Teściowa zrozumiała, że Elena nie blefuje. Wiedziała dokładnie, jaki dokument znalazła synowa i jak wiele może z niego wywnioskować.
— Mamo, co ona ma na myśli? — zapytał Kirył.
— Nic. Elena przesadza. Jest już późno, wracam do domu.
Olga Wiktorowna wyszła szybko, nie żegnając się. Po chwili w przedpokoju szczęknął zamek.
Kirył nadal stał w drzwiach kuchni.
— Elena, wyjaśnij mi to.
— Nie teraz.
— Dlaczego?
— Ponieważ sama nie wiem jeszcze, czy postąpiłam właściwie. Potrzebuję czasu.
Nie naciskał. Wrócił do pokoju, ale po chwili wyłączył telewizor. Elena wiedziała, że nie śpi. Leży i próbuje zrozumieć, co właśnie wydarzyło się w ich kuchni.
Ona również nie czuła ulgi. Teoretycznie wygrała: teściowa przestraszyła się i wyszła bez pieniędzy. W praktyce Elena miała wrażenie, że uruchomiła coś, czego nie będzie już można zatrzymać.
Następnego dnia Olga Wiktorowna zadzwoniła do syna. Kirył początkowo nie odebrał. Później otrzymał wiadomość: „Musimy porozmawiać. To ważne”. Wieczorem matka zadzwoniła ponownie i tym razem Kirył odebrał.
Rozmowa była krótka. Kiedy wrócił do pokoju, usiadł naprzeciwko żony.
— Znowu pytała o pieniądze?
— Tak.
— Powiedz mi, co znalazłaś w tej teczce.
Elena długo mu się przyglądała. Widziała człowieka, który czuł, że grunt pod jego nogami się przesunął, ale jeszcze nie wiedział, jak głęboka jest wyrwa.
— Dobrze. Opowiem ci.
Poszła do sypialni i przyniosła złożoną kartkę. Dwa lata wcześniej, zaraz po przypadkowym odkryciu, zapisała na niej wszystko, co zdążyła przeczytać, zanim oddała dokumenty teściowej.
— Oryginał był zaświadczeniem medycznym ze szpitala położniczego — powiedziała. — Wystawiono je w roku twoich narodzin.
Kirył wziął kartkę. Czytał bez słowa. Początkowo szybko, później coraz wolniej. Wreszcie zatrzymał wzrok na jednej linijce.
— Czy to znaczy, że Wiktor Pawłowicz…
— Nie jest twoim biologicznym ojcem. Tak wynika z dat i treści dokumentu.
Kirył odłożył kartkę na stół.
— Ona wiedziała przez cały czas.
— Tak.
— I milczała.
— Tak.
Podszedł do okna i przez chwilę patrzył w ciemność.
— Ty też wiedziałaś przez dwa lata. Dlaczego mi nie powiedziałaś?
— Bo to nie była moja tajemnica. Nie chciałam ingerować w sprawę, która dotyczyła ciebie, ale o której sam nie wiedziałeś. Milczałam, dopóki twoja matka nie zaczęła wykorzystywać naszych relacji, żeby przejąć kontrolę nad moim spadkiem.
Kirył przez chwilę się nie odzywał.
— Zadzwoń do niej. Niech przyjedzie. Chcę usłyszeć prawdę od niej.
Cztery osoby i jedno pytanie
Olga Wiktorowna przyjechała po czterdziestu minutach. Towarzyszył jej Wiktor Pawłowicz. Najwyraźniej nie wyjaśniła mężowi celu spotkania.
Cała czwórka usiadła w salonie. Kirył milczał tak długo, że matka dwukrotnie próbowała zacząć rozmowę, lecz za każdym razem rezygnowała.
— Mamo, zapytam tylko raz — powiedział w końcu. — Chcę usłyszeć prawdę.
Olga Wiktorowna spojrzała na syna, a następnie na Elenę.
— Czy to prawda? — zapytał Kirył.
Po kilku sekundach teściowa zamknęła oczy.
— Tak — odpowiedziała cicho. — To prawda.
Wiktor Pawłowicz siedział obok niej nieruchomo. Z jego twarzy zniknęły wszystkie emocje. On również dowiedział się o wszystkim po raz pierwszy.
Olga Wiktorowna zaczęła opowiadać o wydarzeniach sprzed ponad trzydziestu lat. Mówiła o błędzie, strachu i pragnieniu zachowania rodziny. Twierdziła, że milczała, ponieważ chciała wszystkich ochronić.
Wiktor Pawłowicz nie odezwał się ani razu. Tylko jeden raz długo spojrzał na żonę, po czym opuścił wzrok.
Kirył wysłuchał matki bez przerywania.
— Musicie już iść — powiedział, kiedy skończyła. — Potrzebuję czasu, żeby to przemyśleć.
Olga Wiktorown
