Nic więcej nie powiedziała.
Lili trafiła do szpitala, ponieważ jej organizm od tygodni dziwnie się zachowywał.
Na początku była po prostu zmęczona.
Potem rano dwa razy wymiotowała.
Pewnej nocy skarżyła się na ból w podbrzuszu, ale myśleliśmy, że zbliża się jej pierwsza miesiączka.
Pediatra też nie zauważył niczego niezwykłego.
Tego ranka Lili skuliła się na środku kuchni.
Kubek z herbatą wypadł jej z ręki.
Gábor podniósł ją tak szybko, że nawet nie zapiął płaszcza.
– Jedziemy do szpitala.
Teraz czekał na korytarzu.
Kiedy do niego podeszłam, natychmiast wstał.
– Co powiedzieli?
Nie mogłam od razu powiedzieć.
– Anno?
– Test ciążowy wyszedł pozytywnie.
Gábor tylko na mnie spojrzał.
– Czyj?
– Lili.
Zbladł.
– To jakaś pomyłka.
– Może.
– Dziesięć lat.
– Wiem.
Wtedy mnie zobaczył.
Ta sekunda niepewności.
Jej brwi powoli się zmarszczyły.
– Nie sądzisz, że ja…
– Nie wiem, co myśleć.
Nie powinnam była tego mówić.
Gábor cofnął się.
– Wychowywałam tę małą dziewczynkę przez sześć lat.
– Wiem.
– To spójrz na mnie.
Nie wiedziałam.
Nie dlatego, że uważałam ją za winną.
Ale dlatego, że bałam się, że jeśli na nią spojrzę, zobaczę coś, czego wcześniej nie chciałam dostrzegać.
– Spójrz na mnie, Anno.
Uniosłam głowę.
W jej oczach nie było strachu.
Ale urazy.
Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, drzwi windy się otworzyły.
Péter pobiegł korytarzem.
– Gdzie Lili?
– Prowadzą śledztwo.
Wtedy zobaczył Gabora.
Zatrzymał się.
– Ty.
