Jegor postanowił walczyć o mieszkanie w sądzie
Okazało się jednak, że mój mąż nie zamierzał tak łatwo zrezygnować.
Trzy tygodnie później otrzymałam wezwanie do sądu.
Jegor wystąpił o rozwód i jednocześnie wniósł pozew dotyczący mieszkania. Człowiek, który nie dołożył do niego ani grosza, próbował doprowadzić do uznania nieruchomości za wspólny majątek.
Jego adwokat przekonywał, że remont przeprowadzony w czasie małżeństwa miał być argumentem przemawiającym za takim rozwiązaniem.
Dzień rozprawy był pochmurny i duszny.
Siedziałam na ławce i czułam się tak, jakby ktoś publicznie obrzucił mnie błotem.
Naprzeciwko siedział Jegor. Wyglądał na pewnego siebie. Miał na sobie nowy garnitur, który – jak przypuszczałam – prawdopodobnie został kupiony za pieniądze jego matki.
Sama Wiera Siemionowna zajęła miejsce w pierwszym rzędzie i od czasu do czasu rzucała mi triumfujące spojrzenia.
Kiedy Jegor dostał możliwość zabrania głosu, natychmiast wstał.
– Wysoki Sądzie! Wszystkie siły poświęcałem tej rodzinie! Każdy grosz wkładałem w remont! Planowaliśmy tam dzieci i wspólną przyszłość! A teraz ona chce wyrzucić mnie na ulicę i wszystko zatrzymać dla siebie. To niesprawiedliwe!
– To kłamstwo! – wyrwało mi się.
Sędzia natychmiast uciszyła mnie stanowczym gestem.
Adwokat Jegora zaczął przedstawiać rachunki za materiały budowlane, które według niego miał opłacić jego klient.
Słuchałam i nie mogłam uwierzyć, że człowiek, z którym spędziłam pięć lat, jest gotów posunąć się tak daleko z powodu mieszkania.
W pewnym momencie Wiera Siemionowna zaczęła krzyczeć, wymachując torebką.
– Jej od początku chodziło o mieszkanie! Sama pochodzi z biednej rodziny, uczepiła się mojego synka, a teraz ukrywa mieszkanie ojca! Niech sąd ją odpowiednio osądzi!
Sędzia, starsza kobieta o zmęczonej twarzy, przywołała wszystkich do porządku.
– Cisza na sali. Świadek Igor Siergiejewicz, proszę podejść.
Ojciec przedstawił dokumenty
Mój ojciec wszedł spokojnie.
Wyglądał na zmęczonego, ale w jego spojrzeniu widziałam tę samą stalową determinację, za którą od lat szanowano go w pracy.
– Podarowałem to mieszkanie swojej córce – zaczął, patrząc prosto na Jegora. – Mam umowę darowizny poświadczoną przez notariusza. Wszystkie pieniądze przeznaczone na remont przelewałem z mojego prywatnego konta. Mam wyciągi bankowe. Jegor nie opłacił ani jednego rachunku. Co więcej, utrudniał cały proces i domagał się, żeby mieszkanie oddać jego siostrze.
Na sali zrobiło się zupełnie cicho.
Pewność siebie Jegora zniknęła. Jego adwokat zaczął nerwowo przeglądać dokumenty.
– Czy powód ma dowody potwierdzające przekazanie pieniędzy na remont? – zapytała sędzia.
Jegor milczał.
Jego matka próbowała jeszcze coś wykrzyczeć, ale pracownik sądu szybko wyprowadził ją z sali.
Po wszystkim zapadło rozstrzygnięcie.
– Sąd oddala roszczenie dotyczące podziału nieruchomości. Mieszkanie pozostaje osobistą własnością Olgi Igoriewny. Małżeństwo zostaje rozwiązane.
Dla Jegora te słowa oznaczały koniec nadziei na część mieszkania.
Wyszłam z budynku sądu i głęboko zaczerpnęłam chłodnego powietrza.
Jegor dogonił mnie tuż przy wyjściu.
Jego twarz była wykrzywiona złością, ale pod gniewem dostrzegałam również bezradność.
– No i co? Dostałaś, czego chciałaś? – syknął. – Zostałaś sama w swoich czterech ścianach. Myślisz, że ściany cię ogrzeją? Jesteś zła, Ola. Zawsze byłaś zimna.
Spojrzałam mu prosto w oczy.
– Nie jestem zimna. Po prostu nie pozwolę już nikomu pasożytować na mnie. Idź do mamy. Ona cię pocieszy.
Odwróciłam się i odeszłam.
