Po chemioterapii nie poznawałam kobiety w lustrze
Stałam przed lustrem w domowej łazience i patrzyłam na to, co pozostawiła po sobie chemioterapia.
Na krótki, miękki meszek włosów, który miał zaledwie około cala długości.
Na blizny na klatce piersiowej.
Na luźną skórę, na którą nadal nie potrafiłam patrzeć zbyt długo.
Nie czułam się tak nieatrakcyjna od czasów nastoletnich.
A właściwie było jeszcze gorzej.
Czułam się mniej kobieco.
Jakbym utraciła coś więcej niż włosy, siłę czy dawne ciało.
— Znowu za dużo o tym myślisz — wyszeptałam do własnego odbicia.
Pięć miesięcy wcześniej zakończyłam ostatnią serię leczenia.
Kobieta ze zdjęć ślubnych miała gęste kasztanowe włosy i ciało, nad którym nigdy specjalnie się nie zastanawiała.
Ta kobieta w lustrze wydawała mi się obca.
A jednak chciałam świętować.
Przetrwałam raka.
Zwycięstwo miało wysoką cenę, ale nadal było zwycięstwem.
Chciałam też, żeby nasza dwudziesta rocznica ślubu była wyjątkowa.
Marzyłam o jednym weekendzie, podczas którego mój mąż Jeffrey zobaczy we mnie żonę, a nie pacjentkę.
W tajemnicy zarezerwowałam hotel z naszego miesiąca miodowego
Wróciłam do sypialni i zrobiłam rezerwację, nic mu nie mówiąc.
Wybrałam ten sam górski hotel, w którym spędziliśmy miesiąc miodowy dwadzieścia lat wcześniej.
Kiedy Jeffrey pojawił się w drzwiach sypialni, szybko zamknęłam laptop.
— Z czego się tak uśmiechasz?
— Z niczego.
Zmrużył oczy.
— To mina kobiety, która coś planuje.
Odwróciłam się do niego.
— Być może. Zwolnij sobie następny weekend.
Zawahał się.
Tylko odrobinę.
Krótki błysk na twarzy.
Ale go zauważyłam.
— Następny weekend? — powtórzył.
— To nasza dwudziesta rocznica, Jeffrey. Chcę ją porządnie uczcić.
— Dokąd jedziemy?
— Niespodzianka. Masz tylko spakować elegancką koszulę.
Przeniósł ciężar ciała z jednej nogi na drugą.
Jedną dłonią pociągnął za brzeg obszernej flanelowej koszuli, w których ostatnio niemal bez przerwy chodził.
— Kupujesz ostatnio sporo tych wielkich koszul — zażartowałam.
— Są wygodne — odpowiedział.
Potem cofnął się na korytarz.
Nie drążyłam.
W tamtym czasie odpuszczałam wiele rzeczy.
Byłam zbyt zajęta własną wojną z lustrem.
Chciałam tylko znowu poczuć się jak jego żona
Tego wieczoru spakowałam nową sukienkę.
Starannie schowałam ją pod swetrami, żeby Jeffrey jej nie zobaczył.
Później leżeliśmy w ciemności.
Nie potrafiłam już zatrzymać pytania.
— Nadal uważasz, że jestem piękna?
— Wiesz, że tak.
— Powiedz to tak, jakbyś naprawdę tak myślał.
Nastąpiła krótka pauza.
Wtedy nie rozumiałam jej znaczenia.
— Jesteś najpiękniejszą kobietą, jaką kiedykolwiek znałem — powiedział cicho. — To się nigdy nie zmieniło.
Chciałam mu uwierzyć.
Przez całe leczenie trzymał mnie za rękę.
Powtarzał mi te same słowa.
A jednak gdzieś we mnie żył okrutny głos, który podpowiadał, że został tylko dlatego, że dobry człowiek nie opuszcza umierającej żony.
— Jeffrey?
— Hmm?
— Jesteś szczęśliwy? Ze mną. Nadal?
Odwrócił się w moją stronę.
Poczułam jego zawahanie przed odpowiedzią.
Jakby dobierał słowa wokół czegoś bardzo kruchego.
— Szczęśliwszy, niż na to zasługuję.
Nie zapytałam, co miał na myśli.
Bałam się odpowiedzi.
— Śpij — mruknął. — Musisz mieć siłę na przeżycie swojego weekendu-niespodzianki.
Zaśmiałam się cicho i zamknęłam oczy.
Od miesięcy przebierał się tylko w łazience
Następnego ranka Jeffrey zniknął w łazience z ubraniami pod pachą.
Robił tak od miesięcy.
— Możesz przebrać się tutaj — zawołałam. — Już cię wcześniej widziałam.
— Stare przyzwyczajenia — odpowiedział zza drzwi.
Pamiętam, że przewróciłam oczami.
Uznałam jego zachowanie za absurdalne.
Byłam przekonana, że wyjazd naprawi wszystko, co popsuło się pomiędzy nami.
Nie wiedziałam, że mój wielki romantyczny gest uruchomi kryzys.
W hotelu zobaczył jedno łóżko i zamarł
Podróż windą na trzecie piętro wydawała się nie mieć końca.
