Etap 4. „Nie chcę wracać do domu”
Drzwi pokoju były uchylone.
Kostia stał przy szafie i szybko wkładał coś do plecaka.
— Co się stało? — zapytała babcia.
Chłopak drgnął.
— Nic.
— Słyszałam hałas.
— Upuściłem książkę.
Galina Pietrowna spojrzała na podłogę.
Leżała tam rozbita ramka.
W środku znajdowało się zdjęcie małego Kostii siedzącego na ramionach ojca i śmiejącego się szeroko.
Potem spojrzała na plecak.
— Dokądś się wybierasz?
— Nie.
— Kostia.
Chłopak odwrócił wzrok.
— Chcę tylko jutro rano wyjść.
— Dokąd?
— Nie wiem. Do parku. Do kolegi.
— Mama ci nie pozwoli.
— Dlatego jej nie powiem.
Galina Pietrowna delikatnie wzięła go za rękę.
— Możesz mi powiedzieć prawdę.
Kostia długo na nią patrzył.
Potem powiedział niemal szeptem:
— Nie chcę wracać do domu.
Galina Pietrowna poczuła, jak ściska ją w gardle.
— Dlaczego?
Chłopak zacisnął usta.
— Bo tam cały czas się boję.
Babcia przez chwilę nie była w stanie odpowiedzieć.
— Boisz się?
Kostia skinął głową.
— Kiedy mama się złości, potrafi przez kilka godzin chodzić za mną i mówić, że jestem niewdzięczny.
Mówił coraz ciszej.
— Jeśli nic nie odpowiadam, twierdzi, że nią gardzę.
— A jeśli odpowiesz?
— To mówi, że jestem bezczelny.
Galina Pietrowna zapytała ostrożnie:
— Uderzyła cię kiedyś?
— Nie.
Chłopak zamilkł.
— Ale czasami rzuca przedmiotami.
Babcia czekała.
— Raz rozwaliła mój laptop.
Przełknął ślinę.
— Potem powiedziała, że sam jestem winny, bo ją sprowokowałem.
Galina Pietrowna poczuła, że drżą jej dłonie.
— Dlaczego wcześniej nic mi nie powiedziałeś?
Kostia wzruszył ramionami.
— Komu miałem powiedzieć?
Spojrzał na nią.
— Tata jest daleko.
Po chwili dodał:
— Mama powiedziała, że jeśli opowiem tobie, wyślesz mnie do niego, a tata zabierze mieszkanie i przestanie za nas płacić.
— Kostia, twój tata nie zabierze ci mieszkania.
— Nie wiem.
— Możesz mi ufać.
Chłopak długo milczał.
— Ufam ci.
Jego głos się załamał.
— Tylko że ty i tak zawsze jej bronisz.
Te słowa uderzyły Galinę Pietrownę boleśnie.
Przypomniała sobie wszystkie rozmowy z córką.
„To tylko nastolatek”.
„Nie krzycz na niego”.
„Daj mu trochę czasu”.
Próbowała łagodzić konflikty.
A jednak ani razu naprawdę nie zapytała wnuka, jak wygląda jego codzienne życie.
— Co jeszcze się dzieje? — zapytała.
Kostia otarł oczy dłonią.
— Mama każe mi mówić wszystkim, że u nas jest dobrze.
Zawahał się.
— Szczególnie kiedy przychodzą jej znajomi.
Galina Pietrowna poczuła ucisk w piersi.
— Co dokładnie mówi?
— Że jeśli ją skompromituję, wyśle mnie do internatu.
Babcia zamknęła oczy.
Te słowa zabrzmiały przerażająco znajomo.
Sama słyszała podobne rzeczy jako dziecko.
Irina była wtedy jeszcze mała i nie mogła tego pamiętać.
Galina Pietrowna spojrzała na wnuka.
— Jutro nie będziesz się uśmiechał dla obcych ludzi.
Kostia uniósł wzrok.
— Co?
— Będziesz robił tylko to, na co sam masz ochotę.
— A mama?
— Z nią porozmawiam ja.
Chłopak natychmiast się przestraszył.
— Nie rób tego.
— Dlaczego?
— Potem będzie jeszcze gorzej.
Galina Pietrowna ścisnęła jego dłoń.
— Nie pozwolę jej zrobić ci krzywdy.
Etap 5. „Jestem za Kostią”
Z dołu dobiegł trzask zamykanej szafki.
— Galia! — krzyknęła Irina. — Gdzie wy tam jesteście?
