Sonia siedziała naprzeciwko Rity i z każdą kolejną chwilą czuła coraz większy niepokój. To, co początkowo mogło wyglądać jak kolejny rodzinny konflikt, zaczynało przybierać znacznie poważniejszy obrót.
— O co dokładnie pytał? — dopytała Sonia.
Rita wyjęła z szuflady biurka notes i przez chwilę przeglądała zapisane w nim informacje.
— Chciał wiedzieć, kiedy zgłaszałaś się do lekarza, jakie miałaś rozpoznania i czy kiedykolwiek przebywałaś w szpitalu. Szczególnie interesował go okres ciąży.
Sonia poczuła nieprzyjemny chłód w brzuchu. To nie były już przypadkowe pytania ani zwykła ciekawość ze strony rodziny.
— I co mu powiedziałaś?
— Że bez twojej pisemnej zgody niczego nie otrzyma. Zaczął naciskać. Twierdził, że rzekomo stanowisz zagrożenie dla dziecka.
— Zagrożenie?
— Tak. Powiedział, że masz „niestabilną psychikę” i że rodzina chce chronić chłopca.
Sonia powoli odstawiła filiżankę na stół.
— Chcą zrobić ze mnie osobę chorą psychicznie?
— Nie wiem. Ale wygląda na to, że zbiera informacje na twój temat.
Rita przysunęła się bliżej.
— Sonia, od teraz wszystko zapisuj i zachowuj. Połączenia, wiadomości, wizyty. I nie rozmawiaj z nimi sam na sam.
— Pasza mi nie uwierzy.
— W takim razie niech nie wierzy. Ty musisz uwierzyć sobie.
Te słowa Sonia powtarzała w myślach przez całą drogę do domu. Wiedziała już, że sytuacja wymknęła się daleko poza zwykłą sprzeczkę między synową a teściową.
Rodzinny konflikt staje się coraz poważniejszy
W mieszkaniu panowała cisza. Pasza siedział w kuchni, a przed nim leżał telefon.
— Gdzie byłaś? — zapytał.
— U Rity.
— Mama dzwoniła. Powiedziała, że omawiasz nasze rodzinne sprawy z obcymi ludźmi.
— Twój wuj próbował zdobyć moją dokumentację medyczną.
Pasza zmarszczył brwi.
— Wiktor Borisowicz po prostu chciał zrozumieć sytuację.
— Jaką sytuację?
— Tę z Tiomą.
— Nie jest ani lekarzem, ani prawnikiem. Nie ma prawa zbierać moich dokumentów.
Pasza przetarł twarz dłonią.
— Mama uważa, że istnieje możliwość…
— Wiem, co ona uważa.
— To dlaczego tak się denerwujesz?
Sonia spojrzała na niego i po raz pierwszy przestała hamować emocje.
— Bo pozwalasz swojej matce mnie poniżać, a później nazywasz moją reakcję zdenerwowaniem.
Pasza gwałtownie wstał.
— Nie mów, że nic nie robię!
— A co zrobiłeś?
Otworzył usta, lecz nie znalazł odpowiedzi.
Z pokoju dziecięcego dobiegł płacz. Tioma się obudził.
Sonia natychmiast poszła do syna, zostawiając męża samego w kuchni. W tym momencie po raz kolejny zobaczyła, że w najważniejszych chwilach to ona zostaje z problemem sama.
Teściowa żąda natychmiastowego wyniku testu DNA
Trzy dni później Ludmiła Borisowna przyjechała bez zapowiedzi.
Weszła do mieszkania, nawet nie zdejmując płaszcza, i od razu skierowała się w stronę pokoju dziecięcego.
— Chcę zobaczyć wyniki — oznajmiła stanowczo.
— Jeszcze ich nie ma.
— Nie kłam.
— Nie kłamię.
— Specjalnie przeciągasz sprawę!
Tioma siedział na dywanie i układał drewnianą kolejkę. Gdy usłyszał głos babci, podniósł głowę.
— Babciu Ludo, zobacz, pociąg!
— Później — ucięła. — Teraz rozmawiają dorośli.
Sonia stanęła między nią a dzieckiem.
— Proszę nie rozmawiać takim tonem przy dziecku.
— A ty nie będziesz mi mówiła, jak mam rozmawiać z własnym wnukiem!
— To mój syn.
