Rozmowa, której nie można było już odkładać
Wyjechaliśmy z jubileuszu od razu. Ilja bez słowa usiadł za kierownicą, ale wyciągnęłam rękę.
— Ja poprowadzę.
— Pol…
— Chcę prowadzić sama.
Oddał mi kluczyki.
Przez długi czas jechaliśmy w milczeniu. Droga ciągnęła się przez ciemne pola, a światła samochodu wydobywały z mroku znaki drogowe i mokry asfalt.
— Naprawdę chcesz rozwodu? — zapytał w końcu Ilja.
Nie odpowiedziałam od razu.
— Dzisiaj zrozumiałam, że nie mieszkam z mężem, tylko z człowiekiem, który cały czas boi się własnej rodziny.
— Nie bałem się.
— Nie powstrzymałeś siostry.
— Zgubiłem się.
— Zgubiłeś się, kiedy mnie obrażała. Gubiłeś się przez trzy lata, kiedy korzystano z mojej pracy. Zgubiłeś się również wtedy, kiedy powiedziała, że niczego nie wniosłam do tej rodziny.
— Kocham cię.
— Sama miłość nie wystarcza. Potrzebny jest jeszcze szacunek.
Ilja patrzył przez okno.
— Przyzwyczaiłem się, że Inna zawsze jest najgłośniejsza. Kiedy ktoś jej się sprzeciwia, od razu robi awanturę.
— Dlatego pozwalałeś jej mnie atakować?
— Nie chciałem konfliktów.
— Konfliktów nie było tylko dlatego, że ja milczałam.
Przesunął dłonią po twarzy.
— To moja wina.
— Tak.
— Wszystko naprawię.
— Nie obiecuj.
— To co mam zrobić?
— Zacznij od prawdy. Powiedz mi, dlaczego pozwalałeś, żebym pracowała za darmo.
Milczał długo, zanim odpowiedział.
— Wstydziłem się, że zarabiasz więcej ode mnie. Kiedy Wadim poprosił o pomoc, wmówiłem sobie, że to tylko na chwilę. Potem się przyzwyczaiłem. Lubiłem mówić, że moja żona uratowała biznes, ale nie chciałem przyznać, że stała się silniejsza i bardziej profesjonalna niż my wszyscy.
Mocniej zacisnęłam dłonie na kierownicy.
— Byłeś zazdrosny?
— Tak.
To jedno słowo zabrzmiało ciężej, niż się spodziewałam.
— I dlatego pozwoliłeś siostrze mnie poniżać?
— Myślałem, że jeśli będę milczał, wszystko samo się uspokoi.
— Nic samo się nie uspokaja, Ilja. Ludzie przyzwyczajają się do tego, na co im pozwalamy.
Kiedy wróciliśmy do domu, spakowałam jego rzeczy do jednej torby.
— Dokąd mam iść? — zapytał.
— Do swojego przyjaciela. Na tydzień.
— Wyrzucasz mnie?
— Daję ci możliwość zdecydowania, kim chcesz być. Mężem czy synem, który chowa się za rodzinnym stołem.
Wziął torbę i zatrzymał się przy drzwiach.
— A jeśli wybiorę ciebie?
— W takim razie wybierz mnie czynami, nie słowami.
Wyszedł.
Następnego dnia pojawił się kolejny problem
Następnego dnia zadzwonił Wadim.
— Polina, możemy się spotkać?
— W sprawie umowy?
— Nie. W sprawie Inny.
— To nie jest mój problem.
— Dzisiaj powiedziała, że ukradłaś firmie program.
Zamknęłam oczy.
— Niech to udowodni.
— Napisała już o tym na firmowym czacie.
— W takim razie wyślę tam umowy, raporty i historię tworzenia programu.
— Nie rób tego.
— Dlaczego?
— Bo jest moją żoną.
— A ja kim jestem?
Nie odpowiedział.
— Wadim, przez trzy lata milczałeś, kiedy mnie poniżała. Teraz nie proś mnie, żebym chroniła jej reputację.
— Nie wiedziałem, że splunęła ci w twarz.
— Ale wiedziałeś, że nazywała moją pracę drobiazgiem.
— Tak.
— Czyli wiedziałeś wystarczająco dużo.
Przesłałam dokumenty prawnikowi i poprosiłam o przygotowanie oficjalnego zawiadomienia. Znalazła się w nim informacja, że nie jestem pracownikiem firmy, oprogramowanie należy do mnie, a korzystanie z systemu bez licencji zostanie zakończone.
Po kilku godzinach Wadim zadzwonił ponownie.
— Inna została zwolniona z firmy.
— Pracowała tam?
— Formalnie zajmowała się reklamą i kontaktami z klientami.
— I co teraz?
— Podpisałem z tobą umowę na rok. Z normalnym wynagrodzeniem.
— Dobrze.
— Polina, chcę cię przeprosić.
— Za co dokładnie?
— Za to, że traktowałem twoją pomoc jak coś oczywistego. Za to, że pozwalałem Innie tak się do ciebie odzywać. I za to, że uważałem, iż skoro jesteśmy rodziną, to masz obowiązek wszystko znosić.
— Przyjmuję przeprosiny. Ale dawnych relacji już nie będzie.
— Rozumiem.
