August 18, 2026 Feed v2

3 lata zaginięcia w kanionie – tajemnicza sylwetka na nagraniu z drona smaki

Gdy Straż Pożarna zakończyła aktywne poszukiwania po 12 dniach operacji, porucznik Rogério wezwał rodzinę na rozmowę w sali administracji parku. Było to małe pomieszczenie z laminowanym stołem, dwoma krzesłami i mapą topograficzną regionu przypiętą do ściany pinezkami. Porucznik wyjaśnił, że przeczesali całą dostępną długość krawędzi, psy nie zlokalizowały potwierdzonego tropu, przelot helikoptera nic nie wykrył, a dostęp do dna pozostawał utrudniony przez warunki terenowe. Powiedział, że aktywne poszukiwania zostaną zawieszone, ale sprawa pozostaje otwarta, a każdy nowy ślad będzie badany. Powiedział, że bardzo mu przykro. Uścisnął dłoń Seu Erênio, spojrzał na Ivone, która stała oparta o ścianę, i nie powiedział już nic więcej. Rodzina została poinstruowana, by wrócić do Caxias do Sul i oczekiwać dalszych informacji. To był protokół – to, co mówi się we wszystkich przypadkach, gdy nie ma już nic do zrobienia na miejscu.

Seu Erênio to zaakceptował. Był wyczerpany. Kolano pogorszyło się w ciągu dni spędzonych na wędrówkach wzdłuż krawędzi kanionu, a ciśnienie wzrosło do tego stopnia, że pielęgniarz strażaków zasugerował wizytę w szpitalu. Wrócił do Caxias do Sul w niedzielę, 24 listopada, jadąc powoli przez góry, sam. Ivone nie wróciła. Wynajęła pokój w prostym pensjonacie na wjeździe do Cambará do Sul – Pensjonacie Serra Morena, drewnianym domu z sześcioma pokojami, ogrzewaniem na drewno i werandą, gdzie goście zwykle pili yerba mate rano. Pokój Ivone znajdował się na tyłach, obok kuchni. Miał pojedyncze łóżko, wąską szafę i okno wychodzące na teren z sosnami. Ivone zapłaciła za pierwszy tydzień gotówką, potem zaczęła płacić przelewem bankowym co poniedziałek, punktualnie. Została tam przez 43 kolejne dni – od 24 listopada 2019 do 5 stycznia 2020. Każdego ranka o 6:00 szła pieszo do bramy parku – około 20 minut drogą gruntową prowadzącą do wejścia – i pytała strażnika, czy ktoś coś widział, czy jest jakiś nowy zapis, czy jakiś turysta zgłosił coś niezwykłego. Odpowiedź była zawsze taka sama: „Nie, pani Ivone, dzisiaj nic”. Ivone dziękowała skinieniem głowy, zawracała i szła z powrotem do pensjonatu.

Jadła obiad sama w pokoju. Właścicielka pensjonatu, starsza pani imieniem Terezinha, zostawiała talerz pod drzwiami każdego dnia – ryż, fasolę, kawałek mięsa, czasami zupę warzywną, gdy zrobiło się zimno. Ivone jadła mało, chudła w oczach. Terezinha, która miała dwóch synów mieszkających w Porto Alegre, nie zadawała pytań. Zostawiała talerz, zabierała poprzedni i wracała do swoich obowiązków. Po południu Ivone siadała na łóżku z telefonem i dzwoniła. Dzwoniła na komisariat w Cambará do Sul, gdzie sekretarz już rozpoznawał jej głos, zanim się przedstawiła. Dzwoniła do batalionu straży pożarnej w São José dos Ausentes, dzwoniła do administracji Parku Narodowego, dzwoniła do redakcji gazet w Porto Alegre – RBS, Correio do Povo, Sul21 – i prosiła o opublikowanie zdjęcia syna. Dzwoniła do redakcji w Florianópolis, ponieważ kanion leży na granicy i może ktoś po stronie Santa Catarina coś widział. Większość redakcji notowała prośbę i mówiła, że oceni. Żadna nie opublikowała historii w pierwszych miesiącach. Zaginięcie dorosłego na szlaku nie było newsem na pierwszą stronę – nie w listopadzie, nie w Cambará do Sul.

Ivone zadzwoniła też do Rzecznika Praw Obywatelskich Rio Grande do Sul, prosząc o poradę, jak naciskać na wznowienie poszukiwań. Rzeczniczka odebrała telefon i wyjaśniła, że decyzja o wznowieniu poszukiwań zależy od nowych elementów – zeznania, znalezionego przedmiotu, konkretnego tropu. Bez tego sprawa pozostaje otwarta, ale nieaktywna. Ivone podziękowała i rozłączyła się. Tej nocy napisała ręcznie w zeszycie szkolnym, który kupiła w papierniczym w Cambará, listę wszystkiego, co już zrobiła i wszystkiego, co jeszcze mogła zrobić. Lista miała 34 punkty. Niektóre były przekreślone, większość nie.

