Potem prokurator zapytał Mateo, co dokładnie usłyszał.
Mój syn bez wahania odpowiedział:
„Mauricio powiedział: »Kiedy będzie pił herbatę, za dwadzieścia minut będzie to wyglądało na problem z sercem. Wtedy zadzwonimy. Zostawimy chłopca u pani Lidii«”.
Mauricio upierał się, że ta kobieta nie ma z niczym nic wspólnego.
Mieszka w Jardines del Sur. Zabrałeś mnie do niej w marcu i powiedziałeś: »Przyzwyczaj się, możesz tam spędzić dużo czasu«”.
„Proszę”.
Po raz pierwszy Mauricio zaniemówił.
Kubek został wysłany do pilnej analizy. Podczas gdy czekaliśmy, prokuratura wystąpiła o nakaz sądowy przeszukania domu.
Wtedy Javier otrzymał informacje, które zaparły mi dech w piersiach.
Mauricio był już dwukrotnie żonaty.
Jego pierwsza żona, Daniela Cortés, zmarła cztery lata wcześniej w wieku trzydziestu siedmiu lat. Diagnoza: nagła niewydolność serca. Mauricio odziedziczył mieszkanie i konto bankowe.
Jego druga żona, Lorena Méndez, zmarła dwa lata później. Akta sprawy wskazywały na przypadkowe zatrucie, które nigdy nie zostało wyjaśnione. Mauricio otrzymał dom wakacyjny i polisę ubezpieczeniową.
Żadne z nich nie miało dzieci.
„Dlatego nikt nie widział tego, co widział Mateo” – mruknąłem.
Około pierwszej w nocy nadeszły wstępne wyniki.
W pozostałościach kubka znaleziono digoksynę w niezwykle niebezpiecznym stężeniu.
Ekspert wyjaśnił, że taka dawka może spowodować poważne zaburzenia rytmu serca i śmierć.
Dwadzieścia minut.
Dokładnie to, co było napisane na kartce.
Mauricio i Teresa zostali zatrzymani, gdy policja śledcza weszła do domu w Tlajomulco.
Znaleźli słoik.
Znaleźli harmonogram.
Ale najgorsze okazało się w laptopie przechowywanym w biurze.
Następnego ranka zadzwonił do mnie Javier.
„Dobrze, są na ciebie jakieś akta z czasów, zanim poznałeś Mauricio”.
„Jakie akta?”
Zapadła cisza.
„Plan. Jak do ciebie podejść. Co powiedzieć. Kiedy poprosić o mieszkanie. Kiedy wykupić ubezpieczenie. A nawet kiedy „zamknąć proces”.
Poczułem mdłości.
„Tylko ze mną?”
Javier zwlekał chwilę z odpowiedzią.
„Nie. Są teczki z imionami Daniela i Lorena. I w obu na końcu pojawia się to samo słowo: «zakończone»”.
Myślałam, że poprzedniej nocy odkryłam, że mój mąż chce mnie zabić.
W rzeczywistości właśnie znaleźliśmy odciski palców dwóch zmarłych kobiet… i rodziny, która latami doskonaliła tę samą metodę.
Ale wciąż nie wiadomo, kto to wszystko zaczął i dlaczego Teresa, moja teściowa, poprosiła mnie o rozmowę na osobności przed złożeniem zeznań.
CZĘŚĆ 3
Teresa siedziała naprzeciwko mnie w małym pokoju przesłuchań w prokuraturze. Nie miała już perfekcyjnego makijażu ani chusteczki, którą płakała poprzedniej nocy. Wyglądała na dziesięć lat starszą.
„Nie zamierzam przepraszać” – powiedziała. „To byłby brak szacunku”.
Nie odpowiedziałam.
„Chcę ci tylko powiedzieć, że myliliśmy się co do Mateo”.
„Myliłaś się co do mnie”.
Teresa spuściła wzrok.
„Myśleliśmy, że mu nie uwierzysz. Dorośli prawie zawsze szukają wygodniejszego wytłumaczenia, gdy dziecko mówi coś, co może zniszczyć im życie”.
To zdanie bolało, bo było prawdziwe. Miesiącami tłumaczyłam Mateo wszystkie jego niedogodności: że jest zazdrosny, że tęskni za ojcem, że Mauricio potrzebuje czasu, żeby go przekonać.
„Dlaczego chciał się ze mną spotkać?”
Moja teściowa wzięła głęboki oddech.
„Bo zamierzam mu wszystko opowiedzieć”.
Daniela nie zmarła na samoistne zatrzymanie krążenia. Lorena też nie miała wypadku. Teresa wiedziała, skąd wzięli digoksynę, kto pośredniczył i jak Mauricio zaaranżował całą sytuację, żeby wyglądała na nagły przypadek medyczny.
„Byłaś w to zamieszana?”
„Tak”.
Nie było łez.
To było prawie gorsze.
Teresa wyjaśniła, że lata temu ona i Mauricio przeżyli kryzys finansowy. Kliniki były zadłużone, ale on utrzymywał wizerunek odnoszącego sukcesy biznesmena. Daniela, jego pierwsza żona, miała nieruchomości i oszczędności rodzinne. Po jej śmierci pieniądze pozwoliły firmie się odrodzić.
Potem odkryli, że mogą powtórzyć ten schemat.
