Etap 1. „Mamo, tylko nie mów, że zapomniałaś!”
— Bo nie chcę! — odpowiedział ostro Kostia.
Odwrócił się i ruszył po schodach na górę.
Po chwili zniknął w niewielkim pokoju, który Galina Pietrowna od zawsze nazywała „gościnnym”.
Drzwi zamknęły się za nim z niezbyt głośnym trzaskiem.
W panującej w domu ciszy ten dźwięk zabrzmiał jednak niemal rozpaczliwie.
Irina została pośrodku salonu.
Jeszcze przed chwilą wpadła do przedpokoju, zrzucając z ramienia drogą torebkę i od progu przypominając wszystkim o planach na następny dzień.
Teraz wpatrywała się w schody, jakby nie mogła uwierzyć, że własny syn odważył się odpowiedzieć jej takim tonem.
— Słyszałaś? — wyszeptała do matki. — Słyszałaś, jak on się do mnie odzywa?
Galina Pietrowna westchnęła.
— Ira, jest zmęczony.
Irina natychmiast odwróciła się w jej stronę.
— Zmęczony? Czym?
Rozłożyła ręce.
— Całymi dniami siedzi z telefonem!
Galina Pietrowna długo patrzyła na córkę.
Chciała powiedzieć jej, że Kostia wcale nie tylko „siedzi z telefonem”.
W ostatnim czasie często wychodził na dwór sam.
Wracał z zaczerwienionymi oczami.
Kilka razy zauważyła na jego nadgarstku ślady po zbyt mocno zaciśniętej bransoletce.
Pewnego dnia zapytał ją również, czy mógłby zostać u niej dłużej.
Galina Pietrowna chciała wtedy dowiedzieć się, dlaczego zadaje takie pytanie.
Ale właśnie zadzwoniła Irina.
Rozmowa została przerwana.
Teraz wspomnienie tamtej chwili wróciło do niej z nieprzyjemną wyrazistością.
— Zupełnie wymknął mi się spod kontroli — mówiła dalej Irina. — Wychowuję go sama, a on zachowuje się, jakbym była jego wrogiem.
— Może za bardzo na niego naciskasz?
Irina odwróciła się gwałtownie.
— Ja naciskam?
W jej głosie pojawiło się oburzenie.
— Wszystko dla niego robię! Płacę za szkołę. Kupuję mu ubrania. Wożę do korepetytorów. A on nawet nie potrafi powiedzieć „dziękuję”.
— Dzieci nie zawsze potrafią okazywać wdzięczność słowami.
— Ma piętnaście lat, a nie pięć!
Galina Pietrowna nie odpowiedziała.
Znała córkę wystarczająco długo, żeby wiedzieć, że Irina rzeczywiście potrafiła się troszczyć.
Tyle że jej troska niemal zawsze musiała być zauważona.
Drogi prezent powinien zostać odpowiednio doceniony.
Duże przyjęcie musiało zachwycić gości.
Zdjęcia trafiały do mediów społecznościowych, a Irina później przez wiele godzin śledziła komentarze i reakcje.
Kostia tymczasem z każdym miesiącem wydawał się bardziej zamknięty.
Jakby powoli znikał we własnym wnętrzu.
— Pójdę z nim porozmawiać — powiedziała w końcu Galina Pietrowna.
Irina natychmiast ją ostrzegła:
— Tylko go nie żałuj, mamo. Ty zawsze go żałujesz, a potem on wchodzi ci na głowę.
— Jestem jego babcią.
— Właśnie dlatego wykorzystuje twoją dobroć.
Galina Pietrowna powoli wstała.
Nie chciała już się spierać.
Ruszyła na górę.
Etap 2. Rozmowa w pokoju gościnnym
Zapukała cicho.
— Kostia, mogę?
Nie było odpowiedzi.
Poczekała chwilę.
— Mogę wejść?
Dopiero wtedy usłyszała przytłumiony głos:
— Babciu, wejdź.
Otworzyła drzwi.
Kostia siedział na parapecie.
Podciągnął kolana do klatki piersiowej i obejmował je rękami.
Telefon leżał obok niego z wygaszonym ekranem.
Nie wyglądał jak chłopak, który jeszcze chwilę temu był po prostu „bezczelny”.
Wyglądał na wyczerpanego.
— Nie chcesz tego przyjęcia? — zapytała.
— Nie chcę.
— Dlaczego?
Kostia wzruszył ramionami.
— Po prostu nie chcę. I tyle.
Galina Pietrowna usiadła naprzeciwko.
Nie naciskała od razu.
— Mama na ciebie krzyczy?
Chłopak uśmiechnął się gorzko.
— Ona krzyczy na wszystkich.
