Muzyka ucichła.
Uśmiech Vanessy zniknął.
Craig odwrócił się powoli.
— Ciekawe — powiedziałem spokojnie. — Powtórz mi jeszcze raz, czyj to dom?
—
## Część 2
Craig pierwszy odzyskał głos — albo przynajmniej próbował.
— Ethan, trafiłeś w zły moment.
— Nie. Wygląda na to, że w idealny.
Vanessa odstawiła kieliszek zbyt mocno.
— Nie zaczynaj. Nie wiesz, co się tu dzieje.
Spojrzałem na matkę.
Na jej nadgarstku był ślad, jakby ktoś ścisnął go zbyt mocno.
Ojciec próbował się wyprostować.
— Ethan… nie chcieliśmy problemów.
Craig prychnął.
— Problemem jest to, że dwoje starych ludzi zajmuje dom, którego nie są w stanie utrzymać.
— Naprawdę? — zapytałem.
Vanessa skrzyżowała ręce.
— Nie wszyscy mają firmy technologiczne i apartamenty w Bostonie.
Prawie się zaśmiałem.
Bo zawsze tak robiła.
Gdy dostałem stypendium, mówiła, że miałem szczęście.
Gdy pracowałem na trzech etatach, twierdziła, że udaję biednego.
Gdy zbudowałem firmę, mówiła, że zapomniałem, skąd pochodzę.
A teraz stała w domu, który kupiłem dla naszych rodziców, jakby to ona była ofiarą.
Craig wskazał ojca.
— George zgodził się, że przeprowadzą się do domku gościnnego. A potem do domu opieki.
Matka uniosła głowę.
— Nigdy się nie zgadzaliśmy!
Vanessa przewróciła oczami.
— Mamo, byłaś zdezorientowana.
Dość.
Wyciągnąłem telefon i zadzwoniłem na policję.
