Liza zaczyna mówić
Wieczorem Liza pojawiła się wcześniej.
Stała przy oknie restauracji „Ujut” i patrzyła na ulicę.
— Spóźniłeś się.
— Siedem minut.
— Zauważyłam.
Oleg usiadł naprzeciwko.
Nie miał ochoty na zwykłą rozmowę.
— Dzwoniłaś do Siergieja?
Liza spojrzała na niego.
Pauza trwała odrobinę za długo.
— Tak.
— Po co?
— Chciałam się czegoś dowiedzieć.
— Czego?
Przesunęła palcem po krawędzi kieliszka.
— Zacząłeś zadawać dużo pytań.
— Wcześniej ci to nie przeszkadzało?
— Wcześniej nie pytałeś.
Oleg zamilkł.
W tej samej chwili obok ich stolika przeszła Anna.
Zatrzymała się przy innym gościu, poprawiła talerz, powiedziała coś cicho kelnerowi i ruszyła dalej.
Liza odprowadziła ją wzrokiem.
— Nadal na nią patrzysz.
— Nie patrzę.
— Patrzysz.
Oleg uśmiechnął się ironicznie.
— Jesteś zazdrosna?
Liza niespodziewanie się roześmiała.
— Nie.
— To o co chodzi?
Pochyliła się w jego stronę.
— Boję się jej.
Oleg znieruchomiał.
— Dlaczego?
Liza spojrzała w stronę kuchni.
— Bo wie więcej, niż pokazuje.
Oleg wyprostował się.
— Co dokładnie wie?
— Nie wiem.
— Liza.
— Naprawdę.
Odwróciła wzrok.
— Są jednak rzeczy, które człowiek po prostu zauważa.
Oleg ponownie poczuł nieprzyjemne wrażenie, jakby szedł po ciemnym pokoju, wiedząc, że ktoś przestawił w nim meble.
— Skąd w ogóle znasz Annę?
Liza milczała.
— Spotkałaś ją wcześniej?
— Nie.
— To dlaczego się jej boisz?
Podniosła wzrok.
— Bo kiedyś już mnie uratowała.
Oleg nie zrozumiał.
— Przed kim?
Liza odpowiedziała dopiero po chwili.
— Przed tobą.
Nagle kawiarnia wydała się Olegowi niewiarygodnie cicha.
Wokół nadal rozmawiali ludzie.
Dzwoniły sztućce.
Pracował ekspres do kawy.
A jednak Oleg słyszał przede wszystkim własny oddech.
— Co powiedziałaś?
Liza patrzyła na niego.
Po raz pierwszy zobaczył na jej twarzy nie zwykłą pewność siebie, lecz zwyczajne zmęczenie.
— Nie zamierzałam ci mówić.
— Czego?
— Prawdy.
Oleg wstał.
— Chodźmy stąd.
— Dokąd?
— Do domu.
— Do ciebie?
Zatrzymał się.
Te dwa słowa zabrzmiały inaczej niż kiedyś.
— Nie — odpowiedział. — Do ciebie.
Liza nie protestowała.
To zaczęło się jeszcze przed ich związkiem
W samochodzie prawie ze sobą nie rozmawiali.
Miasto za szybami zamieniało się w długą wstęgę światła. Latarnie przesuwały się po twarzy Lizy, na zmianę ją oświetlając i pogrążając w cieniu.
Oleg pomyślał, że kiedyś właśnie ta twarz bardzo mu się podobała.
Idealna.
Jasna.
Przewidywalna.
Teraz przypominała drzwi, zza których ktoś dawno temu przestał odpowiadać.
W mieszkaniu Liza zdjęła płaszcz i przez dłuższą chwilę stała przy wejściu.
— Kiedy to się zaczęło? — zapytał Oleg.
— Co dokładnie?
— Wszystko.
Zamknęła oczy.
— Zanim w ogóle się poznaliśmy.
— Siergiej?
Liza skinęła głową.
— A Anna?
— Dowiedziała się przypadkiem.
— Jak?
Liza popatrzyła na niego.
— Wtedy nie pracowała w restauracji.
Oleg zmarszczył brwi.
— Gdzie pracowała?
