– A tort! Dziewczyny, widziałybyście ten tort! Cztery piętra, z żywymi kwiatami, a każde piętro to inny smak. Wadim najpierw chciał klasyczny, ale go przekonałam. Powiedziałam: „Kochanie, nasze życie nie będzie klasyczne, będzie fantastyczne!”. I zgodził się!
Marina zaśmiała się, a jej śmiech, jak i ona sama, był lekki i słoneczny. Wypełnił sobą mały kącik przytulnej kawiarni, gdzie siedziały z przyjaciółkami, Swietą i Olą. Na stole stały filiżanki z wystygającym latte, na talerzykach leżały nadgryzione ciastka. Powietrze pachniało kawą, wanilią i szczęściem. Jej szczęściem. Do ślubu zostały trzy tygodnie, a całe jej życie wydawało się jednym wielkim, idealnie upieczonym tortem.
– Po prostu promieniejesz – powiedziała z uśmiechem Ola, mieszając cukier w swojej filiżance. – Nigdy takiej cię nie widziałam. Wadim jest twoim mężczyzną, to widać od razu.
– No właśnie! – podchwyciła Swieta. – Patrzy na ciebie tak, jakbyś była jedyną kobietą na planecie. A jak oczarował twojego ojca! Mój tata wciąż sprawdza mojego narzeczonego, a twój już jest gotów oddać mu dział.
Marina skinęła z zadowoleniem. Tak, Wadim był idealny. Uważny, troskliwy, ambitny. Nie tylko ją pokochał, ale zdołał znaleźć wspólny język z jej ojcem, człowiekiem twardym i wymagającym, właścicielem dużej firmy budowlanej. Ojciec, który początkowo odnosił się do Wadima z chłodem, teraz sam mówił o tym, że takiemu zięciowi nie zaszkodzi powierzyć kierowanie projektem po ślubie.
