Polina stała przy oknie kancelarii notarialnej i patrzyła na szare niebo nad Moskwą. W dłoniach trzymała kopertę z dokumentami, które właśnie otrzymała.
Trzypokojowe mieszkanie w centrum miasta. Siedemdziesiąt osiem metrów kwadratowych. Murowany budynek z lat dziewięćdziesiątych.
Od tej chwili wszystko należało do niej.
Ciotka Marina, z którą Polina widywała się najwyżej raz w roku podczas rodzinnych uroczystości, zmarła sześć miesięcy wcześniej. Nie miała dzieci, dlatego cały swój majątek zapisała siostrzenicy.
— Gratuluję — powiedziała notariuszka, wyciągając rękę. — Od dziś jest pani oficjalną właścicielką nieruchomości w jednej z najbardziej prestiżowych części stolicy.
Polina skinęła głową, wciąż nie mogąc uwierzyć w to, co się wydarzyło.
Do tej pory razem z mężem mieszkali w jej niewielkiej kawalerce o powierzchni dwudziestu siedmiu metrów kwadratowych. Rodzice podarowali jej lokal miesiąc przed ślubem.
Igor zarabiał niewiele. Polina również nie mogła pochwalić się wysokimi dochodami. Żyli skromnie, nie odkładali na wakacje i nawet nie myśleli o zakupie samochodu.
A teraz miała trzypokojowe mieszkanie w centrum Moskwy.
Otrzymane po prostu w spadku.
Pierwsza rozmowa z mężem
Po wyjściu z kancelarii Polina zadzwoniła do Igora.
— Igorku, wszystko załatwiłam. Mieszkanie jest już oficjalnie moje.
— Świetnie! — odpowiedział podekscytowany. — Już powiedziałem mamie. Bardzo się ucieszyła!
Polina zmarszczyła brwi.
Dlaczego teściowa miałaby cieszyć się z mieszkania, które nie miało z nią nic wspólnego?
— Po co jej o tym powiedziałeś?
— Jak to po co? Jesteśmy rodziną. Mama zaproponowała, że pomoże przy dokumentach. Mówiła, że zna dobrego pośrednika.
— Pośrednika? Do czego jest mi potrzebny?
— Przecież będziemy sprzedawać — odpowiedział Igor, jakby mówił o czymś oczywistym. — Mama uważa, że trzypokojowe mieszkania w centrum sprzedają się teraz bardzo dobrze. Można uzyskać świetną cenę.
Polina zatrzymała się na środku chodnika. Przechodnie omijali ją, rzucając zirytowane spojrzenia.
— Kto powiedział, że zamierzam je sprzedać?
— Polina, pomyśl rozsądnie — powiedział mąż z wyraźnym zniecierpliwieniem. — Po co nam tak duże mieszkanie? We dwoje świetnie mieścimy się w twojej kawalerce. Lepiej sprzedać i dostać pieniądze. Można za nie zrobić naprawdę wiele.
— Nie będę niczego sprzedawać — odpowiedziała stanowczo. — To mój spadek po ciotce. Wyłącznie ja będę decydować, co stanie się z tym mieszkaniem.
— No i znowu zaczynasz — westchnął Igor. — Dobrze, przyjedź do domu. Porozmawiamy. Mama obiecała, że wpadnie wieczorem.
Polina mocniej zacisnęła telefon w dłoni.
Oczywiście, że teściowa przyjdzie.
Galina Igoriewna nigdy nie przepuszczała okazji, żeby wtrącić się w życie młodego małżeństwa.
Teściowa pojawiła się z gotowym planem
Wieczorem Polina ledwo przekroczyła próg mieszkania, gdy drzwi ponownie się otworzyły.
Galina Igoriewna weszła do przedpokoju z torbami w rękach.
— Polineczko, kochana! — zawołała i pocałowała synową w policzek. — Wszystko już załatwione? Świetnie! Upiekłam ciasto, żebyśmy mogli to uczcić.
— Dziękuję — odpowiedziała zmęczona Polina.
Podczas kolacji teściowa natychmiast przeszła do działania. Kroiła ciasto, nalewała herbatę i mówiła niemal bez przerwy.
