Po raz pierwszy naprawdę we własnym domu
Kiedy drzwi za Antoniną Siergiejewną się zamknęły, Maria powoli wypuściła powietrze. Dopiero wtedy poczuła, jak napięcie opuszcza jej ramiona.
Podniosła fartuch z podłogi i otrzepała go.
Andriej siedział przy stole z głową opartą na dłoniach. Jeszcze niedawno z zadowoleniem jadł śniadanie przygotowane przez matkę. Teraz w kuchni pozostała po niej cisza, porozstawiane naczynia i skutki porannej „reorganizacji”.
– Szkoda tych ziół – powiedział nagle, jakby zupełnie nie na temat. – Lubię rozmaryn.
– Kupię nowy – odpowiedziała po prostu Maria. – Ale tych kotletów nie będziemy jeść. Cebulą pachnie w całym mieszkaniu.
Andriej podniósł na nią wzrok. Na jego twarzy pojawiło się winne, niemal chłopięce zakłopotanie.
– Zamówimy sushi?
– Zamówimy. Tylko, Andriej…
– Wszystko zrozumiałem – przerwał jej.
Nieidealnie, ale po swojemu
Wieczorem siedzieli na podłodze w salonie i jedli sushi plastikowymi widelcami. Pałeczek nie udało się znaleźć po ostatnim porządkowaniu kuchni przez Antoninę Siergiejewnę.
Mieszkanie nadal nie wyglądało idealnie. Nie wszystko stało w równych rzędach, zasłony wisiały trochę krzywo, a kuchnia nie przypominała wzoru porządku narzuconego przez teściową.
Po raz pierwszy od dawna nie miało to jednak większego znaczenia.
Maria nie musiała zastanawiać się, czy ktoś skrytykuje zapach ręczników, sposób przechowywania produktów albo miejsce, w którym stoi kawa. Andriej również po raz pierwszy musiał spojrzeć na ich wspólne życie nie oczami swojej matki, lecz jak dorosły człowiek, który sam odpowiada za własny dom i małżeństwo.
Nie było idealnie czysto. Zasłony wciąż wisiały nierówno. Nie wszystkie rzeczy znajdowały się tam, gdzie powinny.
A jednak w mieszkaniu wreszcie można było swobodnie oddychać.