— W firmie audytorskiej.
Pierwsze fragmenty zaczęły układać się w jego głowie.
— Chcesz powiedzieć…
— Sprawdzała dokumentację waszej firmy.
Oleg powoli usiadł.
— Dlatego wiedziała o Siergieju?
— Nie od razu.
Liza podeszła do okna.
— Znalazła dziwne płatności. Początkowo nie wiedziała jednak, kto za nimi stoi.
— A później?
— Później okazało się, że Siergiej używał danych innych osób.
Oleg poczuł chłód w dłoniach.
— Jakich danych?
Liza odwróciła się.
— Moich.
Patrzył na nią bez zrozumienia.
— To niemożliwe.
— Możliwe.
— Po co?
— Bo wcześniej z nim pracowałam.
Oleg nic nie powiedział.
— Znaliśmy się długo przed tym, zanim poznałam ciebie — ciągnęła Liza. — Odeszłam, kiedy zrozumiałam, czym się zajmuje.
— I nic mi nie powiedziałaś?
Uśmiechnęła się gorzko.
— Bo wtedy byś mi nie uwierzył.
Oleg zaczął sobie przypominać.
Jak Liza kiedyś zapytała, kto zajmuje się dokumentacją finansową.
Jak niezwykle uważnie słuchała, kiedy opowiadał o partnerach biznesowych.
Jak kilka razy sugerowała, żeby sprawdził stare raporty.
Wtedy uważał to za zwykłą ciekawość.
— A Anna?
— Anna zrozumiała, że Siergiej szuka człowieka, na którego będzie można zrzucić wszystko, jeśli cały schemat się rozsypie.
— Tym człowiekiem byłaś ty?
— Tak.
Oleg powoli przesunął dłonią po twarzy.
— Dlaczego ci pomogła?
Liza długo patrzyła przez okno.
— Bo wtedy nadal była twoją żoną.
Oleg poczuł, jak coś przesuwa się w jego piersi.
— Zrobiła to dla mnie?
— Nie.
Liza pokręciła głową.
— Dla siebie.
— Co?
— Powiedziała, że nie chce pewnego dnia obudzić się i odkryć, że człowiek, którego kocha, został przestępcą tylko dlatego, że nie chciał dostrzec czegoś oczywistego.
Oleg zamknął oczy.
Przypomniał sobie ostatnią zimę ich małżeństwa.
Anna wiele razy próbowała wtedy z nim rozmawiać.
On nie chciał słuchać.
Mówił, że jest zmęczony.
Że wszystko sobie wymyśla.
Że doszukuje się problemów tam, gdzie ich nie ma.
Teraz każde jej dawne:
„Oleg, musimy porozmawiać”
wracało do niego z precyzją starego echa.
— Dlaczego wy obie pojawiłyście się ponownie w moim życiu właściwie w tym samym czasie? — zapytał.
Liza nie odpowiedziała.
I właśnie jej milczenie sprawiło, że Oleg zrozumiał kolejną rzecz.
Liza nie znalazła się w jego życiu przypadkowo.
Anna nie pojawiła się przypadkiem w restauracji.
Dokumenty nie wypłynęły właśnie teraz bez powodu.
Podniósł głowę.
— Co stanie się jutro?
Liza spojrzała mu prosto w oczy.
— Jutro Siergiej zrozumie, że wszystko już wiesz.
— Skąd możesz być tego pewna?
— Bo dzisiaj do niego napisałam.
Oleg powoli się podniósł.
— Co napisałaś?
Liza wyjęła telefon.
— Jedno zdanie.
Pokazała ekran.
Wiadomość była bardzo krótka:
„Znalazł teczkę”.
Oleg poczuł zimno biegnące po plecach.
— Po co mu to wysłałaś?
Liza schowała telefon.
— Żeby wykonał następny ruch.
— Chcesz go sprawdzić?
— Nie.
Spojrzała na Olega niemal ze smutkiem.
— Chcę się dowiedzieć, dla kogo pracuje.
Oleg milczał.
— Siergiej nie jest najważniejszy — dodała Liza.
W mieszkaniu zrobiło się cicho.
— Więc kto?
— Jeszcze nie wiem.
