Po odejściu Leszka wybucha kolejny konflikt
Klaudia Siergiejewna powoli opadła na krzesło. W jednej chwili jej twarz wydała się znacznie starsza.
— Widzisz, co zrobiłaś? — wyszeptała z nienawiścią. — Odwróciłaś mojego syna przeciwko mnie. Przeciwko własnej matce.
— Niczego nie zrobiłam — odpowiedziała zmęczona Eliza. — To pani przez lata na niego naciskała, podejmowała za niego decyzje i wtrącała się w nasze życie.
— Jestem jego matką! Mam prawo!
— Nie. On ma własne życie i własną rodzinę.
— Jaką rodzinę?! — prychnęła Klaudia Siergiejewna. — Dałaś mu chociaż dzieci? Sonia kiedyś przynajmniej da mi wnuki, a ty…
— Mamo, przestań — poprosiła cicho Sonia.
— Nie wtrącaj się!
Tym razem Sonia nie skuliła się.
Wyprostowała plecy i podniosła głowę.
— Nie. Teraz ja coś powiem — odezwała się drżącym głosem. — Wystarczy. Wystarczy wszystkich obrażać i wszystkim rozkazywać. Niedługo skończę trzydzieści lat, a żyję jak… jak…
— Jak co?!
— Jak twój cień! — krzyknęła Sonia, a jej oczy wypełniły się łzami. — Ty decydujesz, gdzie mam mieszkać, z kim się spotykać i co mam nosić. Nie mam nawet prawa do własnego zdania!
— Beze mnie sobie nie poradzisz! — krzyknęła matka. — Jesteś nikim, niczego sobą nie reprezentujesz!
— A czyja to wina?! — Sonia zaszlochała, ale nie cofnęła się. — To ty mnie taką zrobiłaś. Cichą, zastraszoną. Kiedy Ilja chciał się ze mną ożenić, przepędziłaś go. Powiedziałaś, że nie jest mnie wart. A on mnie kochał.
— Kochał? — prychnęła Klaudia Siergiejewna. — Pół roku później ożenił się z inną. Taka była jego miłość.
— Bo go upokorzyłaś! Przy mnie! Powiedziałaś, że jest biedakiem i nie jest dla mnie odpowiedni. Nie wytrzymał.
Eliza patrzyła na Sonię w milczeniu.
Formalnie była jej szwagierką, nie siostrą. Jednak w tamtej chwili poczuła z nią więź silniejszą niż kiedykolwiek wcześniej.
— Sonia — odezwała się łagodnie. — Chcesz herbaty?
Dziewczyna otarła łzy i skinęła głową.
Eliza włączyła czajnik. Ręce nadal lekko jej drżały, ale spokojnie przygotowała filiżanki i napar.
— Urządzacie sobie teraz herbatkę?! — oburzyła się Klaudia Siergiejewna. — Po tym wszystkim?
— Właśnie po tym wszystkim herbata się przyda — odpowiedziała Eliza. — Z miętą. Uspokaja.
Postawiła jedną filiżankę przed Sonią, a drugą przed teściową.
Klaudia Siergiejewna spojrzała na nią z niechęcią.
— Nie potrzebuję twojej herbaty.
— Jak pani chce.
Eliza wzruszyła ramionami i usiadła naprzeciwko Soni.
Sonia objęła filiżankę dłońmi.
— Eliza… przepraszam — wyszeptała. — Zawsze milczałam, kiedy mama cię obrażała. Było mi wstyd, ale się bałam.
— Wiem.
— Nie, to nie jest w porządku. Jesteś dobrym człowiekiem. Zawsze byłaś spokojna i cierpliwa, a my… mama…
— Wystarczy! — przerwała Klaudia Siergiejewna. — Sonia, zbieraj się. Wychodzimy! Tutaj już nas nie chcą!
— Ja nie idę — odpowiedziała cicho Sonia.
— Co?
— Nie idę. Jestem zmęczona. Krzykami, kłótniami i tym, że decydujesz o wszystkim za mnie. Chcę żyć sama. Po swojemu.
Klaudia Siergiejewna zachwiała się, ale po chwili wyprostowała plecy.
— Zdradziliście mnie — wysyczała. — Wszyscy. Syn i córka. Dobrze. Żyjcie sobie, jak chcecie. Tylko później nie przychodźcie i o nic nie proście!
Złapała kożuch i zaczęła go zakładać tak gwałtownie, że nie mogła trafić rękami w rękawy.
Sonia siedziała nieruchomo, patrząc w filiżankę.
— Jeszcze pożałujecie! — rzuciła Klaudia Siergiejewna przy drzwiach. — Wszyscy pożałujecie!
Drzwi ponownie trzasnęły.
Zapadła długa, wyczerpująca cisza.
— Wróci? — zapytała Sonia.
— Nie wiem — odpowiedziała zgodnie z prawdą Eliza.
— Boję się. Całe życie byłam z nią. Nie wiem, jak żyć bez niej.
Eliza położyła dłoń na jej ręce.
— Nauczysz się. Obie się nauczymy.