Kostia spojrzał przestraszony na babcię.
— Nie mów jej.
— Nie wydam cię.
Zeszli razem.
Irina trzymała już w dłoniach uszkodzoną ramkę.
— Widzisz? — zwróciła się do matki. — Specjalnie niszczy rzeczy.
Pokazała fotografię.
— I akurat zdjęcie jego ojca. Doskonale wie, że mnie to boli.
— Upuściłem je przypadkiem — powiedział Kostia.
— Oczywiście. U ciebie wszystko jest przypadkiem.
Galina Pietrowna odezwała się stanowczo:
— Ira, przestań.
— Nie mieszaj się, mamo.
— To mój dom.
— A on jest moim synem!
Galina Pietrowna spojrzała na córkę.
— W takim razie zachowuj się jak matka, a nie jak przełożona.
W salonie zapadła cisza.
Irina pobladła.
— Ty też jesteś przeciwko mnie?
— Nie jestem przeciwko tobie.
Galina Pietrowna mówiła spokojnie.
— Jestem za Kostią.
— Niczego nie rozumiesz!
— To mi wytłumacz.
Irina wybuchła:
— Wychowywałam go sama! Sama!
Jej głos drżał ze złości.
— Podczas gdy jego ojciec dobrze się bawił i udawał świętego. Musiałam być surowa, bo inaczej wychowałby się na człowieka bez żadnej odpowiedzialności!
— Surowość to nie groźby.
— Nie masz prawa mnie osądzać!
— Mam, jeśli widzę, że dziecko boi się własnej matki.
Irina uderzyła dłonią w stół.
— Powiedział ci, że się mnie boi?
Kostia stał na schodach.
Zamarł.
Irina go zauważyła.
— Wszystko jej opowiedziałeś?
Chłopak cofnął się o krok.
— Ira, nie krzycz — ostrzegła Galina Pietrowna.
— Nie! Niech odpowie!
Irina patrzyła na syna.
— Czyli jestem złą matką?
Zrobiła krok w jego stronę.
— Czyli teraz babcia będzie cię przede mną ratować?
— Nie powiedziałem, że jesteś zła.
— Ale tak pomyślałeś!
Kostia odwrócił się i wbiegł na górę.
Po chwili było słychać przekręcany klucz.
Irina ciężko oddychała.
— Widzisz?
Wskazała schody.
— Jest nastawiony przeciwko mnie.
Galina Pietrowna długo patrzyła na córkę.
— Nie, Ira.
Powiedziała cicho.
— On po prostu pierwszy raz powiedział prawdę.
Etap 6. Przyjęcie zostało odwołane
Następnego dnia uroczystość nie odbyła się.
Irina przez całą noc nie rozmawiała z matką.
Rano zaczęła zbierać swoje rzeczy.
Uznała najwyraźniej, że zabierze syna i wróci z nim do domu.
Kostia jednak stanął w korytarzu i powiedział:
— Zostaję u babci.
Irina spojrzała na niego.
— Jedziesz ze mną.
— Nie.
— Kostia, nie doprowadzaj mnie do złości.
Galina Pietrowna weszła między nich.
— On zostanie tutaj.
Irina odwróciła się do niej gwałtownie.
— Nie możesz podejmować za mnie takich decyzji!
— Mogę, jeśli mu grozisz.
— Jestem jego matką!
— A ja jego babcią.
Galina Pietrowna nie spuściła wzroku.
— Jeśli uznam, że potrzebuje ochrony, zwrócę się do odpowiednich służb opiekuńczych.
Irina zamilkła.
Po raz pierwszy od wielu lat zobaczyła w oczach matki nie zwykłą miękkość, lecz zdecydowanie.
— Grozisz mi?
— Nie.
Galina Pietrowna odpowiedziała spokojnie:
— Ostrzegam.
Irina chwyciła swoją torbę.
— Dobrze.
Jej głos był lodowaty.
— Zatrzymajcie go. Zobaczymy, kiedy sam zacznie błagać, żeby wrócić.
Drzwi zatrzasnęły się.
Kostia stał w korytarzu i nie poruszał się.
— Poszła? — zapytał.
— Tak.
— Wróci?
Galina Pietrowna podeszła do niego i objęła go.
— Jesteś bezpieczny.
Kostia wtulił się w babcię.
I wtedy po raz pierwszy od bardzo dawna zaczął płakać.
Nie głośno.
Niemal bezgłośnie.
Jakby nawet łzy nauczył się ukrywać.
