Kolacja na zgodę
W sobotę stół wyglądał tak, jakby Ludmiła Konstantinowna przygotowała przyjęcie dla wielu gości. Stały na nim przekąski, sałatki, gorące dania i desery.
Nawet dla Mariny przygotowano kilka potraw bez mięsa.
Gospodyni uśmiechała się, żartowała, pytała o pracę i interesowała się planami dotyczącymi podróży poślubnej.
W pewnym momencie Marina poczuła się nawet niezręcznie z powodu własnych podejrzeń.
Kiedy podano kawę i słodycze, Ludmiła Konstantinowna powiedziała łagodnie:
– Wybacz mi, kochanie. Czasami po prostu za bardzo martwię się o syna.
Marina odpowiedziała uśmiechem.
Właśnie dlatego to, co wydarzyło się później, było dla niej całkowitym zaskoczeniem.
Ludmiła Konstantinowna wyjęła z szafki znajomą teczkę.
– Przemyślałam naszą kłótnię.
– I co?
– Uznałam, że wszystko trzeba uregulować oficjalnie.
– Co dokładnie?
– Umowę przedmałżeńską.
Otworzyła teczkę i położyła dokumenty przed Mariną.
– Dobry prawnik wszystko przygotował.
Umowa, która miała pozbawić Marinę wszystkiego
Marina zaczęła czytać.
Najpierw powoli i uważnie. Później coraz szybciej. W końcu wróciła na początek i przeczytała dokument jeszcze raz.
Wydawało jej się, że musiała coś źle zrozumieć.
Nie było jednak żadnej pomyłki.
Zgodnie z umową w przypadku rozwodu mieszkanie, samochód, oszczędności, a nawet firma Mariny miały przejść na własność Jegora.
W całości.
Bez względu na okoliczności rozstania.
Marina powoli uniosła wzrok.
– To jakiś żart?
– Oczywiście, że nie – odpowiedziała łagodnie Ludmiła Konstantinowna. – Wszystko jest całkowicie poważne.
– Jegor, widziałeś ten dokument?
– Tak.
– I co o nim myślisz?
Wzruszył ramionami.
– Według mnie jest uczciwy.
Marina patrzyła na niego tak, jakby siedział przed nią zupełnie obcy człowiek.
– Uczciwy?
– Jeżeli jesteś pewna naszej wspólnej przyszłości, nie masz się czego obawiać.
Przez kilka sekund nikt się nie odzywał.
Nagle Marina zaczęła się śmiać. Cicho, z niedowierzaniem.
Wzięła dokumenty i rozdarła je na pół. Potem ponownie. I jeszcze raz.
Kawałki papieru powoli opadły na obrus.
– Niczego nie podpiszę.
Twarz Ludmiły Konstantinowny zmieniła się w jednej chwili.
– Zdajesz sobie sprawę, ile kosztowało przygotowanie tych dokumentów?
– Doskonale.
Marina wstała od stołu.
– Rozumiem też coś jeszcze. Boicie się, że nie dostaniecie moich pieniędzy.
– Wszystko źle zrozumiałaś – powiedział szybko Jegor.
– Nie. Po raz pierwszy od dawna zrozumiałam wszystko całkowicie poprawnie.
Decyzja, która zakończyła narzeczeństwo
Marina założyła płaszcz.
Ludmiła Konstantinowna nie ukrywała już złości.
– Jaka ty jesteś chciwa! Wszystko dla siebie!
Marina spokojnie zapinała guziki.
– Być może.
– Jegor zasługuje na znacznie lepszą kobietę!
– Nie będę się z tym spierać.
Spojrzała na narzeczonego. Przez kilka sekund stali naprzeciwko siebie w milczeniu.
Następnie Marina zdjęła pierścionek zaręczynowy i ostrożnie położyła go na jego dłoni.
– Ślubu nie będzie.
Jegor pobladł.
– Zaczekaj. Porozmawiajmy.
– Rozmawialiśmy już zbyt długo.
– Marina…
– Nie.
Pokręciła głową.
– Nie mogę żyć z człowiekiem, który nie potrafi mnie szanować.
W przedpokoju stała milcząca Ludmiła Konstantinowna.
Marina spojrzała na nią po raz ostatni.
– Dziękuję pani.
Kobieta zamrugała ze zdziwieniem.
– Za co jeszcze mi dziękujesz?
– Za to, że pokazała mi pani wszystko teraz, a nie dopiero po ślubie.
Po tych słowach Marina otworzyła drzwi i wyszła.