28. dnia w pensjonacie, w wigilię Bożego Narodzenia, Terezinha zapukała do drzwi i zapytała, czy Ivone chce zjeść kolację z jej rodziną. Ivone podziękowała, ale odmówiła. Została w pokoju. Tej nocy nie dzwoniła do nikogo. O 23:00 wysłała wiadomość WhatsApp na numer syna. Aplikacja pokazała tylko jeden szary znacznik. Wiadomość brzmiała: „Wesołych Świąt, synu. Mama tu jest”.

Dochodzenie policyjne otwarte na komisariacie w Cambará do Sul otrzymało numer 1247/2019. W ciągu pierwszych 60 dni przesłuchano 11 świadków – dwóch przyjaciół, czterech pracowników parku, dwóch lokalnych przewodników, właściciela pensjonatu, w którym zatrzymali się przyjaciele, oraz dwóch turystów, którzy byli na szlaku o tej samej porze. Turystami była para z Kurytyby, przechodząca szlak Vértice po raz pierwszy. Żaden z nich nie widział Renata po 10:00 rano. Para z Kurytyby powiedziała, że przeszła przez punkt widokowy Pedra Rachada około 10:30 i nikogo tam nie było – żadnego plecaka na ziemi, kijka opartego o skałę, nic, co wskazywałoby, że ktoś zatrzymał się w tym miejscu minutę wcześniej.

Delegat poprosił o zapisy wejść do parku z tego dnia. W książce bramy zarejestrowano 74 odwiedzających. Wszyscy zostali zidentyfikowani, a w ciągu kolejnych miesięcy 10 z nich skontaktowano telefonicznie. Nikt nie zgłosił niczego niezwykłego. Nikt nie zgłosił, że słyszał krzyki, wołanie o pomoc ani żaden dźwięk, który mógłby wskazywać na upadek. Park jest cichy na górze. Wiatr tłumi prawie wszystko, a dno kanionu jest tak daleko, że nawet głośny krzyk trudno byłoby usłyszeć na krawędzi.

Prokuratura Rio Grande do Sul monitorowała sprawę w pierwszych miesiącach. Odpowiedzialny prokurator poprosił ICMBio o zdjęcia satelitarne – procedura biurokratyczna, która zajęła sześć tygodni – i zlecił zestawienie wcześniejszych incydentów w Parku Narodowym Aparados da Serra. Raport dostarczony w lutym 2020 wskazał siedem zaginięć zarejestrowanych w regionie od 1994 roku. Z tych siedmiu trzy zostały rozwiązane przez odnalezienie ciała – dwa przez potwierdzony upadek, jedno przez utonięcie w strumieniu Preá podczas gwałtownej powodzi. Dwa zostały rozwiązane przez odnalezienie osoby żywej – turystka, która zgubiła się na 36 godzin w 2003 roku, oraz nastolatek, który oddzielił się od grupy harcerzy w 2011 i został znaleziony 3 km od głównego szlaku. Pozostałe dwa nigdy nie zostały rozwiązane – mężczyzna 45-letni z Florianópolis zaginiony w 1998 roku i kobieta 33-letnia z Porto Alegre zaginiona w 2007 roku. Oboje zaginęli w regionie Itaimbezinho. Żadne ciało nie zostało znalezione, żadne przedmioty nie zostały odzyskane.

Zdjęcia satelitarne, gdy w końcu nadeszły, pokazywały pokrywę roślinną dna kanionu w rozdzielczości niewystarczającej do identyfikacji obiektów mniejszych niż 5 metrów. Były przydatne do analizy terenu, ale bezużyteczne do zlokalizowania osoby, plecaka czy aparatu. Prokurator dołączył zdjęcia do akt i poprosił o pozostawienie śledztwa otwartego do czasu ostatecznego rozstrzygnięcia. Delegat się zgodził. Śledztwo pozostało otwarte – otwarte i nieruchome, jak drzwi, których nikt nie zamyka, ale nikt też nie przekracza.

W marcu 2020 pandemia COVID-19 dotarła do Brazylii. Komisariaty ograniczyły obsługę osobistą. Parki narodowe zostały zamknięte. Pensjonat Serra Morena zawiesił rezerwacje, a sprawa Renata Bastosa Erênio, która już wcześniej nie była priorytetem, zniknęła całkowicie z instytucjonalnego programu. Ivone nadal dzwoniła – teraz z Caxias do Sul, dokąd wróciła w styczniu. Ale rozmowy stawały się coraz krótsze, odpowiedzi coraz bardziej mgliste, a cisza między jednym telefonem a drugim coraz dłuższa.

