Powrót Mariny nie daje Lili szczęścia
Po informacji o wyjeździe Kariny Marina zaczęła pojawiać się w ich domu coraz częściej. Przychodziła z prezentami, proponowała wspólne wyjazdy albo po prostu chciała „spędzić czas z córką”.
Karina obserwowała jej próby z mieszaniną niepokoju i irytacji.
Marina potrafiła robić dobre pierwsze wrażenie. Przynosiła drogie zabawki, które zupełnie nie pasowały do jedenastoletniej dziewczynki, proponowała zakupy i wizyty w salonie urody, opowiadała o swojej „nowej rzeczywistości” i planach.
Karina widziała jednak, że za tą efektowną oprawą niewiele się kryje. Marina próbowała zdobyć uczucia córki prezentami, nie rozumiejąc jej potrzeb i najwyraźniej nie próbując ich naprawdę poznać.
Pewnego wieczoru przy kolacji zapytała:
— Lila, pamiętasz, jaka byłaś malutka? Taka zabawna, ciągle płakałaś. A teraz wyrosłaś na prawdziwą piękność.
Lilia milczała, przesuwając widelcem ziemniaki po talerzu. Karina zauważała, jak dziewczynka napina się za każdym razem, gdy Marina próbowała nawiązać z nią rozmowę.
— Z twoim tatą myślimy, żeby urządzić ci pokój u mnie — ciągnęła Marina. — Wybierzemy tapetę i meble. Lubisz różowy?
— Nie.
— To może niebieski? Żółty?
— Szary.
Marina roześmiała się głośno.
— Szary? Jesteś zabawna. Przecież szary jest nudny. Dziewczynki powinny lubić żywe kolory.
Lilia wstała od stołu.
— Mogę iść odrabiać lekcje?
Po jej wyjściu Marina spojrzała na Karinę.
— Jest taka zamknięta. To normalne w jej wieku?
— Normalne — odpowiedziała krótko.
— Może warto zaprowadzić ją do psychologa? Znam bardzo dobrego specjalistę.
— Lilia nie potrzebuje psychologa. Potrzebuje czasu.
— Na co? — zirytowała się Marina. — Jestem jej matką. To powinno wystarczyć.
Nie wystarczało.
Z każdą kolejną wizytą Mariny Lilia stawała się bardziej niespokojna i zamknięta. Gorzej spała i coraz częściej przychodziła nocą do Kariny ze łzami w oczach.
— Mamo, naprawdę wyjeżdżasz? — pytała, wsuwając się pod kołdrę.
— Tak, kochanie.
— I zostanę z Mariną?
— Zostaniesz z tatą. Marina będzie… przychodziła.
— Nie chcę, żeby przychodziła. Jest dziwna. Mówi, że mnie kocha, a nawet nie wie, że nie lubię różowego.
— Daj jej szansę, Lila. Próbuje.
— A ty dlaczego wyjeżdżasz? — Dziewczynce zaszkliły się oczy. — Ty też mnie już nie kochasz?
— Co ty mówisz? Kocham cię bardzo.
— To dlaczego wyjeżdżasz? Marina zostawiła mnie, kiedy miałam trzy lata. Teraz ty mnie zostawiasz. To znaczy, że coś jest ze mną nie tak.
— Lila, nie…
— Wszyscy mnie zostawiają! Najpierw Marina, teraz ty! Jestem zła? Dlatego nikt nie chce ze mną mieszkać?
Karina przytuliła ją mocno.
— Nie jesteś zła. Jesteś najwspanialszą dziewczynką na świecie. Nie wyjeżdżam przez ciebie.
— Kłamiesz! — Lilia odsunęła się. — Jesteś taka sama jak Marina. Mówisz, że mnie kochasz, a potem mnie zostawiasz. Nikomu nie jestem potrzebna!
Wybiegła z pokoju i zatrzasnęła drzwi.
Karina została na łóżku. Po raz pierwszy od wielu tygodni rozpłakała się.
Wyjazd zaplanowano na środę. W niedzielę Marina zorganizowała „pożegnalny” obiad w restauracji. Lilia siedziała blada i milcząca, prawie nic nie jedząc.
