– Zabraniam ci tam jechać! – głos Galiny Michajłowny drżał od ledwo powstrzymywanej wściekłości, gdy dosłownie wpadła do mieszkania syna bez pukania.
Lena zamarła z garnkiem w rękach, nie wierząc własnym oczom. Teściowa stała na środku ich kuchni w drogim futrze, ściskając w dłoni jakąś kartkę. Jej twarz płonęła z oburzenia.
Igor zerwał się od stołu, gdzie przed chwilą spokojnie jadł obiad z żoną.
– Mamo, co się stało? O co chodzi?
Galina Michajłowna rzuciła kartkę na stół. Okazało się, że to wydruk ze strony biura podróży – potwierdzenie rezerwacji wycieczki do Turcji na dwie osoby.
– Oto co się stało! Sąsiadka Tamara widziała, jak wchodziłeś do biura podróży! I dobrze zrobiła, że mi powiedziała! Jak mogłeś?
Lena ostrożnie postawiła garnek na kuchence i odwróciła się do teściowej.
– Galino Michajłowno, z Igorem planowaliśmy urlop od pół roku. W czym problem?
Teściowa nawet nie raczyła jej spojrzeć, wpatrując się w syna.
– Problem w tym, że mój jedyny syn zamierza zostawić własną matkę na dwa tygodnie! Mało, że mieszkacie osobno, to teraz jeszcze wyjeżdżacie Bóg wie gdzie!
– Mamo, to tylko urlop – spróbował uspokoić ją Igor. – Wrócimy za dwa tygodnie.
– A jeśli coś mi się stanie? – Galina Michajłowna przyłożyła rękę do serca. – Mam sześćdziesiąt osiem lat! Ciśnienie mi skacze, stawy bolą! A wy będziecie się opalać na plaży, podczas gdy ja tu sama…
Lena poczuła, jak w środku narasta znajome rozdrażnienie. Przez trzy lata małżeństwa naliczyła już dziesiątki takich „ataków serca” teściowej, które zdarzały się za każdym razem, gdy oni z Igorem planowali coś bez jej udziału.
– Galino Michajłowno, ma pani telefon. W razie czego zawsze może pani zadzwonić – powiedziała spokojnie Lena.
Teściowa wreszcie raczyła ją obdarzyć spojrzeniem – zimnym i pogardliwym.
– Nie rozmawiam z tobą! To wszystko twoja sprawka! Przed tobą mój syn nigdzie ode mnie nie wyjeżdżał!
– Przede mną pana syn miał dwadzieścia pięć lat – odparowała Lena. – Teraz ma trzydzieści dwa. Ludzie dorastają, zakładają rodziny, jeżdżą na urlopy…
– Nie ucz mnie życia! – przerwała Galina Michajłowna. – Wychowałam syna sama, bez męża! Całe życie mu poświęciłam! A teraz jakaś… – spojrzała wymownie na Lenę – odbiera mi go!
Igor stanął między kobietami, próbując rozładować sytuację.
– Mamo, nikt nikogo nie odbiera. Po prostu chcemy odpocząć. Pierwszy urlop od trzech lat!
– Odpoczywać można i tutaj! – ucięła Galina Michajłowna. – Na daczy, na przykład. Ja też bym pojechała, powietrzem oddychała…
Lena przewróciła oczami. Dacza teściowej to osobna historia. Każdego weekendu Galina Michajłowna żądała, żeby przyjeżdżali pomagać jej w ogrodzie, remontach, sprzątaniu. I za każdym razem znajdowała powód, by skrytykować synową – to grządki źle odchwaszczone, to obiad niesmaczny, to naczynia nie tak umyte.
– Już zapłaciliśmy za wycieczkę – powiedział stanowczo Igor. – I nie zamierzamy jej odwoływać.
Galina Michajłowna klasnęła w dłonie.
– Zapłaciliście! A mnie zapytać? Ja, między innymi, jestem twoją matką!
– I co z tego? – nie wytrzymała Lena. – Mamy prosić panią o pozwolenie na każdy krok? Jesteśmy dorosłymi ludźmi!
– Igor! – Galina Michajłowna demonstracyjnie zignorowała synową. – Pozwolisz jej tak do mnie mówić?
Igor bezradnie przenosił wzrok z matki na żonę.
– Mamo, Lena ma rację. Mamy prawo do urlopu…
– Prawo! – przedrzeźniła Galina Michajłowna. – A obowiązki wobec matki masz? Czy ta, – skinęła na Lenę – całkiem ci mózg zapudrowała?