— Polina, zastanawiałam się nad tym mieszkaniem — zaczęła. — Trzy pokoje w centrum brzmią dobrze, ale po co wam aż tyle przestrzeni? Jesteście młodzi, nie macie dzieci.
— Być może się tam przeprowadzimy — odpowiedziała Polina.
— Ale po co? — Galina Igoriewna rozłożyła ręce. — Tutaj masz taką przytulną kawalerkę. Wszystko jest blisko, do pracy niedaleko. W centrum będą tylko korki, hałas i zamieszanie.
— To moja decyzja.
— Oczywiście, oczywiście — przytaknęła szybko teściowa. — Ja tylko proponuję, żebyś się zastanowiła. Wiesz, ile kosztuje teraz takie mieszkanie? Co najmniej dwadzieścia milionów! Wyobrażasz sobie tę sumę? Można kupić większy lokal na obrzeżach, a resztę zachować.
— Albo w ogóle niczego nie kupować — wtrącił Igor. — Pieniądze można wpłacić do banku i żyć z odsetek.
Polina spojrzała na męża.
Nie spodziewała się, że również będzie ją namawiał.
— Nie sprzedam mieszkania, które zostawiła mi ciotka.
— Nie kieruj się emocjami — powiedziała Galina Igoriewna i poklepała ją po dłoni. — Twoja ciotka na pewno chciałaby, żebyś była szczęśliwa. A szczęście to stabilność finansowa. Pieniądze na koncie.
— Albo mieszkanie w centrum Moskwy — odpowiedziała Polina.
— Mieszkanie to zamrożony kapitał — pouczyła ją teściowa. — Pieniądze oznaczają wolność. Można podróżować i kupować wszystko, czego się zapragnie.
Polina wstała od stołu.
— Przepraszam, jestem zmęczona. Pójdę pod prysznic.
Naciski stawały się coraz silniejsze
Kiedy Polina wyszła z łazienki, Galina Igoriewna nadal siedziała w kuchni i prowadziła z synem ożywioną rozmowę.
Nie musiała słuchać, żeby wiedzieć, o czym dyskutują.
W kolejnych dniach teściowa zaczęła naciskać jeszcze mocniej.
Dzwoniła po kilka razy dziennie. Pojawiała się w mieszkaniu niemal co drugi dzień. Za każdym razem znajdowała nowy argument przemawiający za sprzedażą.
— Rozmawiałam z pośrednikiem — mówiła. — Twierdzi, że teraz jest najlepszy moment. Ceny rosną, a zainteresowanie jest ogromne.
Innym razem ostrzegała:
— Pomyślałaś o podatku od nieruchomości? Za takie mieszkanie trzeba będzie płacić niemało.
Albo:
— Wiesz, jaki jest tam stan techniczny? Pewnie potrzebny jest kosztowny remont. Lepiej sprzedać lokal w obecnym stanie i niech nowi właściciele sami się martwią.
Polina słuchała w milczeniu, ale z każdym dniem narastała w niej złość.
Jakim prawem teściowa wtrącała się w jej sprawy?
To był jej spadek i jej mieszkanie.
Dlaczego wszyscy wokół zachowywali się tak, jakby mieli prawo decydować za nią?
Postanowiła obejrzeć mieszkanie
Po tygodniu Polina uznała, że musi pojechać do nowego lokalu i dokładnie go obejrzeć.
Od czasu załatwienia formalności ani razu tam nie była. Chciała ocenić stan pomieszczeń i sprawdzić, czy potrzebny będzie remont.
W sobotę rano wzięła klucze i pojechała pod wskazany adres.
Stary murowany budynek stał przy spokojnej ulicy niedaleko Czystych Stawów. Klatka schodowa była czysta i odnowiona, a winda działała bez problemu.
Polina wjechała na czwarte piętro i zatrzymała się przed drzwiami z numerem czterdzieści dwa.
Wyjęła klucz, wsunęła go do zamka i przekręciła.
Drzwi się otworzyły.
Ze środka dobiegły głosy.
Polina znieruchomiała.
Ktoś znajdował się w jej mieszkaniu.
— To jest największy pokój — mówił znajomy głos. — Osiemnaście metrów kwadratowych. Okna wychodzą na południe, więc jest bardzo jasno.
Galina Igoriewna.
