Maria zamarła z telefonem w dłoni, jakby ktoś oblał ją lodowatą wodą. Za oknem hotelowego pokoju przesuwały się światła Petersburga, ale w jej głowie wciąż powtarzało się jedno zdanie:
„Twój mąż daje mi dziwne tabletki. Ratuj mnie!”
– Mamo, poczekaj. Wyjaśnij wszystko po kolei – powiedziała kobieta, próbując zachować spokój, choć głos wyraźnie jej drżał. – Jakie tabletki? O czym ty mówisz?
– Maszeńko, nie wiem… Giennadij mówi, że to na ciśnienie, ale po nich czuję się zupełnie inaczej. Wszystkiego zapominam, mam ciężką głowę. A dzisiaj obudziłam się i nie pamiętałam nawet, jak wczoraj poszłam spać. Jakby ktoś wyciął mi kawałek pamięci. Boję się!
W słuchawce pojawiły się przytłumione głosy. Po chwili matka zaczęła mówić szeptem:
– On idzie! Przyjedź szybko, ja się boję…
Po drugiej stronie rozległ się sygnał zakończonego połączenia.
Maria spojrzała na ekran telefonu i przez chwilę nie była w stanie uwierzyć w to, co właśnie usłyszała.
Giennadij? Naprawdę?
Jej Giena, który przez trzy lata cierpliwie opiekował się jej ojcem po udarze… który w każdy weekend woził jej matkę na działkę i słuchał jej niekończących się opowieści o sąsiadach… Czy ten sam człowiek byłby zdolny do takiej podłości?
Nie. To wydawało się niemożliwe.
Kobieta zaczęła chodzić po pokoju, próbując zebrać myśli. Konferencja miała potrwać jeszcze dwa dni. W Petersburgu odbywały się ważne rozmowy z partnerami biznesowymi, od których zależał duży kontrakt.
Ale głos matki… W nim nie było zwykłej przesadnej obawy starszej osoby. Był prawdziwy strach.
Maria otworzyła laptop i nerwowo zaczęła szukać połączeń do Moskwy. Ostatni pociąg odjeżdżał za półtorej godziny. Szybko spakowała rzeczy, po drodze wysyłając współpracownikom wiadomość o nagłym wyjeździe, po czym wybiegła z hotelu.
W wagonie, siedząc w przedziale, próbowała spokojnie przeanalizować całą sytuację.
Ewdokia Terentiewna miała siedemdziesiąt trzy lata i mimo wieku nadal była sprawna umysłowo. Owszem, czasami lubiła trochę ubarwiać historie, ale nigdy wcześniej nie miała problemów z pamięcią. Po śmierci męża, cztery lata wcześniej, mieszkała sama w starym trzypokojowym mieszkaniu i stanowczo odmawiała przeprowadzki do dzieci.
Maria i Giennadij mieszkali w sąsiednim domu. Byli wystarczająco blisko, aby pomagać matce, ale jednocześnie na tyle daleko, by nie kontrolować każdego jej kroku.
A właściwie można było powiedzieć, że Maria mieszkała sama…
Jej mąż po zwolnieniu z zakładu pół roku wcześniej popadł w dziwną apatię. Całymi dniami siedział w domu, czasami odpowiadał na oferty pracy, ale bez większego zaangażowania. Powtarzał, że w wieku pięćdziesięciu lat nikomu nie jest już potrzebny.
Maria natomiast pracowała za dwoje. Jej niewielka agencja reklamowa ledwo utrzymywała się na powierzchni w trudnych warunkach gospodarczych.
Teraz, kiedy zaczęła o tym wszystkim myśleć, kolejne szczegóły układały się w niepokojący obraz.
Giennadij rzeczywiście zaczął często odwiedzać teściową. Prawie codziennie. Twierdził, że pomaga jej w domu i że starszej kobiecie jest samotnie.
Maria była z tego zadowolona. W końcu mąż miał jakieś zajęcie, a matka dodatkową pomoc. Tym bardziej że ostatnio jej wyjazdy służbowe zdarzały się coraz częściej i zostawiała ich samych.
Pociąg delikatnie kołysał się na torach, a za oknem migały światła kolejnych stacji.
Maria jeszcze raz próbowała zadzwonić do matki, ale telefon był wyłączony. Z każdym przebytym kilometrem jej niepokój narastał.
