„Jesteś jedynym mężczyzną w San Jerónimo, który czyni dobro w tajemnicy” – kontynuowała Elisa. „Dlatego ci ufam”.
„To, co proponujesz, to nie jest gra. Poślubienie mnie oznaczałoby zamieszkanie tutaj. Nie mam ani eleganckiego domu, ani służby. Są lata, kiedy ziemia ledwo daje mi dość, żeby mnie wyżywić”.

„Nie szukam eleganckiego domu”.
„Czego więc szukasz?”
Elisa wytrzymała jego spojrzenie.
„Mężczyzna, który mnie nie zdradzi, gdy ogarnie mnie strach”.
Słowa te poruszyły Ricarda, część jego osobowości, która przez lata pozostawała zamknięta.
Pamiętał rozczarowaną minę Clary, gdy patrzyła na ranczo. „Potrzebuję bardziej ekscytującego życia niż to”.
„Nie chcę, żebyś poślubił mnie tylko po to, żeby uciec z Holguín” – powiedział Ricardo.
„Nie zrobiłbym tego. Gdybyś wydawał mi się okrutny lub tchórzliwy, wolałbym uciec sam.”
„A co jeśli, po bliższym poznaniu mnie, odkryjesz, że to życie jest zbyt wąskie?”
Elisa spojrzała na horyzont, pochylone stajnie i dom z połatanym dachem.
Życie nie jest małe, ponieważ jest ubogie w bogactwa. Jest małe, gdy jest pełne strachu.
Ricardo poczuł, że coś w jego piersi, napięte od lat, zaczyna ustępować.
„Dobrze” – odpowiedział. „Ożenię się z tobą”.
Przed zapadnięciem zmroku nowina dotarła do całego miasta San Jerónimo.
Kapitan Holguín usłyszał to i jego uśmiech zniknął.
Zemsta rozpoczęła się dwie noce później.
Najpierw z północnego pastwiska zniknęło sześć sztuk bydła. Następnej nocy zniknęły kolejne cztery. Następnie handlarz odkrył bydło ze zmodyfikowaną marką Ricardo w pobliżu regionalnego targu. Zwierzęta zostały zarejestrowane na nazwisko nieznanej osoby.
Holguín przybył na ranczo w towarzystwie trzech wiejskich policjantów.
„Są oskarżeni o kradzież bydła” – powiedział, pokazując zapieczętowany nakaz aresztowania. „Muszę przeszukać twoją posesję”.
„Wiesz, że to bydło należy do mnie.”
„Po prostu przestrzegam prawa”.
„Nie. Używamy go jak maczugi.”
Holguín uśmiechnął się i podszedł.
„Możemy jeszcze tego uniknąć. Zerwijmy zaręczyny, a może okaże się, że to było tylko nieporozumienie”.
Elisa, która przybyła tego ranka ze swoim ojcem, opuściła dom.
“Nie będzie żadnych zmian.”
Kapitan spojrzał na nią z mieszaniną pożądania i wściekłości.
„Zastanów się dobrze. Człowiek może stracić wiele rzeczy w tym kraju. Bydło, dobytek… nawet życie”.
Ricardo stanął między nimi.
“Zejdź z mojego rancza.”
Holguín położył rękę w pobliżu rewolweru.