Wygładzałam przód bluzki jak zdenerwowana dziewczyna przed pierwszą randką.
Zrobiłam to.
Przywiozłam nas z powrotem w miejsce, gdzie wszystko się zaczęło.
Wsadziłam kartę do zamka i otworzyłam drzwi.
Spodziewałam się, że Jeffrey się roześmieje.
Może mnie obejmie.
Może pocałuje tak jak dawniej.
Zamiast tego zastygł w progu.
Jego wzrok przesunął się ponad moim ramieniem.
Prosto na ogromne łóżko typu king-size ustawione pośrodku pokoju.
— Jest tylko jedno łóżko — powiedział.
Zaśmiałam się, ale mój śmiech zabrzmiał cienko i nerwowo.
— Zwykle właśnie o to chodzi podczas rocznicy, kochanie.
Nie odpowiedział uśmiechem.
Stał z dłonią zaciśniętą na uchwycie walizki.
Patrzył na łóżko, jakby stanowiło zagrożenie.
— Jeffrey? Co się dzieje?
— Nic. Pokój jest piękny. Zrobiłaś coś naprawdę pięknego.
Ale nie patrzył na mnie.
Podeszłam do okna.
Odsunęłam zasłonę.
Za szybą rozciągał się widok na sosny, w których zakochaliśmy się dwadzieścia lat wcześniej.
— Pamiętasz? Staliśmy tutaj pierwszego ranka. Powiedziałeś, że nigdy nie widziałeś niczego piękniejszego.
— Pamiętam.
Potem odchrząknął.
I powiedział coś, czego nigdy bym nie przewidziała.
— Wezmę drugi pokój.
Byłam pewna, że nie chce już spać obok mnie
Odwróciłam się powoli.
— Co powiedziałeś?
— Drugi pokój. Gdzieś na korytarzu. Ostatnio niespokojnie śpię. Całą noc się wiercę. Nie chcę cię budzić.
Patrzyłam na niego, czekając na żart.
Nie było żadnego.
— Jeffrey, to nasza rocznica. Przyjechaliśmy taki kawał drogi. Dlaczego miałbyś spać w innym pokoju?
— Chodzi tylko o sen. Nadal zjemy razem kolację. Nadal będziemy spędzać razem dni.
— Dni — powtórzyłam.
Coś we mnie nagle zamarzło.
— Nie chcesz spać obok mnie.
— Nie o to chodzi.
— Więc o co?
Odwrócił się.
— Nie potrafię tego teraz wyjaśnić. Proszę, po prostu mi zaufaj.
— Zaufać? Wychodzisz z naszego pokoju w rocznicę i prosisz, żebym ci zaufała?
Spojrzał na mnie.
W jego oczach była prośba.
Ale nadal niczego nie wyjaśnił.
Wyszedł.
Usiadłam na brzegu łóżka.
Wróciły wszystkie najgorsze myśli
Każda rzecz, z którą walczyłam przez ostatnie pięć miesięcy, nagle wróciła.
Oczywiście, że został ze mną podczas chemioterapii.
Jaki człowiek zostawia umierającą żonę?
Ale teraz już nie umierałam.
Może kryzys się skończył.
Może nie musiał już udawać.
Może dopiero teraz pozwolił sobie poczuć to, co naprawdę myślał o moim wychudzonym, pokrytym bliznami ciele.
Myślałam o moich krótkich włosach.
O luźnej skórze.
Położyłam dłonie na płaskiej klatce piersiowej.
Myślałam o własnej brzydocie.
Może byliśmy już zbyt daleko od siebie.
Może miesiące opieki zabiły całą romantyczną miłość, którą Jeffrey kiedyś do mnie czuł.
Wzięłam telefon.
Prawie do niego napisałam.
Nie wiedziałam jednak co.
Wróć. Okłam mnie i powiedz, że nadal mnie kochasz?
Zamiast tego zaczęłam powoli rozpakowywać walizkę.
Kolacja tylko pogorszyła sprawę
Około dziewiątej zapukał.
Zapytał, czy pójdziemy na kolację.
Otworzyłam drzwi.
Stał w luźnej, obszernej koszuli.
Uśmiechał się zbyt mocno.
— Ładnie wyglądasz — powiedział.
Wcześniej chciałam, żeby mnie okłamał.
Teraz nie byłam już tego pewna.
— Naprawdę?
Jedliśmy w hotelowej restauracji.
Rozmawiał o wszystkim poza pustą połową mojego łóżka na górze.
Przesuwał jedzenie po talerzu.
Był ostrożny.
Zdystansowany.
Zastanawiałam się, kiedy dokładnie stałam się kobietą, której nie potrafił już obejmować nocą.
— Jestem zmęczona — powiedziałam w końcu. — Pójdę na górę.
— Odprowadzę cię.
— Nie trzeba.
Wjechałam windą sama.
Położyłam się na ogromnym łóżku.
Naciągnęłam kołdrę na ramiona.
I zaczęłam płakać w poduszkę.
Byłam przekonana, że moje małżeństwo się skończyło.
