Roman nie wziął od Hryhorija Mikołajowicza prezentu. Odsunął się o krok, spojrzał na drewniane pudełko w jego rękach i zapytał kelnera, czy można to usunąć z przejścia. Za długimi oknami restauracji czerniała Wołga, a w sali dzwoniły kieliszki – koledzy świętowali mianowanie Romana dyrektorem firmy „Północny Szlak”, która woziła zamożnych turystów rzeką na starych, ale gustownie odnowionych statkach wycieczkowych.
Zobacz więcej
suknie
Bagaż
Sukienki
Taisija stała obok ojca i trzymała torbę obiema rękami. Wiedziała, że jego robocza kurtka nie nadawała się do tej sali z kryształowymi lampami, białymi obrusami i kobietami w sukniach z odkrytymi plecami. Ale nie zdążył się przebrać: do wieczora przyjmował w doku kadłub „Pallady”, głównego statku firmy Romana. W pudełku leżał stary kapitański kompas, który ojciec rozebrał, wypolerował mosiężne elementy i osadził w nowej orzechowej oprawie.
– Tata sam go odnowił – powiedziała. – Chciał, żeby stał w gabinecie.
Teściowa, Zinaida Karliwna, uniosła brwi. Jej kieliszek był pełny, choć cały wieczór skarżyła się sąsiadce na migrenę.
– Tajiu, mówisz poważnie? Roman przyjmuje partnerów, a wy przynosicie mu przyrząd z komisu. Ludzie tu dają normalne prezenty.
Ojciec otworzył pudełko. Kompas leżał na ciemnym suknie, igła ledwo dostrzegalnie drżała. Roman spojrzał na gości, potem na Taisiję. W ostatnich miesiącach często tak patrzył – najpierw sprawdzał, czy ktoś zauważył coś, co mogło zepsuć jego nowy obraz życia.Prezenty
– Hryhoriju Mikołajowiczu, po co pan to przyniósł? – zapytał. – Nie pracuję na barce.
– Teraz pracujesz przy rzece – odpowiedział spokojnie ojciec. – A rzeka nie wybacza błędów. Niech stoi na biurku.
Roman uśmiechnął się. Jego nowa partnerka z rozmów handlowych, Łada, stała tuż obok i udawała, że studiuje menu. Nie odwróciła wzroku.
– Twój ojciec to żałosny stolarz, Tajiu – powiedział Roman tak głośno, że sąsiedni stół zamilkł. – Ja kieruję firmą, mam inwestorów, kontrakty, ludzi z Moskwy. A on przynosi mi drewniane pudełko i uczy, jak żyć.
Chwycił pudełko za brzeg, nie patrząc, przesunął je w stronę wazonu z kwiatami. Mosiężny kompas przesunął się po suknie, uderzył o nogę stołu. Szkło pękło, igła zablokowała się ukośnie. Zinaida Karliwna zacisnęła usta, jakby rozbiła się nie cenny przedmiot, ale tania filiżanka.
– Roman, przestań – powiedziała Taisija. Słowa wyszły suche, a ona sama usłyszała, jak obco zabrzmiał jej głos.
– Co mam przestać? – odwrócił się do niej. – Udawać, że wciąż mieszkamy na przedmieściach i jemy makaron, bo twój ojciec ma ręce pełne wiórów? Pięć lat próbowałem nas z tego wydźwignąć. Mam dość tłumaczenia się za twoją rodzinę.
Wtedy Taisija uklękła na podłodze i zebrała odłamki szkła w serwetkę. Jeden kawałek przykleił się do palca, ale nie od razu zauważyła krew. Przyszło jej do głowy, że rano nie wyłączyła w biurze ekspresu do kawy. Ta bezsensowna myśl tkwiła w jej głowie, gdy Roman nadal mówił.Rodzina
Zobacz więcej
Chemia
Kompasy
Kalkulatory i wzorce pomiarowe
– I zwolnij mieszkanie mamy do poniedziałku. Klucze zostaw na szafce. Łada zostaje dziś u mnie, rano musimy wcześnie jechać na spotkanie z klientem.
Łada powoli położyła torbę na sąsiednim krześle. Roman nie poprosił jej, żeby wyszła. Ojciec pochylił się, zabrał z rąk córki serwetkę z odłamkami, złożył kompas w pudełku i zamknął wieko.
– Chodźmy, Tajiu – powiedział. – Woda tu blisko, a nie ma czym oddychać.
W samochodzie ojciec nie włączył radia. Po przedniej szybie pełzły ciężkie krople, wycieraczki zgarniały je z tą samą upartością. Taisija trzymała pudełko na kolanach, palcem gładziła pęknięcie na szkle i przypominała sobie, jak Roman płakał w tej samej kuchni pięć lat temu, gdy pierwsza firma zalegała z czynszem za biuro. Wtedy sprzedała babcin samochód, wzięła wieczorne dodatkowe prace, prowadziła jego płatności, podczas gdy on jeździł po miastach i szukał klientów.
Nigdy nie był leniwy. W tym tkwiła jego straszna cecha. Roman umiał pracować do ochrypnięcia, umiał zapalić ludzi, umiał przekonać właściciela restauracji, kapitana, klienta, że bez niego sprawa nie ruszy. Ale wszystko, co przypominało mu o czasach, gdy mieszkał w pokoju z odpadającym tynkiem, starał się wykreślić. Razem z tapetą wykreślił tych, którzy widzieli go zagubionym.Opakowania
Przy domu ojciec zatrzymał samochód i nie wyłączył silnika.
– „Pallada” ma jutro rejs – powiedział. – I wciąż nie wymienili awaryjnego czujnika na trapie. Roman prosił mnie, żebym podpisał tymczasowy schemat. Odmówiłem w czwartek.
Taisija odwróciła się do niego.
– Czemu mi nie powiedziałeś?
– Uznałabyś, że szukam powodu, żeby się przyczepić. A teraz powiem ci coś innego: w poniedziałek właściciele „Północnego Szlaku” będą słuchać wyjaśnień. Ale nie wykorzystam twojego nieszczęścia, żeby ukarać Romana. Za swoje słowa odpowie sam.
W warsztacie ojciec położył pudełko na stole warsztatowym i włączył małą lampę. Na półce stały słoiki ze śrubami, pudełko papieru ściernego i czajnik, który dawno prosił się o wymianę. Zdjął z kompasu pęknięte szkło, położył je w szmatce i wyjął z szuflady cienką płytkę.
– Wytniesz nowe? – zapytała Taisija.
– Wytnę. Tylko najpierw prześpij się.
Chciała powiedzieć, że nie zostanie, że musi jechać po rzeczy, odpowiadać klientom, dzwonić do biura. Zamiast tego zdjęła pierścionek, położyła go obok pudełka i usiadła na stołku. Ojciec nie zapytał o nic. Za ścianą stuknęło ogrzewanie, a igła kompasu, uwolniona od pękniętego szkła, powoli się wychyliła.
