„Co to za cyrk?” – zadzwoniłam do Wici. „Słoneczko, mama mówiła, że byłaś dla niej niemiła…” „Ona wymieniła zamki w MOIM mieszkaniu!” „Wytrzymaj kilka dni, wrócę i załatwię.” Nocowałam u przyjaciółki. Rano przyszłam z dzielnicowym i dokumentami na mieszkanie. Walentyna Pietrowna otworzyła w moim szlafroku: „A, zjawiłaś się! Tu posprzątałam. Twoje szmaty są w workach.” „Obywatelko, proszę okazać dokumenty do lokalu” – dzielnicowy był niewzruszony. „Mój syn był tu zameldowany!” „Był. Dwa lata temu się wymeldował” – podałam zaświadczenie. Zaczerwieniła się: „Mimo wszystko! On jest moim synem! Ma prawo! Remont robił!” „Szanowna pani, proszę zwolnić lokal, albo wezwę patrol.” Teściowa wyszła, złorzecząc mi do siódmego pokolenia.
Ostateczne rozstanie
Wieczorem zadzwonił Wicia: „Co ty wyprawiasz? Mamę z policją wygoniłaś?” „Twoja matka przejęła moje mieszkanie!” „Chciała tylko pomóc w sprzątaniu…” „Wicia, wymieniła zamki!” „No przesadziła trochę. Przecież znasz ją.” Odłożyłam słuchawkę. Spakowałam jego rzeczy w torby. Gdy wrócił z delegacji, czekały pod drzwiami. „Swieta, co ty? Porozmawiajmy…” „Nie ma o czym. Zabieraj rzeczy i spadaj do mamusi.” „Przez głupotę chcesz się rozwodzić? Ona jest już stara!” „Ma pięćdziesiąt osiem lat! I własne dwupokojowe mieszkanie!”
Rozwiedliśmy się po miesiącu. Wicia do końca nie wierzył. Przysyłał wiadomości, że zniszczyłam rodzinę przez głupotę. Wczoraj spotkałam ich w centrum handlowym. Walentyna Pietrowna prowadziła pod rękę syna i młodą dziewczynę, około dwudziestki. „O, a to była!” – teściowa rozpromieniła się. „Poznaj, Lenoczka, to ta samolubka, która rzuciła Wicieńkę. Lenoczka to złoto! I gotuje, i szanuje matkę!” Dziewczyna uśmiechnęła się zmieszana. Wicia spuścił wzrok. „Powodzenia” – odwróciłam się. „Stój!” – teściowa chwyciła mnie za rękaw. „A propos, Lenoczka jest w ciąży! A ty tak będziesz w samotności wegetować w swoim mieszkanku?” Strząsnęłam jej rękę: „W SWOIM mieszkaniu. Zapamiętajcie to słowo – SWOIM.”
Odeszłam bez odwracania się. Wiem, że za kilka miesięcy Walentyna Pietrowna wgryzie się też w tę dziewczynę. Zacznie rozkazywać, uczyć życia, wymagać wnuków według harmonogramu. A gdy ta się zbuntuje – znajdzie synkowi nową ofiarę. Siedzę teraz w SWOIM mieszkaniu. Piję kawę z SWOJEGO kubka. I wiecie co? Jestem szczęśliwa. Bez Wicieńki, bez jego mamusi, bez ich „prawa” do mojego życia. Samotność? Nie. Wolność.