Lena zacisnęła pięści. „Ta” – ulubione określenie teściowej. Przez trzy lata ani razu nie nazwała jej po imieniu. Tylko „ta”, „twoja żona” lub, w najlepszym razie, po prostu ją ignorowała.
– Wie pani co, Galino Michajłowno – Lena zrobiła krok naprzód. – Mam dość! Dość pani chamstwa, manipulacji, histerii! Jedziemy na urlop, podoba się to pani czy nie!
Teściowa poczerwieniała.
– Igor! Słyszałeś? Ona obraża twoją matkę!
– Mówię prawdę! – Lena nie mogła już się powstrzymać. – Kontroluje pani każdy nasz krok, dzwoni dziesięć razy dziennie, żąda raportu, gdzie jesteśmy i z kim! To nie jest normalne!
– Nie normalne jest to, gdy syn zapomina o matce! – wykrzyknęła Galina Michajłowna. – Gdy żona nastawia go przeciwko rodzonej matce!
– Nikogo przeciwko nikomu nie nastawiam! Po prostu chcę żyć swoim życiem!
– Swoim? – Galina Michajłowna zaśmiała się złośliwie. – A mieszkanie, w którym mieszkacie, czyje? Przypomnieć, kto dał pieniądze na pierwszy wkład?
Proszę bardzo. Główny atut teściowej. Rzeczywiście, gdy z Igorem kupowali mieszkanie, Galina Michajłowna dała im trzysta tysięcy na pierwszy wkład. I od tamtej pory przy każdej okazji przypominała o tym.
– Oddajemy pani te pieniądze co miesiąc! – przypomniała Lena. – Po dwadzieścia tysięcy, tak jak się umawialiśmy!
– Pieniądze to jedno, a wdzięczność to drugie! – ucięła teściowa. – Wychowana dziewczyna doceniałaby pomoc teściowej, a nie jej ubliżała!
– Wychowana teściowa nie włamywałaby się do mieszkania bez zaproszenia! – odparowała Lena.
– To mieszkanie mojego syna!
– I moje też! Jesteśmy małżeństwem, jeśli pani zapomniała!
Galina Michajłowna parsknęła z pogardą.
– Małżeństwo… Zobaczymy, jak długo! Igorze, – odwróciła się do syna, który cały czas milczał – albo ja, albo ona! Wybieraj!
W kuchni zapadła cisza. Lena patrzyła na męża, wstrzymując oddech. Oto moment prawdy. Przez trzy lata znosiła wybryki teściowej, mając nadzieję, że Igor kiedyś postawi matkę na miejscu. I ten moment nadszedł.
Igor zbladł, przenosząc wzrok z matki na żonę.
– Mamo, nie stawiaj ultimatum…
– Stawiam! – ucięła Galina Michajłowna. – Nie zniosę więcej chamstwa od tej osoby! Albo się z nią rozwodzisz, albo zapomnij, że masz matkę!
Lena poczuła, jak serce zapada się gdzieś w dół. Czy teściowa naprawdę jest gotowa pójść na coś takiego?
– Mamo, chyba nie mówisz poważnie… – wyjąkał Igor.
– Bardziej niż poważnie! Mam dość upokorzeń! Twoja żona nie szanuje mnie, jest bezczelna, nastawia cię przeciwko mnie! Nie pozwolę na to dłużej!
Igor stał między dwiema kobietami jak między młotem a kowadłem. Lena widziała, jak męczy się, próbując znaleźć wyjście z tej sytuacji.
– Uspokójmy się wszyscy – powiedział w końcu. – Mamo, idź do domu, ochłoń. Porozmawiamy później…
– Nie! – Galina Michajłowna tupnęła nogą. – Nie wyjdę, dopóki nie usłyszę twojej odpowiedzi! Kogo wybierasz?
Igor wziął głęboki oddech i spojrzał na matkę.
– Mamo, kocham cię. Jesteś moją matką i to się nigdy nie zmieni. Ale Lena jest moją żoną. Złożyłem jej przysięgę przed ludźmi i przed Bogiem. I nie zamierzam jej łamać.
Galina Michajłowna odskoczyła, jakby ją uderzono.
– Czyli wybierasz ją?
– Wybieram swoją rodzinę – powiedział stanowczo Igor. – I zawsze będziesz częścią tej rodziny, jeśli zechcesz. Ale musisz szanować moją żonę. I nasze decyzje.
– Szanować? – Galina Michajłowna zaśmiała się histerycznie. – Szanować tę… tę…
– Dość! – Igor podniósł głos, co zdarzało się niezwykle rzadko. – Mamo, proszę, wyjdź. Teraz. Gdy ochłoniesz, zadzwoń, porozmawiamy spokojnie.