— Na ciebie często?
Kostia milczał bardzo długo.
Wreszcie spojrzał na babcię.
— I tak jej wszystko powiesz.
— Nie powiem, jeśli nie będziesz chciał.
Przyglądał jej się uważnie.
W jego oczach było zmęczenie, które zupełnie nie pasowało do piętnastolatka.
— Powiedziała, że jeśli na przyjęciu nie będę się uśmiechał, zniszczę jej życie.
Galina Pietrowna wyprostowała się.
— Co?
Kostia pokręcił głową.
— Nie dokładnie tak.
Po chwili zacytował:
— „Tylko spróbuj jutro siedzieć z kwaśną miną. Wydałam tyle pieniędzy, żeby wszyscy zobaczyli, jaką mam wspaniałą rodzinę”.
Galina Pietrowna poczuła nieprzyjemny chłód.
— Kto ma przyjść?
— Jej szef z żoną. Ciocia Swieta. Kilkoro znajomych mamy.
Zawahał się.
— Prawie nikogo z moich przyjaciół.
— Dlaczego?
Kostia spuścił głowę.
— Mama powiedziała, że są źle ubrani.
Etap 3. Czyje właściwie miało być to przyjęcie?
Galina Pietrowna wróciła do salonu kilka minut później.
Irina stała przy stole i jeszcze raz sprawdzała listę gości.
— No? — zapytała. — Co tym razem wymyślił?
— Niczego nie wymyślił.
Galina Pietrowna zatrzymała się obok.
— Po prostu nie chce przyjęcia.
Irina westchnęła.
— Wiem. Taki wiek.
— Powiedział, że nie pozwoliłaś mu zaprosić przyjaciół.
— Nie zabroniłam.
Irina natychmiast zaczęła się tłumaczyć.
— Wyjaśniłam tylko, że jego towarzystwo nie pasuje do porządnej uroczystości.
— To jego koledzy z klasy.
— Właśnie.
Irina skrzywiła się.
— Widziałaś, jak wyglądają? Jeden ciągle chodzi w podartych dżinsach. Drugi nie potrafi powiedzieć jednego zdania bez jakiegoś głupiego słowa.
Poprawiła kartkę na stole.
— Chciałam zrobić piękne przyjęcie.
Galina Pietrowna zapytała:
— Dla kogo?
Irina znieruchomiała.
— Co to znaczy „dla kogo”?
— Dla Kostii czy dla siebie?
Na twarzy córki natychmiast pojawiło się urażenie.
— Oczywiście, że dla Kostii!
— To dlaczego nie może zaprosić ludzi, z którymi sam chce spędzić urodziny?
Irina prychnęła.
— Bo jestem jego matką i lepiej wiem, czego potrzebuje.
Galina Pietrowna pokręciła głową.
— Ciągle powtarzasz, że wszystko robisz dla niego.
Spojrzała córce w oczy.
— Ale bardzo rzadko pytasz go, czego on chce.
— Jest dzieckiem!
— Dzieckiem, które jutro kończy piętnaście lat.
— Mamo, tylko nie zaczynaj.
Irina odwróciła się do okna.
— I tak mam wystarczająco trudno.
Po rozwodzie rzeczywiście się zmieniła.
Zawsze miała ostry charakter, ale kiedyś potrafiła również odpuścić.
Teraz żyła tak, jakby nieustannie prowadziła jakąś wojnę.
Z byłym mężem.
Z jego rodzicami.
Z nauczycielami.
Z sąsiadami.
A ostatnio coraz częściej także z własnym synem.
— Twój ojciec znowu napisał — powiedziała nagle.
Galina Pietrowna zmarszczyła brwi.
— Co ma z tym wspólnego Wadim?
— Chce zabrać Kostię na ferie.
— Jest jego ojcem.
Irina odwróciła się gwałtownie.
— Po tym wszystkim, co zrobił?
Galina Pietrowna wiedziała, że Wadim nie był idealnym mężem.
Ale nie mogła nazwać go złym ojcem.
Regularnie telefonował do syna.
Płacił alimenty.
Wielokrotnie prosił Irinę, żeby pozwoliła mu widywać się z Kostią częściej.
Irina za każdym razem znajdowała powód, żeby odmówić.
— Kostia za nim tęskni — powiedziała cicho Galina Pietrowna.
— Nie mów bzdur. Gdyby tęsknił, sam by zadzwonił.
Galina Pietrowna nie odpowiedziała.
W tej samej chwili z góry dobiegł głuchy odgłos.
Obie kobiety spojrzały w stronę schodów.
— Znowu przesuwa meble? — zapytała zirytowana Irina.
Galina Pietrowna już ruszała na górę.
