Etap 8. Luksusowy dom bez ciepła
Wieści o Larionowach docierały same.
Wadim poślubił dziewczynę z miasta.
Piękną.
Cichą.
Z „dobrej rodziny”.
Ślub urządzono na dwieście osób.
Domek Larionowów błyszczał światłami.
Przez miesiąc sąsiedzi rozmawiali wyłącznie o jednym:
— To dopiero życie!
Po dwóch latach zaczęła jednak wychodzić na jaw inna rzeczywistość.
Sklepy starszego Larionowa były zadłużone.
Stację benzynową trzeba było sprzedać.
Domek był obciążony kredytem bankowym.
Wadim coraz częściej jeździł po okolicy wściekły.
Krzyczał na pracowników.
Sądził się z dostawcami.
Jego żona niemal przestała wychodzić z domu.
Pewnego dnia Natalia zobaczyła ją w przychodni.
Kobieta była blada.
Na nadgarstku miała siniak, który próbowała schować pod rękawem.
Ich spojrzenia spotkały się na moment.
Żona Wadima natychmiast odwróciła wzrok.
Natalia nie zaczęła wypytywać.
Ale wieczorem długo nie mogła zasnąć.
Pieniądze potrafią budować ściany.
Nie zawsze jednak tworzą dom.
Iwan zauważył jej milczenie.
— Co się stało?
— Nic. Po prostu pomyślałam, że bogata klatka nadal pozostaje klatką.
Ujął jej dłoń.
— Mówisz o Larionowach?
— Tak.
— Natasza, ty nie wybrałaś biedy.
Popatrzył na nią.
— Wybrałaś wolność. Tylko wolność na początku często chodzi w starych butach.
Natalia się roześmiała.
— Ładnie powiedziałeś.
— Sam się zdziwiłem.
Etap 9. Własny dom
Po pięciu latach kupili działkę.
Niewielką.
Na skraju wsi.
Nie było na niej domu.
Były chwasty sięgające pasa i stara jabłoń.
Piotr Wasiljewicz początkowo tylko narzekał:
— Znaleźliście miejsce, żeby zakopać pieniądze.
Potem jednak zaczął pojawiać się prawie codziennie.
Najpierw tylko „zobaczyć”.
Później „przynieść łopatę”.
W końcu sam zaczął mówić, gdzie najlepiej postawić łaźnię.
Iwan budował dom wieczorami i w weekendy.
Natalia liczyła materiały.
Umawiała dostawy.
Malowała deski.
Przynosiła herbatę.
To nie był luksusowy domek Larionowów.
Był niewielki.
Dwa pokoje.
Kuchnia.
Weranda.
Ale znali każdą belkę.
Każdy gwóźdź.
Każdy odcisk na dłoniach.
Kiedy zamontowano okna, Natalia weszła do środka i rozpłakała się.
Iwan natychmiast się przestraszył.
— Co? Coś źle?
— Nie. Dobrze.
— To dlaczego płaczesz?
— Bo to jest nasze.
Objął ją od tyłu.
— Nasze.
Na parapetówce matka Natalii postawiła na stole pierogi.
Nagle powiedziała:
— Wtedy nie miałam racji.
Wszyscy zamilkli.
Swietłana Nikołajewna wytarła dłonie o fartuch.
— Sercem nie zapłacisz w sklepie.
Zawahała się.
— Ale bez serca dom też jest pusty.
Piotr Wasiljewicz mruknął:
— Dobrze już, tylko nie zaczynaj płakać.
Sam jednak odwrócił się w stronę okna.
Etap 10. Próba dobrobytu
Pieniądze przyszły stopniowo.
Nie miliony.
Ale stabilność.
Warsztat Iwana się rozrósł.
Zatrudnił dwóch pomocników.
Podpisał umowę z gospodarstwem rolnym.
Zaczęli przyjeżdżać klienci z rejonu.
Natalia otworzyła przy warsztacie niewielki sklep z częściami.
Najpierw była tylko jedna półka z podstawowymi materiałami.
Później osobny pawilon.
I wtedy pojawiła się nowa próba.
Nie bieda.
Dobrobyt.
Ludzie zaczęli mówić:
— Natalia miała szczęście. Mąż się dorobił.
Uśmiechała się.
Szczęście jest wtedy, kiedy człowiek wygrywa na loterii.
Oni pracowali.
Ciężko.
Każdego dnia.
Pewnego wieczoru Iwan przyniósł utarg.
Usiadł przy stole.
— Natasza, załatwmy wszystko uczciwie.
— Co masz na myśli?
— Warsztat jest mój, bo ja tam pracuję rękami. Sklep formalnie twój. Dom na nas oboje.
Popatrzył na nią.
— Żeby nikt później nie mówił, że jedno drugiego utrzymywało.
Natalia patrzyła na niego zaskoczona.
— Sam to proponujesz?
— A dlaczego nie? Budowaliśmy razem. Bez ciebie do dziś mieszałbym długi w zeszycie.
Roześmiała się.
— Dawaj dokumenty, uczciwy człowieku.
Tamtego wieczoru Natalia zrozumiała coś ważnego.
Dobry wybór nie jest sprawdzany wyłącznie przez biedę.
Czasami jeszcze ważniejsze jest to, jak człowiek zachowuje się wtedy, kiedy wreszcie zaczyna mieć pieniądze.
Iwan nie zamienił się w Wadima.
Nie założył złotego sygnetu.
Nie zaczął mówić, że „kobieta ma tylko korzystać z życia”.
Kupił sobie nowy zestaw narzędzi.
A Natalii wygodny fotel do sklepu.
Etap 11. Spotkanie po dziesięciu latach
Dziesięć lat po tamtych oświadczynach Natalia ponownie spotkała Wadima.
W urzędzie rejonowym.
Przyszła załatwić dokumenty związane z rozbudową sklepu.
Wadim siedział na korytarzu.
Był starszy.
Przytył.
W oczach nie było dawnej pewności siebie.
Na dłoni nie nosił już sygnetu.
— Natalia? — zawołał.
Zatrzymała się.
— Cześć, Wadim.
— Dobrze wyglądasz.
— Dziękuję.
Uśmiechnął się smutno.
— Słyszałem, że interes wam się rozkręcił.
— Pracujemy.
— A ja myślałem, że przepadniesz z tym swoim traktorzystą.
— Wielu tak myślało.
— Nadal nie żałujesz?
Natalia popatrzyła na niego spokojnie.
— Nie.
Wadim skinął głową.
— Na twoim miejscu też bym nie żałował.
W jego głosie nie było już dawnej arogancji.
Tylko zmęczenie.
Natalia zapytała:
— A ty? Jak sobie radzisz?
— Rozwiodłem się. Sklepy sprzedaliśmy. Ojciec choruje. Domek zabrał bank.
Natalia nie powiedziała:
„A nie mówiłam”.
Nie dlatego, że była święta.
Po prostu szczęśliwa kobieta nie potrzebuje dobijać nieszczęśliwego mężczyzny.
— Trzymaj się — powiedziała.
I ruszyła w stronę gabinetu.
Za drzwiami czekał Iwan.
Trzymał teczkę z dokumentami.
Jego dłonie nadal pachniały olejem maszynowym.
— Długo?
— Nie.
— Kto tam był?
Natalia odpowiedziała:
— Przeszłość.
Iwan zrozumiał bez dodatkowych wyjaśnień.
— No to co? Idziemy w przyszłość?
Uśmiechnęła się.
— Idziemy.
