Nina Pawłowna weszła tak, jak wchodzi się do własnego mieszkania, choć to mieszkanie należało do jej syna i synowej. Usiadła naprzeciwko Alisy, położyła torebkę na kolanach i uśmiechnęła się tym szczególnym uśmiechem, który zawsze poprzedzał coś nieprzyjemnego. Pieniądze, mąż, zdrada, żona – wszystkie te słowa od dawna stały się w ich rodzinie codziennością, jak tapeta, którą najwyższy czas wymienić.
Teściowa rozejrzała się po pokoju, jakby szacowała wartość każdego przedmiotu. Alisa milcząco czekała. Wiedziała: jeśli Nina Pawłowna przyszła bez zapowiedzi, rozmowa nie będzie dotyczyć pogody.
– Kochanie, jutro składasz pozew o rozwód – oznajmiła Nina Pawłowna, a jej głos brzmiał tak, jakby prosiła o podanie soli.
Alisa mrugnęła. Raz. Drugi. Potem odchyliła się na oparcie kanapy i spojrzała na teściową z tym wyrazem, z jakim patrzy się na człowieka, który właśnie oświadczył, że Ziemia jest płaska.
