– Kupi mieszkanie, a mój syn od razu się z nią rozwiedzie. Wszystko jest już zaplanowane – powiedziała Ludmiła Stiepanowna tak spokojnie, jakby rozmawiała o menu na kolację.
Daria znieruchomiała pod oknem teściowej. W rękach trzymała tort, z którym przyszła w odwiedziny. Jeszcze chwilę wcześniej nie spodziewała się niczego niezwykłego. Teraz jednak nawet nie pomyślała o tym, by zapukać do drzwi.
Okno kuchenne było lekko uchylone. Z wnętrza dobiegały głosy Ludmiły Stiepanowny i ciotki Walentyny. Kobiety rozmawiały swobodnie, najwyraźniej przekonane, że nikt ich nie słyszy.
Daria początkowo nie mogła uwierzyć w to, co właśnie usłyszała. Szybko jednak zorientowała się, że nie chodzi o luźne przypuszczenia ani przypadkową uwagę. Teściowa opowiadała o konkretnym planie dotyczącym jej małżeństwa, pieniędzy i przyszłego mieszkania.
Plan był przygotowany wcześniej
Z rozmowy wynikało, że Andriej miał przekonać Darię, aby do jej osobistych oszczędności pochodzących ze sprzedaży spadku dołożyła również wspólne pieniądze małżonków. Następnie mieli wspólnie opłacić remont i w ten sposób stworzyć wrażenie, że nowe mieszkanie było wspólną inwestycją.
Na tym jednak plan się nie kończył.
Po zakupie mieszkania Andriej miał rozwieść się z żoną, spróbować wywalczyć połowę nieruchomości, a następnie sprowadzić do niej Polinę.
Daria słyszała to imię po raz pierwszy.
Stała nieruchomo pod oknem i próbowała uporządkować w głowie wszystkie szczegóły. Nagle zachowanie męża z ostatnich dwóch miesięcy zaczęło nabierać zupełnie innego znaczenia.
Andriej od pewnego czasu wyjątkowo troskliwie zachęcał ją, żeby nie zwlekała z zakupem mieszkania. Przekonywał, że to odpowiedni moment, interesował się kolejnymi etapami transakcji i proponował, aby pieniądze zostały przelane na ich wspólne konto.
Wcześniej Daria odbierała to jako zaangażowanie męża w ich wspólną przyszłość. Teraz zrozumiała, że za jego troską mógł kryć się bardzo konkretny cel.
Plan był przemyślany. Gdyby Daria bez dokładnego sprawdzania podpisała przygotowane dokumenty i dopuściła do wymieszania różnych źródeł finansowania, późniejszy podział majątku mógłby stać się długim problemem.
Andriej nie wziął jednak pod uwagę jednej rzeczy.
Daria pracowała w dziale zakupów i zawodowo miała do czynienia z dokumentami. Była przyzwyczajona do analizowania warunków, sprawdzania szczegółów i czytania nawet tych fragmentów, które inni zwykle pomijali.
Nie pokazała, że zna prawdę
Po chwili Daria opanowała emocje. Nie zrobiła awantury pod oknem i nie weszła do domu z oskarżeniami.
Zapukała, weszła do środka i zachowywała się tak, jakby niczego nie usłyszała.
Uśmiechnęła się do teściowej i męża, nie dając po sobie poznać, że zna ich zamiary. Przez cały wieczór obserwowała Andrieja znacznie uważniej niż wcześniej.
Mąż zachowywał się bez zarzutu. Był spokojny, uprzejmy i troskliwy. Gdyby Daria nie usłyszała wcześniejszej rozmowy, prawdopodobnie nie zauważyłaby w jego zachowaniu niczego podejrzanego.
Teraz jednak każde jego słowo dotyczące mieszkania brzmiało inaczej.
Nocą Daria postanowiła sprawdzić pocztę. To, co tam znalazła, tylko wzmocniło jej podejrzenia.
Pośrednik w obrocie nieruchomościami przesyłał Andriejowi kopie wiadomości. Mąż z kolei bardzo dokładnie wypytywał, w jaki sposób można prawnie udokumentować jego finansowy udział w planowanej transakcji.
Daria nie potrzebowała już kolejnych wyjaśnień.
Daria postawiła jeden warunek
Następnego ranka zachowywała się tak, jakby podjęła ostateczną decyzję.
– Biorę mieszkanie. Ale najpierw podpiszemy intercyzę, w której wyraźnie zapiszemy, że mieszkanie należy wyłącznie do mnie.
Reakcja Andrieja była dokładnie taka, jakiej się spodziewała.
Najpierw próbował odwoływać się do zaufania. Sugerował, że podobny dokument jest niepotrzebny między małżonkami i że sam pomysł zabezpieczania się przed własnym mężem świadczy o braku wiary w ich związek.
Daria nie zmieniła zdania.
Wtedy Andriej przyniósł projekt dokumentu przygotowany przez „swojego” notariusza.
Daria przeczytała go bardzo uważnie.
Formułowania były skonstruowane w taki sposób, że nawet zakup materiałów budowlanych mógł prowadzić do uznania mieszkania za majątek wspólny.
Daria kategorycznie odmówiła podpisania dokumentu w takiej formie.
Nie wdawała się przy tym w długie dyskusje. Wiedziała już, że przekonywanie Andrieja do uczciwości nie ma sensu. Zamiast tego postanowiła sprawdzić, jak daleko posunął się jego plan.
