Mężczyzna przełknął ślinę.
„Ponieważ kobieta, którą zostawiliście na deszczu… jest jedyną córką Eleny Mendoza.”
Telefon wypadł Javierowi z ręki i uderzył o drewnianą podłogę.
Po raz pierwszy rodzina zrozumiała, że „obca”, którą właśnie upokorzyli, mogła zniszczyć umowę, o którą starali się od lat.
A to był dopiero początek.
—
# Część 2
W ciągu dziesięciu minut Sofia miała czterdzieści siedem nieodebranych połączeń.
Dwadzieścia sześć było od Javiera.
Ani jedna osoba nie zadzwoniła do niej wtedy, kiedy naprawdę szła przez ulewny deszcz.
Sofia siedziała w ciepłej restauracji przy drodze, popijając kawę, kiedy Javier wpadł przez drzwi, cały przemoczony i ciężko dyszący.
„Musisz natychmiast porozmawiać ze swoją mamą!”
Sofia spojrzała na niego.
„Naprawdę to jest pierwsza rzecz, którą masz mi do powiedzenia?”
„Ten kontrakt był dla nas ogromnie ważny, Sofia! Powiedz jej, że to wszystko było nieporozumieniem!”
„Kiedy twoja matka zostawiła mnie na deszczu, dlaczego nie wysiadłeś z samochodu?”
Javier zacisnął szczękę.
„Nie chciałem robić sceny przy mojej matce.”
„A teraz?”
„Teraz rozmawiamy o finansowej przyszłości całej mojej rodziny!”
Sofia cicho, bez cienia humoru, zaśmiała się.
Nie wrócił dlatego, że martwił się, że utknęła na deszczu.
Wrócił, bo kontrakt przepadł.
Mimo wszystko zgodziła się wrócić do posiadłości.
Kiedy przyjechali, w wielkim salonie czekało na nich ponad dwudziestu nerwowo spoglądających krewnych.
Teresa podbiegła do niej z wymuszonym uśmiechem.
„Och, moje kochanie! Wejdź! Nikt nie chciał cię zranić. To był tylko żart!”
Sofia cofnęła się i uniosła dłoń.
„Nie dotykaj mnie.”
Mariana odezwała się z kanapy.
„Jezu, Sofia, nie przesadzaj! To był tylko krótki spacer!”
Sofia nie odpowiedziała.
Wyjęła z kieszeni pendrive’a i podłączyła go do wielkiego ekranu, na którym rodzina przygotowała prezentację dla Altavisty.
Rozpoczęło się nagranie.
**„Obcy nie jeżdżą moim SUV-em.”**
Potem po całym pomieszczeniu rozległ się śmiech Mariany.
Następnie pokazano milczenie Javiera.
Twarz Teresy pobladła.
„To było tylko niewinne otrzęsiny!”
Sofia otworzyła kolejny plik.
Na siedemdziesięciopięciocalowym ekranie pojawił się zrzut ekranu rodzinnego czatu.
Wiadomość od Teresy, wysłana tego ranka, brzmiała:
**„Dzisiaj nauczymy miejską dziewczynę, kto tu rządzi. Każę jej iść pieszo z dworca autobusowego, żeby zbić ją z tego wysokiego konia.”**
W pokoju wybuchła awantura.
„Nagrałaś to?!” — krzyknęła Teresa do Mariany.
„To ty kazałaś mi nagrywać!” — odkrzyknęła Mariana.
Krewni natychmiast zaczęli się od nich odsuwać.
Ciotka, która wcześniej napisała „zostawcie ją na zewnątrz”, nagle nazwała całe zachowanie „absolutną hańbą”.
Javier wyciągnął rękę w stronę Sofii.
„Dobrze, wystarczy. Porozmawiajmy na osobności.”
„Nie.”
„Sofia, jestem twoim mężem!”
„Godzinę temu byłam obcą.”
Teresa w końcu straciła panowanie nad sobą.
„Naprawdę zamierzasz zrujnować całą rodzinę przez mały napad złości?! Ta posiadłość kiedyś będzie należała do Javiera! Do ciebie też by należała!”
W tej chwili trzy czarne SUV-y wjechały na podjazd.
Teresa aż westchnęła z ulgą i pobiegła w stronę drzwi, najwyraźniej przekonana, że Elena zmieniła zdanie.
Ale Eleny tam nie było.
Z samochodu wysiadł jedynie prawnik reprezentujący firmę. W ręku trzymał kopertę.
„Ocena obiektu została oficjalnie zakończona” — oznajmił. „Pani Mendoza nie wejdzie na tę posesję.”
Teresa wymusiła desperacki uśmiech.
