Marcus spojrzał na Ethana, po czym znów zwrócił wzrok na mnie.
— Twój narzeczony uratował mojego syna przed dwudziestopięcioletnim wyrokiem więzienia za przestępstwo, którego nie popełnił.
Wskazał ręką ludzi stojących po obu stronach nawy.
— Każda osoba znajdująca się tutaj jest związana z kimś, kogo Ethan Cole bronił wtedy, gdy nikt inny nie chciał już słuchać.
Jedna z kobiet stojących niedaleko rozpłakała się.
Marcus ponownie spojrzał na mojego ojca.
— Nazwał go pan nikim.
Na chwilę zamilkł.
— A jednak połowa osób zgromadzonych w tej kaplicy jest tutaj dlatego, że ten „nikt” przywrócił naszym rodzinom dobre imię, wolność i nadzieję.
Ojciec otworzył usta, ale nie wydobył z siebie ani słowa.
Marcus sięgnął do wewnętrznej kieszeni marynarki i wyjął zapieczętowaną kopertę.
— Jest jeszcze jedna sprawa.
Wyciągnął ją w stronę mojego ojca.
— Panie Whitmore, zanim ceremonia będzie kontynuowana, powinien pan wiedzieć, że narzeczony pańskiej córki odkrył również dowody dotyczące fundacji charytatywnej należącej do pańskiej firmy.
Na moment zawiesił głos.
— Przed kaplicą czekają przedstawiciele Biura Prokuratora Generalnego stanu.
Moje dłonie zadrżały i bukiet niebezpiecznie osunął się w dół.
Ethan odezwał się tak cicho, że tylko ja mogłam go usłyszeć.
— Mayo… chciałem ci o tym powiedzieć dziś wieczorem.
W tej samej chwili drzwi kaplicy ponownie się otworzyły.
Do środka weszło dwóch funkcjonariuszy.