W lutym 2021, gdy Brazylia przeżywała najgorszy moment drugiej fali pandemii, a szpitale na południu działały powyżej wydajności, grupa czterech doświadczonych wspinaczy z Criciúmy w Santa Catarina skontaktowała się z Ivone przez stronę na Facebooku, którą założyła pod nazwą „Poszukiwany Renato Bastos”. Strona miała 1300 obserwujących, głównie z Caxias do Sul i okolic. Ivone aktualizowała ją z regularnością kogoś, kto podlewa roślinę w doniczce – raz w tygodniu, czasem dwa, zawsze z tym samym zdjęciem Renata i zawsze z tym samym pytaniem: „Czy ktoś widział tego chłopaka?”

Lider grupy nazywał się Danilo Mesari, miał 38 lat i był technikiem bezpieczeństwa pracy z ponad 15-letnim doświadczeniem we wspinaczce i zjazdach na formacjach skalnych południowej Brazylii. Schodził już do kanionów w Parku Narodowym Serra Geral i Serra do Rio do Rastro oraz w kilku mniejszych formacjach w regionie Urubici. Zaproponował, że spróbuje zejścia na dno Itaimbezinho od strony Santa Catarina, używając profesjonalnego sprzętu – lin 100-metrowych, systemów kotwiczenia w skale, kasków z kamerami i radiotelefonów – bez żadnych kosztów dla rodziny. Powiedział, że robi to, ponieważ wierzy, że minimum, co można zrobić, to spojrzeć tam, gdzie nikt nie spojrzał. Ivone zgodziła się bez wahania, bez konsultacji z komisariatem czy prokuraturą. Wiedziała, że jeśli poprosi o formalne zezwolenie, proces potrwa miesiące i prawdopodobnie zostanie odrzucony ze względów bezpieczeństwa.

Ekspedycja odbyła się 7 marca 2021, w niedzielę z czystym niebem i łagodną temperaturą, z nieformalną zgodą lokalnego strażnika, który wolał pozostać anonimowy. Strażnik udostępnił dostęp do bocznej bramy od strony Santa Catarina i wskazał punkt zejścia. Czterej mężczyźni zeszli boczną szczeliną znaną wśród wspinaczy jako „Gardziel Diabła” – korytarzem skalnym o różnicy wysokości około 400 metrów, pokrytym mchami i paprociami, z odcinkami, gdzie szerokość nie przekracza 80 centymetrów, a światło naturalne ledwo przenika. Zejście trwało 5 godzin.

Dno kanionu przyjęło ich gęstym zapachem wilgotnej ziemi, rozkładającej się roślinności i płynącej wody. Strumień Preá płynął między ciemnymi kamieniami pokrytymi mułem. Korony drzew zamykały niebo prawie całkowicie. Hałas z zewnątrz – wiatr, ptaki, świat – nie docierał tam. To było jak wejście do miejsca istniejącego poza czasem. Czterej rozdzielili się na dwie pary i przemierzali dno kanionu przez około 3 godziny, pokrywając odcinek około 2 kilometrów wzdłuż strumienia. Nagrali wszystko kamerami na kaskach. Sfotografowali każdy napotkany przedmiot – kawałek plastiku, zgniecioną aluminiową puszkę, kawałek niebieskiego materiału zaklinowany między dwoma kamieniami, który mógł być fragmentem plecaka lub po prostu śmieciem niesionym przez prąd. Nie znaleźli ludzkich szczątków, kości, kamery GoPro, plecaka Renata ani żadnych jego identyfikowalnych przedmiotów.

Znaleźli natomiast miejsce około 800 metrów na północ od podnóża Gardzieli Diabła, gdzie roślinność wydawała się zmieniona – gałęzie ścięte lub złamane w sposób niespójny z naturalnym upadkiem – na obszarze około 3 metrów kwadratowych, gdzie ziemia wydawała się być oczyszczona lub często deptana, oraz ślad na korze drzewa, który Danilo opisał jako cięcie wykonane ostrym przedmiotem, prawdopodobnie nożem lub maczetą. Danilo wszystko sfotografował, oznaczył pozycję GPS – współrzędne zapisał ręcznie w notatniku, ponieważ przenośny GPS nie działał precyzyjnie na dnie kanionu, gdzie ściany skalne blokowały część sygnału satelitarnego. Po powrocie na powierzchnię przekazał zdjęcia i raport Ivone. Ivone zaniosła wszystko na komisariat w Cambará do Sul.

Dalsza część na następnej stronie:
Share on Facebook