Zaczęło się, gdy miał sześć lat. Co roku przyjeżdżała zwykła biała koperta z prostą kartą i kilkoma dolarami w środku. Nigdy nie było podpisu,tylko nasz adres napisany tym samym starannym pismem.
Adrian uwielbiał tę tajemnicę. Nie zrobiłem tego.
Sprawdziłem stemple pocztowe, przestudiowałem pismo odręczne i zapytałem wszystkich, których znałem. Nikt nie przyznał się do ich wysłania.
Gdy Adrian dorastał, zaczął się zastanawiać, czy karty pochodzą od jego ojca—mężczyzny, który zniknął, zanim się urodził.
Potem, w osiemnaste urodziny Adriana, wszystko się zmieniło.
Przyszła zwykła koperta, ale tym razem zawierała list.
Został podpisany:
Thomas.
List kazał Adrianowi odwiedzić Kancelarię Prawną w centrum miasta i poprosić o kopertę pozostawioną na jego nazwisko.
Poszliśmy razem.
W środku był list od mojego ojca, dziadka Adriana, który zmarł, gdy Adrian był jeszcze dzieckiem.
Ręce mi się trzęsły, gdy Adrian zaczął czytać.
