Epilog: nie zamierzałam już się wycofać
Później mąż jeszcze próbował mnie przekonać.
— Załatwmy to jakoś. To moja mama, ona się martwi — powtarzał.
Ale ja nie zamierzałam wracać do tego, co było wcześniej.
Nie chodziło już wyłącznie o zamki, dokumenty czy jedną kłótnię w kuchni. Najważniejsze było to, że ktoś podjął decyzję dotyczącą mojego mieszkania, nie pytając mnie nawet o zgodę. Oczekiwano ode mnie, że spakuję rzeczy i podporządkuję się planowi ustalonemu ponad moją głową.
Wtedy zrozumiałam prostą rzecz: jeżeli ktoś żąda sprzedaży tego, co należy do ciebie, najwyraźniej przestał traktować to jak twoją własność.
A kiedy ktoś zapomina, gdzie przebiegają granice, czasem trzeba je po prostu wyznaczyć na nowo.
