„Odchodzę”
Przed południem Katia przesłała jej adres. Był to niewielki pokój w dwupokojowym mieszkaniu. Właścicielka wynajmowała go od dawna, okolica była przyzwoita, a cena możliwa do zaakceptowania.
Wiktoria skontaktowała się z kobietą i umówiła na oglądanie w sobotę.
Maksim wrócił krótko po wpół do siódmej. Wiktoria czekała na niego w ich pokoju.
— Napisałaś, że to ważne — powiedział, siadając przy stole. — Co się stało?
— Odchodzę.
Maksim patrzył na żonę przez kilka sekund.
— Dokąd?
— Wynajmę pokój. Tymczasowo, dopóki nie znajdę czegoś lepszego.
— Wika, mówisz poważnie? Przez to, co wydarzyło się wczoraj?
— Nie przez wczoraj. Przez wszystko, co wydarzało się każdego dnia przez cztery miesiące.
— Przecież oszczędzaliśmy. Mamy już prawie…
— Maksim, powiem to tylko raz. Nie chcę tutaj mieszkać. Nie dlatego, że warunki są złe albo brakuje miejsca. W tym domu pokazano mi, że jestem nikim i powinnam dziękować za samo wpuszczenie pod dach. Twoja siostra powiedziała to na głos, ale tak myślą wszyscy. Ty również, bo za każdym razem prosisz mnie jedynie, żebym jeszcze trochę wytrzymała.
— Nie myślę w ten sposób — zaprotestował Maksim.
— Dlaczego więc ani razu naprawdę nie powiedziałeś matce, że to niesprawiedliwe?
Maksim otworzył usta, lecz niczego nie odpowiedział.
— Właśnie — powiedziała Wiktoria. — Chodź ze mną. Wyprowadźmy się razem i coś wynajmijmy. Mamy oszczędności, poradzimy sobie w pierwszym miesiącu.
— Nie mogę odejść w taki sposób. Mama się zdenerwuje, a Żenia…
— Rozumiem.
Wiktoria wstała.
— Zaczekaj — Maksim także się podniósł. — Nie podejmujmy pochopnej decyzji. Obiecuję, że tym razem naprawdę porozmawiam z mamą i wszystko jej wyjaśnię. Może coś się zmieni.
— Nic się nie zmieni.
— Skąd możesz to wiedzieć?
— Ponieważ już kilka razy składałeś tę samą obietnicę. Za każdym razem wszystko pozostawało bez zmian.
Maksim stał pośrodku pokoju i milczał. Najwyraźniej liczył, że żona zaraz się uspokoi, zmieni zdanie i powie, że może jeszcze zaczekają.
— W sobotę zabieram rzeczy — oznajmiła Wiktoria. — Jeśli chcesz, możesz pomóc mi z torbami. Jeżeli nie, poradzę sobie sama.
Wyszła z pokoju, poszła do kuchni i nalała sobie wody. W salonie grał telewizor. Gleb prosił Jewgieniję, żeby coś mu kupiła, a Nina Pietrowna rozmawiała przez telefon.
Był to zupełnie zwyczajny wieczór.
Przeprowadzka do wynajętego pokoju
W sobotę Wiktoria obejrzała pokój, natychmiast się zgodziła i wpłaciła zaliczkę.
Właścicielka była starszą, nieco chaotyczną kobietą. Wyjaśniła zasady dotyczące kluczy i powiedziała, że druga lokatorka jest spokojna oraz pracuje do późna.
Wiktoria słuchała i myślała o tym, że po raz pierwszy od czterech miesięcy obca osoba rozmawia z nią jak z dorosłym człowiekiem mającym prawo podejmować własne decyzje.
Maksim nie pomógł jej w przeprowadzce. Napisał tylko, że nie może przyjechać.
Pojawiła się za to Katia. Pomogła przenieść pudła, a później obie siedziały w kuchni nowego mieszkania i piły herbatę. Rozmawiały o pogodzie, pracy i serialu, który Katia zaczęła oglądać w poprzednim tygodniu.
Wiktoria postawiła swoją filiżankę na stole i zrozumiała, że po raz pierwszy od dawna nie czuje się tak, jakby zajmowała cudze miejsce.
Pozew o rozwód
W środę złożyła pozew o rozwód. Nie zadzwoniła wcześniej i niczego nie zapowiadała. Po prostu przyszła, wypełniła formularz i wyszła.
Na zewnątrz świeciło łagodne majowe słońce.
Maksim zadzwonił tego samego wieczoru.
— Wika, mówisz poważnie? Naprawdę chcesz rozwodu?
— Tak.
— Przez mamę i Żenię?
Wiktoria przez chwilę milczała.
— Nie, Maksim. Przez ciebie. Charakter i zachowanie twojej matki oraz siostry to ich wybór. Ty za każdym razem wybierałeś proszenie mnie o cierpliwość, zamiast stanąć obok mnie. Nie chcę żyć z człowiekiem, który zawsze stawia spokój swojej rodziny ponad mną. To nie jest chciwość ani obraza. Po prostu nie potrafię tak żyć.
Po drugiej stronie zapadła długa cisza.
— Mógłbym się zmienić — powiedział w końcu Maksim.
— Być może — przyznała Wiktoria. — Ale nie przy mnie i nie teraz.
Własne mieszkanie i własne miejsce
Rozwód sfinalizowano po miesiącu. Małżonkowie nie mieli wiele do podziału, a wspólnie gromadzone oszczędności podzielili po połowie bez rozprawy sądowej.
Maksim pozostał w domu rodziców. Wiktoria dowiedziała się później od znajomych, że Nina Pietrowna powiedziała, iż dobrze się stało, ponieważ synowa i tak nigdy nie była „swoja”.
W tym czasie Wiktoria zdążyła już wynająć jednopokojowe mieszkanie. Było niewielkie, znajdowało się na czwartym piętrze i miało okna wychodzące na spokojne podwórze.
Przywiozła swoje rzeczy i rozstawiła je dokładnie tak, jak chciała.
Filiżanki umieściła na górnej półce. Książki położyła na stoliku kawowym. Kupiła sobie dobrą kawę — taką, która naprawdę jej smakowała.
Teraz nikt nie przestawiał jej rzeczy.
