Ktoś czekał w domu Ziny
Za drzwiami rozległy się kroki.
Andriej natychmiast wstał.
Cały spokój, który jeszcze chwilę wcześniej miał w głosie, nagle zniknął z jego ruchów.
— Musimy stąd wyjść.
— Dlaczego?
Nie odpowiedział.
Nie musiał.
Z korytarza dobiegł głos.
Spokojny.
Dobrze znany.
— Zina?
Żorik.
Zina spojrzała na Andrieja.
Ten przyłożył palec do ust.
Przez kilka sekund w archiwum panowała absolutna cisza.
Żorik ponownie zapukał.
— Zinul, jesteś tam?
Zina znała ten głos w wielu odmianach.
Słyszała w nim kpinę.
Złość.
Pewność siebie.
Rozdrażnienie.
Ale teraz pojawiło się w nim coś, czego wcześniej nigdy nie słyszała.
Nie groźba.
Nie irytacja.
Prośba.
Niemal błaganie.
— Otwórz.
Zina powoli podeszła do drzwi.
Położyła dłoń na klamce.
Czuła pod palcami chłód metalu.
Po drugiej stronie znajdował się człowiek, z którym jeszcze poprzedniego dnia miała rozpocząć wspólne życie.
Teraz nie wiedziała nawet, czy formalnie został jej mężem.
Nie wiedziała też, jak wiele z tego, co wydarzyło się przez ostatnie miesiące, było jego decyzją, a jak wiele częścią planu innych ludzi.
I właśnie wtedy usłyszała jego cichy szept:
— Wiem, że znalazłaś teczkę.
Zina nie poruszyła się.
Za drzwiami zapadła krótka cisza.
Potem Żorik dodał:
— Ale znalazłaś nie tę.
Zina zastygła.
Jej dłoń nadal spoczywała na klamce, lecz nagle nie była w stanie jej nacisnąć.
Przez kilka ostatnich godzin wierzyła, że teczka numer siedem jest centrum całej historii. Że zawarte w niej fotografie, dokumenty i nazwiska doprowadzą ją wreszcie do prawdy.
Jedno zdanie Żorika wystarczyło, aby cała ta pewność zniknęła.
Jeżeli to nie była właściwa teczka, musiała istnieć jeszcze jedna.
A jeśli istniała druga, wszystko, co przeczytała do tej pory, mogło być zaledwie fragmentem większej układanki.
Zina spojrzała na Andrieja.
Stał kilka kroków dalej.
I po raz pierwszy tego ranka się uśmiechnął.
Nie był to jednak uśmiech człowieka, który odniósł zwycięstwo.
Nie było w nim satysfakcji.
Był bardzo smutny.
Jakby Andriej od początku wiedział, że moment, do którego właśnie dotarli, nie przyniesie żadnej z oczekiwanych odpowiedzi.
A jedynie kolejne pytania.
— No właśnie — powiedział cicho. — Teraz zaczyna się prawdziwa historia.
