Prawda o wielkim spadku
Adwokat Siemionow przyjechał następnego dnia dokładnie o umówionej godzinie. Był szczupłym mężczyzną w okularach, z wysłużoną teczką w ręce. Marina zaprosiła go do kuchni i wskazała miejsce przy stole.
— Marino Pietrowno — zaczął, wyjmując dokumenty — obawiam się, że mam dla pani złe wiadomości. A właściwie wiadomości dotyczące złych wiadomości.
— Nie rozumiem.
— Władimir Sidorow rzeczywiście zmarł. Nie pozostawił jednak po sobie żadnego majątku, który można byłoby uznać za fortunę. Co więcej, pozostawił długi. Bardzo duże długi.
Marina zamrugała z niedowierzaniem.
— Jak to możliwe?
— Pani mąż otrzymał wczoraj nie majątek, lecz informację, że jest jedynym spadkobiercą. Problem polega na tym, że dziedziczy się nie tylko majątek, ale również długi. Władimir Gieorgijewicz w ostatnich latach żył na kredyt i zaciągał pożyczki pod zastaw nieruchomości. Dom w obwodzie moskiewskim jest obciążony. Mieszkania w Moskwie również. Dacza w Soczi została sprzedana pół roku temu.
— Ale przecież Iwan mówił, że jego wuj był bogaty…
— Kiedyś rzeczywiście był. Później jednak zainwestował pieniądze w pewien projekt w Ameryce i stracił prawie wszystko. Przez ostatnie trzy lata żył z kredytów, mając nadzieję, że zdoła odzyskać pieniądze. Nie zdążył.
Adwokat wyjął kalkulator.
— Łączna kwota zadłużenia wynosi około ośmiu milionów rubli. Pani mąż, jako spadkobierca, będzie musiał te zobowiązania spłacić. Oczywiście pod warunkiem, że przyjmie spadek.
— A jeśli go nie przyjmie?
— Wtedy nie dostanie niczego. Ani majątku, ani długów. Problem w tym, że już wprowadził się do domu i korzysta z samochodu… Faktycznie przyjął spadek.
Marina oparła się o krzesło.
Osiem milionów rubli długu.
Jeszcze poprzedniego dnia Iwan chodził po tej samej kuchni z uniesioną głową i opowiadał o rezydencji, samochodzie za milion i nowym życiu. Teraz jego wymarzona fortuna wyglądała zupełnie inaczej.
— On o tym wie?
— Jeszcze nie. Najpierw chciałem porozmawiać z panią. Jest jeszcze jeden problem. Jest pani jego żoną, więc kwestia jego zobowiązań może dotyczyć również pani. Wspólny majątek małżonków może zostać wykorzystany do ich spłaty.
— Czyli mogą zabrać również to mieszkanie?
— Mogą, jeśli długi nie zostaną spłacone.
Marina wstała i zaczęła chodzić po kuchni.
Wszystko stawało się coraz bardziej absurdalne. Iwan porzucił ją dla bogactwa, którego w rzeczywistości nie było, a teraz istniało ryzyko, że konsekwencje jego decyzji uderzą również w nią.
— Co mi pan radzi?
— Proszę natychmiast złożyć pozew o rozwód. Jeżeli udowodni pani, że nie wiedziała o długach, będzie mogła uniknąć odpowiedzialności. Czasu jest jednak niewiele. Wierzyciele już wiedzą, że pojawił się spadkobierca.
Iwan chce wrócić
Wieczorem zadzwonił Iwan. Tym razem w jego głosie nie było ani śladu wczorajszej pewności siebie. Brzmiał na zagubionego i przestraszonego.
— Marina, jesteś w domu?
— Jestem.
— Słuchaj, ja… Rozmawiałem z adwokatem. Okazuje się, że ze spadkiem nie wszystko jest takie proste.
— Naprawdę?
— Są jakieś długi. Ale to drobiazg, poradzę sobie. Najważniejsze, żebyś nie panikowała.
— Nie panikuję.
— To dobrze. Słuchaj… Może na jakiś czas wrócę do ciebie? Tylko dopóki nie uporządkuję tych spraw.
Marina uśmiechnęła się gorzko. A więc już zrozumiał, że spadek nie składa się wyłącznie z rezydencji, mieszkań i samochodów.
— Nie, Wania. Przecież powiedziałeś, że nie jesteśmy już rodziną.
— Ale wtedy nie wiedziałem…
— Czego nie wiedziałeś? Że bogactwo może mieć drugą stronę? Wczoraj mówiłam ci, żebyś najpierw wszystko sprawdził.
— Po co teraz do tego wracać? Tłumaczę ci przecież, że sytuacja się zmieniła!
— Tak, zmieniła się. Wczoraj byłeś bogaty i zostawiłeś biedną żonę. Dzisiaj jesteś zadłużony i chcesz do tej samej żony wrócić. Bardzo wygodne.
Po drugiej stronie zapadła cisza.
— Marina, wiem, że zachowałem się jak świnia. Zrozumiałem to. Ale naprawdę potrzebuję teraz twojej pomocy. Te długi… Można je spłacić, jeśli sprzedamy mieszkanie i…
— Zaczekaj. Nasze mieszkanie?
— No tak. Przecież jest zapisane na nas oboje. Jeśli je sprzedamy, pokryjemy część zadłużenia, a resztę…
— Resztę będziemy spłacać przez całe życie?
— Nie przez całe życie! Znajdę dobrą pracę, zacznę więcej zarabiać…
Marina zakończyła rozmowę.
Teraz wszystko stało się jasne. Iwan nie chciał po prostu wrócić do żony. Chciał wciągnąć ją w konsekwencje własnych decyzji i sprzedać ich jedyne mieszkanie, żeby spłacić część długu związanego z fortuną, której tak naprawdę nigdy nie było.
Następnego dnia Marina złożyła pozew o rozwód.
