Był rolnikiem walczącym o przetrwanie, wiecznie zadłużonym w banku, zawsze liczącym każdy grosz. Inni kupujący kpili z niego. Siedem centów za tego bezużytecznego olbrzyma. Joaquim popadał w otępienie starcze. Licytator, ulżony, że nie musi zwracać towaru kupcowi, uderzył młotkiem: „Sprzedane za siedem centów panu Lacerdzie. Niech go Bóg błogosławi, bo będzie mu potrzebne”.
Wybuchnął kolejny śmiech. Joaquim pozostał niewzruszony, wszedł na platformę, wziął łańcuch, który wiązał kostkę Benedity i zszedł na dół. Poszła za nim w milczeniu, z obojętną twarzą. Przeszli trzy kilometry do farmy. Joaquim prowadził, dosiadając starego kasztanowatego konia.
Benedita szła za nim przykuta łańcuchem, z nogami krwawiącymi na polnej drodze. Nie powiedziała ani słowa przez całą drogę, nie oglądając się za siebie. Kiedy dotarli, było późno. Niebo miało pomarańczowy i fioletowy odcień. Joaquim zsiadł z konia, przywiązał ją i poprowadził Beneditę prosto do stajni, dużego drewnianego budynku, w którym trzymał narzędzia, worki z kawą i kilka zwierząt.
I tu właśnie pojawia się ta ważna pauza. Jeśli ta historia Cię zaciekawiła i chcesz zrozumieć intencje tego rolnika, zasubskrybuj kanał, włącz powiadomienia i zostaw komentarz, wskazując miasto lub stan, z którego śledzisz tę historię. Chcielibyśmy wiedzieć, kto teraz do nas dołącza, z powrotem w stodole, gdzie Joaquim właśnie zamknął drzwi.
Benedita pozostała nieruchoma na środku pokoju, z zamyślonym wzrokiem. Joaquim zapalił lampę naftową, której słabe światło odbijało się od drewnianych ścian. Przysunął sobie stołek, usiadł i obserwował ją przez dłuższą chwilę. W końcu zapytał: „Umiesz czytać?”. Benedita nie odpowiedziała. Nie poruszyła się ani o cal.
„Umiesz walczyć?” spróbował ponownie. Tym razem coś błysnęło kątem oka, prawie niedostrzegalne, ale Joaquim to dostrzegł. Wstał, poszedł w kąt stodoły i wrócił z nożem myśliwskim, szerokim ostrzem i zużytą drewnianą rękojeścią. Ujął go za ostrze i podał rękojeść Benedicie. „Weź go”. Nie wzięła. Spojrzała podejrzliwie na nóż, a potem na niego. Joaquim westchnął.
Dowiedz się więcej
Owoce i warzywa
Mleko
Napoje alkoholowe
„Nie zrobię ci krzywdy ani nie wykorzystam cię na farmie. Mam inny plan, ale potrzebuję, żebyś mi zaufała. Tylko trochę, tylko na dziś wieczór”. Benedita pozostała nieruchoma. Joaquim położył nóż na ziemi między nimi i cofnął się o dwa kroki. „Jeśli chcesz mnie zabić, możesz. Nie będę się bronił. Ale jeśli chcesz usłyszeć, co mam do powiedzenia, usiądź tam”.
Wskazał na stertę suchej słomy w kącie. Benedita spojrzała na nóż, potem na niego, po czym powoli zignorowała broń i podeszła do słomy. Usiadła, podciągając kolana do piersi, w pozycji obronnej. Joaquim uśmiechnął się lekko. „To początek”. Wrócił na stołek. „Powiem ci coś, czego nikt inny nie wie. Dziesięć lat temu miałem jedynego syna. Nazywał się Vicente. Był mądrym, silnym i odważnym chłopcem”.
Westchnął głęboko, a jego wzrok zatoczył się w przestrzeni. „Kiedy miał piętnaście lat, pojechaliśmy do miasta po zapasy. W drodze powrotnej natknęliśmy się na bandytów, którzy chcieli ukraść nasz wózek. Vicente próbował mnie bronić, ale dźgnęli go w klatkę piersiową i zmarł mi na rękach, zanim dotarł do domu”.
Zamilkł, a jego głos załamał się z emocji. „Od tamtej pory ta posiadłość stała się dla mnie ciężarem. Moja żona zmarła trzy lata później na febrę. Zostałem sam, sam z tą przeklętą ziemią i kolosalnym długiem u barona Araújo, najpotężniejszego człowieka w regionie. Pożyczył mi pieniądze na zasiew, ale plony były marne. Szkodniki, susza, stagnacja na rynku. Jestem mu winien dwanaście banknotów. Jeśli nie zapłacę mu do końca roku, przejmie posiadłość.”
Dowiedz się więcej
Nabiał i jaja
Zdrowie
Anatomia
Benedita patrzyła na niego z obojętną twarzą, ale zdecydowanym spojrzeniem. Joaquim kontynuował: „Baron ma córkę, Eduardę, dwudziestodwuletnią. Nie jest taka jak inne kobiety z wyższych sfer. Lubi jazdę konną, polowania, zapasy i hazard. Co roku organizuje turniej w posiadłości ojca. Rywalizują w nim wojownicy z całego regionu. Boks, zapasy, nieważne. Zwycięzca zgarnia 100 reisów”.
Pochylił się do przodu. „Sto contosów, Benedito, wystarczy na spłatę długu, remont domu i przetrwanie kolejnych dziesięciu lat. Ale mam problem. Nie umiem walczyć. Jestem stary, słaby. Nie mam szans”. Benedito zmarszczyła brwi, skonsternowana. „Dlaczego mi to mówisz?” zapytała ochrypłym głosem po kilku dniach bez wody.
Joaquim się uśmiechnął. „Bo widziałem cię na aukcji. Widziałem, jak się poruszasz. Siłę w twoich ramionach, ogień ukryty w twoich oczach. Nie jesteś bezużyteczny. Jesteś wojownikiem. Zawsze nim byłeś. Ale nikt nie dał ci szansy, żebyś wykorzystał ten dar. Chcę cię wyszkolić. Chcę…
