Kilka dni później Natalia wróciła z wieczornego spaceru i odkryła, że w salonie przestawiono krzesła. Dwa fotele stały teraz przy oknie, a stolik kawowy przesunięto pod ścianę. „Denis, a to po co?” Mężczyzna podniósł wzrok znad telefonu. „Więcej światła tak. I przestrzeni. Nie zauważyłaś, jak ciasno było wcześniej?” – „Nie zauważyłam” – odpowiedziała sucho Natalia. „Bo lubiłam tak, jak stało”. Denis uśmiechnął się. „No dajmy szansę nowej aranżacji. Zmiany czasem są pożyteczne”. Natalia stała pośrodku salonu, patrząc na przestawione meble, i po raz pierwszy od tych tygodni poczuła, że traci kontrolę nad własnym domem. Denis zachowywał się nie jak tymczasowy lokator, ale jak pełnoprawny gospodarz, który ma prawo zmieniać wszystko pod siebie.
Z każdym dniem pewność siebie mężczyzny rosła. Denis potrafił włączyć telewizor o jedenastej wieczorem i oglądać piłkę nożną na pełnym głosie. Gdy Natalia wychodziła z sypialni i prosiła o ściszenie, mężczyzna kiwał głową, ale po pięciu minutach głośność znów rosła. „Nie słyszę komentatorów” – tłumaczył Denis. „A mecz jest ważny”. – „Jutro muszę wcześnie wstać” – przypominała Natalia. – „No jeszcze pół godziny i się skończy”. Pół godziny rozciągały się na godzinę, a czasem i więcej. Natalia przewracała się w łóżku, słuchając szumu głosów z telewizora, i myślała, że od razu powinna była postawić granice. Ale teraz było za późno – Denis już się zadomowił.
W piątkowy wieczór Natalia wróciła z pracy i usłyszała śmiech z salonu. Wchodząc tam, zastała Denisa i dwóch nieznajomych mężczyzn przy stole. Na stole stały butelki z piwem i talerze z przekąskami. „A, Natasza, cześć!” – Denis pomachał ręką. „To Siergiej i Witek, moi przyjaciele. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko?” Natalia zamarła w progu. Miała przeciw. Bardzo. Ale powiedzieć to teraz, przy obcych, było niezręcznie. „Nie, oczywiście” – wykrztusiła kobieta i przeszła do swojego pokoju. Za ścianą trwały rozmowy i śmiech. Natalia siedziała na łóżku, ściskając w rękach telefon, i próbowała się uspokoić. To jej mieszkanie. Jej przestrzeń. I Denis nie miał prawa zapraszać tu kogokolwiek bez uprzedzenia. Przyjaciele wyszli dopiero po północy. Natalia wyszła do kuchni po wodę i natknęła się na Denisa, który mył naczynia. „Słuchaj, następnym razem ostrzegaj, jeśli kogoś zapraszasz” – powiedziała Natalia, starając się mówić spokojnie. Denis odwrócił się, wycierając ręce ręcznikiem. „Daj spokój, przyszli tylko na chwilę. Nie myślałem, że to problem”. – „Problem polega na tym, że nie byłam gotowa na gości”. – „No ale nie do ciebie, tylko do mnie” – wzruszył ramionami Denis. „Gospodarz zawsze cieszy się z gości, prawda?” Natalia zmarszczyła brwi. „Gospodarzem jestem ja. Ty jesteś tu tymczasowo”. Denis uśmiechnął się, jakby usłyszał coś zabawnego. „No, formalnie tak. Ale przecież jakby mieszkamy razem. Trzeba się jakoś odprężyć”. Natalia odwróciła się i wyszła do pokoju, nie kontynuując kłótni. Rozmowa z Denisem stawała się coraz trudniejsza. Mężczyzna zdawał się nie słyszeć, co się do niego mówi, albo udawał, że nie słyszy.
