Pędziłam do szkoły po telefonie od dyrektora, który powiedział, że jacyś nieznajomi mężczyźni pytają o moją córkę. Byłam przekonana, że kolejne nieszczęście zabierze nam coś jeszcze. Zamiast tego jeden odważny gest dobroci sprawił, że miłość mojego zmarłego męża wróciła do tego pokoju w sposób, jakiego nigdy bym się nie spodziewała.

Dyrektor zadzwonił, gdy myłam miskę po płatkach Letty i starałam się nie patrzeć na pusty haczyk, gdzie kiedyś wisiały klucze Jonathana.
— Piper? — jego głos był napięty. — Musisz natychmiast przyjechać do szkoły.
Ręka mi się omsknęła. Miska uderzyła o zlew i pękła.
— Czy z Letty wszystko w porządku?
— Jest bezpieczna — odpowiedział szybko. Zbyt szybko. — Ale do szkoły przyszło sześciu mężczyzn i pytali o nią z nazwiska. Sekretarka uznała, że potrzebne jest zabezpieczenie.
Trzy miesiące wcześniej inny opanowany męski głos poinformował mnie, że mój mąż, Jonathan, nie żyje.
— Kim oni są?
— Powiedzieli, że są z dawnej fabryki Jonathana. Letty usłyszała jego nazwisko i odmówiła wyjścia z gabinetu. Piper, ona jest bezpieczna, ale wszyscy są zdenerwowani. Musisz przyjechać natychmiast.
Połączenie się zakończyło.
Stałam nieruchomo, patrząc na telefon, podczas gdy woda dalej leciała. Plecak Letty zniknął. Jonathana już nie było.
A strach – jak się przekonałam – nie czeka, aż go zaprosisz.
Poprzedniej nocy znalazłam moją córkę stojącą boso w łazience.
— Letty? — zapukałam. — Kochanie, mogę wejść?
Stała przed lustrem z nożyczkami kuchennymi w jednej ręce i pasmem włosów związanym wstążką w drugiej. Włosy miała obcięte do ramion, nierówno i poszarpanie, a broda jej drżała.
Najpierw spojrzałam na podłogę, potem na nią.
— Letty… co ty zrobiłaś?
Uniosła ramiona, jakby spodziewała się uderzenia.
— Nie gniewaj się.
— Bardzo się staram zacząć od czegoś innego niż gniew.
To wycisnęło z niej cichy oddech, ale łzy i tak napłynęły jej do oczu.
— W mojej klasie jest dziewczynka, Millie — powiedziała. — Jest w remisji, ale włosy jej jeszcze nie odrosły. Dziś chłopcy śmiali się z niej na lekcji chemii. Płakała w łazience, mamo. Słyszałam ją.
Letty podniosła pasmo włosów.
— Sprawdziłam w internecie. Prawdziwe włosy można użyć do peruk. Moich nie wystarczy, ale może coś pomogą.
— Skarbie…
— Wiem, że to wygląda okropnie.
— Jakbyś przegrała walkę z nożycami ogrodowymi — powiedziałam.
Zaśmiała się cicho przez łzy.
Jonathan tracił włosy garściami na poduszce. Letty nigdy o tym nie zapomniała. Ja też nie.
Podeszłam, zabrałam jej nożyczki i przytuliłam ją.
— Nie — wyszeptałam. — Nie, kochanie. Twój tata byłby z ciebie dumny. Ja jestem.
Później tego samego dnia poszłyśmy do salonu.
—
Kiedy następnego dnia zadzwonił dyrektor, nie wiedziałam jeszcze, że wszystko się zmieni.
W szkole Letty trzymała w dłoniach pudełko z peruką, a ja drżałam na parkingu.
Dyrektor Brennan stał już przed wejściem.
— Co się dzieje? Kim są ci ludzie?