— Nie smuć się, kochanie — mówiła Marina. — Będziemy świetnie spędzać czas. Pojedziemy do Turcji na wakacje, pójdziemy na koncerty i na zakupy.
— Nigdzie nie chcę jechać — odpowiedziała Lilia.
— Jeszcze ci się spodoba. Musisz się tylko przyzwyczaić.
W samochodzie, w drodze do domu, dziewczynka nagle zapytała:
— Tato, a jeśli nie spodoba mi się mieszkanie z Mariną?
— Spodoba ci się.
— A jeśli nie?
— Lila, nie marudź. Marina jest twoją matką.
— A Karina kim jest?
Kirył spojrzał w lusterko.
— Karina była… tymczasowo. Teraz masz prawdziwą rodzinę.
Karina zobaczyła w odbiciu, jak twarz Lili wykrzywia ból. Dziewczynka jednak nie zapłakała. Odwróciła się do okna i do końca drogi nie odezwała się ani słowem.
Ostatniej nocy przed wylotem Lilia nie przyszła się pożegnać. Rano Karina weszła do jej pokoju. Dziewczynka leżała twarzą do ściany.
— Lila, za godzinę wyjeżdżam.
— Wiem.
— Nie chcesz się pożegnać?
— Po co? I tak mnie zostawiasz.
Karina usiadła na brzegu łóżka.
— Będę dzwonić codziennie. Będę też pisać.
— Nie trzeba. Mam teraz prawdziwą mamę.
W tych słowach było tyle goryczy, że Karina niemal fizycznie poczuła ból.
Barcelona nie przyniosła spokoju
Na lotnisko odprowadził ją tylko Kirył. Zachowywał się przesadnie uprzejmie i nawet objął ją na pożegnanie.
— Zobaczymy się za pół roku — powiedział.
— Zobaczymy się — odpowiedziała.
W głębi duszy czuła jednak, że może być inaczej.
Barcelona była piękna, ale Karina niemal tego nie dostrzegała.
Pierwsze tygodnie spędziła, próbując całkowicie zanurzyć się w pracy. Nowe projekty, spotkania z kolegami, nauka hiszpańskiego. Firma zapewniła jej przestronne mieszkanie w dzielnicy Gràcia z widokiem na park.
Wieczorami Karina czuła się w nim bardzo samotna.
Codziennie dzwoniła do Lili, lecz rozmowy stawały się coraz krótsze i chłodniejsze. Dziewczynka odpowiadała pojedynczymi słowami, a po miesiącu zaczęła unikać jej telefonów.
— Lilia jest zajęta — tłumaczył Kirył. — Ma dużo zajęć z Mariną.
— Jakich?
— Zakupy, kurs rysunku, angielski. Marina bardzo zaangażowała się w jej życie.
— A jak Lilia się czuje?
— Normalnie. Przyzwyczaja się.
Coś w jego głosie jednak nie dawało Karinie spokoju.
Poprosiła więc swoją przyjaciółkę Anię, żeby odwiedziła ich pod pretekstem odebrania pozostawionych książek.
— Karina, nie wiem, jak ci to powiedzieć — mówiła później Ania podczas wideorozmowy. — Lilia wygląda na zagubioną. Bardzo schudła. Kirył twierdzi, że wszystko jest w porządku, ale widać, że dziewczynka cierpi.
— A Marina?
— Przyszła, kiedy tam byłam. Zachowuje się bardzo nienaturalnie. Przytula Lilię, a ona stoi sztywna jak deska. Marina opowiada o wielkich planach, ale dziecko nawet jej nie słucha. Naprawdę zrobiło mi się jej żal.
Tej nocy Karina długo chodziła po mieszkaniu, wspominając wspólne chwile: wieczorne czytanie, niedzielne naleśniki, rysunki Lili i opowieści o wydarzeniach w szkole.
Nad ranem podjęła decyzję.
Wzięła urlop i już tydzień później wylądowała na moskiewskim lotnisku. Nikogo nie poinformowała o powrocie. Najpierw chciała zobaczyć Lilię.