Ludmiła Borisowna uśmiechnęła się kpiąco.
— Właśnie. Na razie tylko według twoich słów.
Tioma przestał bawić się kolejką. Mocniej ścisnął w dłoniach mały drewniany wagonik.
— Proszę wyjść — powiedziała Sonia.
— Nigdzie nie pójdę, dopóki nie dostanę odpowiedzi.
— Otrzyma pani oficjalny wynik, kiedy będzie gotowy. Nie wcześniej.
— Myślisz, że jakaś kartka cię uratuje?
— Nie. Pomoże mi natomiast to, że od tej pory nie będę z panią rozmawiać bez świadków.
Ludmiła Borisowna nagle zamilkła.
Sonia wyjęła telefon i włączyła nagrywanie.
— Co ty robisz?
— Rejestruję rozmowę.
— Oskarżasz mnie?
— Uprzedzam.
Teściowa pobladła ze złości.
— Pawle! — krzyknęła.
Pasza wyszedł z kuchni.
— Co się dzieje?
— Twoja żona nagrywa własną matkę!
— Przyszłaś tutaj bez zapowiedzi, żądasz dokumentów i krzyczysz przy dziecku — odpowiedziała Sonia.
Pasza spojrzał na matkę.
— Mamo, naprawdę nie powinnaś przyjeżdżać bez telefonu.
— Ty też jesteś przeciwko mnie?
— Po prostu proszę, żebyś wyszła.
Ludmiła Borisowna powoli założyła rękawiczki.
— Dobrze. Ale niedługo wszystko stanie się jasne.
Wyszła, głośno trzaskając drzwiami.
Tioma natychmiast podbiegł do Soni i objął ją za nogi.
— Mamo, babcia się na ciebie gniewa?
Sonia przykucnęła przed nim.
— To nie jest twoja wina.
— Ona już nie będzie przychodzić?
Sonia spojrzała na Paszę.
Odwrócił wzrok.
Wynik testu DNA nie przynosi ulgi
Wyniki przyszły po pięciu dniach.
Sonia otrzymała powiadomienie e-mailem rano, kiedy przygotowywała Tiomę do przedszkola. Otworzyła plik, przeczytała dokument i przez kilka sekund wpatrywała się w ekran.
Prawdopodobieństwo biologicznego pokrewieństwa Paszy i Tiomy wynosiło 99,99 procent.
Sonia nie poczuła radości.
Poczuła wyłącznie zmęczenie.
Wydrukowała dokument w dwóch egzemplarzach, włożyła je do teczki i wieczorem poczekała, aż Pasza wróci z pracy.
— Wyniki są gotowe — powiedziała.
Pasza zdjął kurtkę.
— I?
— Przeczytaj.
Wziął kartkę i szybko przebiegł wzrokiem po kolejnych linijkach.
— Nigdy nie wątpiłem.
Sonia spojrzała na niego bez uśmiechu.
— Wątpiłeś wystarczająco, żeby pozwolić swojej matce zmusić mnie do przechodzenia przez to wszystko.
— Ja cię do niczego nie zmuszałem.
— Ale też jej nie zatrzymałeś.
Pasza usiadł.
— Myślałem, że kiedy dostaniemy wynik, wszystko się skończy.
— Dla ciebie była to formalność. Dla mnie oskarżenie.
— Sonia…
— Twoja matka mówiła, że cię oszukałam. Twój wuj próbował zdobyć moją kartę medyczną. A ty przez cały ten czas stałeś obok i nazywałeś to rodzinnym konfliktem.
Pasza ścisnął kartkę.
— Nie wiedziałem, co zrobić.
— Mogłeś powiedzieć: „To moja żona i mój syn. Przestańcie”.
— Mama i tak by mnie nie posłuchała.
— W takim razie nie powinieneś jej prosić. Powinieneś postawić granicę.
Pasza milczał.
Sonia wyjęła drugi egzemplarz.
— Jeden dokument przekażę Ludmile Borisownie. Drugi zostawiam sobie.
— Chcesz jej wysłać?
— Nie. Chcę, żebyś sam go zawiózł.
— Po co?
— Żebyś po raz pierwszy osobiście powiedział jej, że się myliła.
Podniósł wzrok.
— A jeśli tego nie przyzna?
— Wtedy przestanie to być mój problem.
