrzebuje.
— Nie zamierzam z panią konkurować o miejsce w jej życiu.
— W takim razie dlaczego tak się go trzymasz?
— Nie trzymam się niczego.
Odpowiedziałam spokojnie.
— Po prostu nie odejdę dlatego, że pani mi każe.
To zdanie ją zatrzymało.
Siergiej podszedł do mnie.
— Wszystko dobrze?
— Teraz tak.
Pożegnaliśmy się z gośćmi.
Przy wyjściu Polina mocno mnie przytuliła.
— Mamo, dziękuję, że przyszłaś.
— Przyszłam, bo mnie zaprosiłaś.
— Wiem.
Przytuliła mnie jeszcze mocniej.
— Ale i tak dziękuję.
Irina stała obok.
— Następnym razem może spotkamy się bez całej tej rodziny? — zaproponowała.
Uśmiechnęłam się.
— Z przyjemnością.
Inga to usłyszała.
Nie skomentowała.