Galina Michajłowna patrzyła na syna tak, jakby widziała go po raz pierwszy.
– Wychowałam niewdzięcznego syna – wycedziła przez zęby. – Całe życie na ciebie poświęciłam, a ty… dla jakiejś obcej kobiety…
– Lena nie jest obca. Jest moją żoną – przerwał Igor. – I jeśli nie możesz tego zaakceptować, to… bardzo mi przykro.
Galina Michajłowna odwróciła się bez słowa i skierowała do wyjścia. W drzwiach zatrzymała się i odwróciła.
– Pożałujesz tego, Igorze. Gdy cię rzuci, a rzuci, zobaczysz, nie przychodź do mnie płakać!
Drzwi zatrzasnęły się z hukiem.
Igor i Lena zostali na środku kuchni. Przez kilka minut milczeli, trawiąc to, co się wydarzyło.
– Dziękuję – powiedziała cicho Lena.
Igor przytulił ją, przyciskając do siebie.
– Przepraszam, że tak długo nie mogłem tego zrobić. Po prostu… to moja matka…
– Rozumiem – Lena wtuliła się w jego ramię. – Zaczęłam już myśleć, że nigdy nie staniesz po mojej stronie.
– Zawsze byłem po twojej stronie. Po prostu… bałem się ją urazić. Naprawdę wychowała mnie sama, wiele poświęciła…
– Ale to nie daje jej prawa do kierowania twoim życiem – powiedziała łagodnie Lena. – Masz prawo do własnej rodziny, do własnych decyzji.
Igor skinął.
– Wiesz, może to i lepiej. Nie można wiecznie żyć pod jej dyktando.
Następne dni minęły w dziwnej ciszy. Galina Michajłowna nie dzwoniła, co było zupełnie do niej niepodobne. Zwykle dzwoniła kilka razy dziennie, kontrolując każdy krok syna.
– Może do niej zadzwonić? – zaproponował Igor trzeciego dnia. – Może coś jej się stało?
Lena pokręciła głową.
– To manipulacja, Igorze. Czeka, że przybiegniesz do niej z przeprosinami.
– Ale może jest chora…
– Gdyby była chora, zadzwoniłaby dziesięć razy i opowiedziała o tym – zauważyła rzeczowo Lena. – Twoja matka nie należy do tych, którzy cierpią w milczeniu.
I rzeczywiście, piątego dnia Galina Michajłowna się odezwała. Ale nie sama – przez Igora zadzwoniła jego ciocia Wiera, rodzona siostra Galiny Michajłowny.
– Igorek, co się u was wydarzyło? – zapytała zaniepokojona. – Galka nie znajduje sobie miejsca, płacze całymi dniami!
– Ciociu Wiero, mama sama stworzyła tę sytuację – odpowiedział zmęczony Igor. – Postawiła mi ultimatum – albo matka, albo żona. Co miałem zrobić?
– No, nie wiem… Jakoś łagodniej trzeba było… Ona cię przecież sama wychowała!
– I jestem jej za to wdzięczny. Ale to nie znaczy, że mam żyć pod jej dyktando.
Ciocia Wiera westchnęła.
– Igorek, ona nie ze złości. Po prostu boi się cię stracić. Jesteś jej jedyny.
– Nigdzie się nie wybieram. Ale musi zaakceptować, że mam żonę. I szanować ją.
– Spróbuję z nią porozmawiać – obiecała ciocia Wiera. – Ale ty też pomyśl, może warto się pogodzić? To przecież matka…
Po tym telefonie Igor długo siedział zamyślony.
– Może jednak warto pierwszy pójść na zgodę? – zapytał Lenę.
– A co się zmieni? – odpowiedziała pytaniem. – Przeprosisz, ona uda, że wybacza, i wszystko wróci do normy. Znów będzie kontrolować nasze życie, ubliżać mi, manipulować tobą.
– Ale to moja matka…
– Igorze, nie proszę cię, żebyś się jej wyrzekł. Proszę tylko o jedno – żeby traktowała mnie z szacunkiem. Czy to tak wiele?
Igor pokręcił głową.
– Nie, masz rację. Jeśli teraz się poddamy, nic się nie zmieni.
Minął tydzień. Do urlopu zostały trzy dni, oni z Leną pakowali się do wyjazdu. Nastrój był podniosły – po raz pierwszy od dawna czuli się wolni od ciągłej kontroli teściowej.
I wtedy rozległ się dzwonek do drzwi.
Na progu stała Galina Michajłowna. Ale nie dumna i wojownicza jak zwykle, tylko jakaś przygaszona, postarzała.
– Mogę wejść? – zapytała cicho.
