Uliana przebierała palcami po stole, patrząc na rozłożone przed sobą szkice. Kolekcja świąteczna miała przewyższyć ubiegłoroczny sukces. Małą pracownię otworzyła pięć lat temu. Teraz przekształciła się w pełnowymiarową produkcję pamiątek z dwudziestoma pracownikami.
Uliana zwróciła się do projektantki Kati:
– Nie, ten projekt jest zbyt prosty. Klienci oczekują od nas czegoś więcej.
Katia skinęła i zrobiła notatkę w notesie.
– Może dodać perłowe tłoczenie? Jak w zeszłorocznej serii, tylko z nowym wzorem?
– To już brzmi ciekawiej – oczy Uliany zabłysły. – Zrób próbkę do jutra.
Telefon zadzwonił, przerywając ich dyskusję. Na ekranie pojawił się numer Denisa, a Uliana uśmiechnęła się.
– Przepraszam, Katiu, odbiorę. To Denis.
Poznała go trzy miesiące temu na wystawie sztuki współczesnej. Wysoki mężczyzna z żywymi, szarymi oczami opowiadał o swoich badaniach nad wpływem koloru na postrzeganie informacji. Uliana podeszła wtedy z pytaniem, a rozmowa przeciągnęła się na cały wieczór.
– Cześć, Ula – głos Denisa brzmiał podekscytowany. – Słuchaj, pomyślałem… Może poznałabyś moich rodziców w ten weekend?
Uliana zamarła. To był poważny krok.
– Jesteś pewien, że już czas? – zapytała, przygryzając wargę.
– Bardziej niż pewien – w jego głosie słychać było uśmiech. – Bardzo mi się podobasz, Ula. I im też się spodobasz.
Niedzielny obiad w mieszkaniu rodziców Denisa okazał się napięty. Galina Pawłowna obrzuciła Ulianę oceniającym spojrzeniem od progu.
– Więc jest pani właścicielką firmy? – zapytała teściowa, ustawiając talerze. – I jak, opłaca się robić te drobiazgi?
Uliana mrugnęła ze zdziwienia.
– Mamo – powiedział cicho Denis. – To nie drobiazgi, tylko produkty świąteczne i pamiątkowe.
– Tak, tak, oczywiście – machnęła ręką Galina Pawłowna. – Tylko dziwne, że ludzie wydają pieniądze na takie… rzeczy.
Ojciec Denisa, Wiktor Andriejewicz, przeglądał jakiś naukowy czasopismo, prawie nie uczestnicząc w rozmowie.
– Wie pani, moja firma zapewnia pracę ponad dwudziestu osobom – odpowiedziała spokojnie Uliana. – I stale się rozwijamy.
– Och, słyszałeś, kochanie? – Galina Pawłowna zwróciła się do męża. – Uliana tworzy miejsca pracy!
W jej tonie było tyle protekcjonalności, że szczęki Uliany napięły się.
– A Denis niedługo obroni pracę doktorską – dodała dumnie teściowa. – Będzie kontynuował rodzinną tradycję. U nas, wie pani, wszyscy mają wyższe wykształcenie. Wiktor jest doktorem nauk, ja też skończyłam studia magisterskie.
Uliana przeniosła wzrok na Denisa, ale on nagle stał się bardzo zainteresowany wzorem na obrusie.
W domu zapytała wprost:
– Twoi rodzice mnie nie zaakceptowali. Dlaczego?
Denis rozłożył ręce.
– Nie zwracaj uwagi, Ula. Oni są ze starej szkoły. Dla nich najważniejsze jest wykształcenie i osiągnięcia naukowe. Trudno im zrozumieć ludzi, którzy wybrali inną drogę.
– Ale ja nie wybrałam innej drogi. Po prostu wybrałam swoją – Uliana skrzyżowała ręce na piersi.
– Właśnie – Denis przytulił ją. – I to droga sukcesu i niezależności. Podziwiam cię. A oni… Z czasem zrozumieją.
Ale czas mijał, a napięcie tylko rosło. Nawet po ślubie, kiedy wszystko powinno się ułożyć, Galina Pawłowna nadal patrzyła na Ulianę jak na osobę drugiej kategorii.
– Nie przejmuj się tak – Denis gładził włosy żony. – Liczy się tylko to, co między nami.
Ale Uliana widziała, jak mąż unika konfliktów z rodzicami. Jak milczy, gdy matka rzuca złośliwe uwagi. I z każdym dniem w duszy Uliany narastał niepokój.
Prezent dla teściowej Uliana wybierała starannie i ze smakiem. Złotą bransoletkę z drobnymi szmaragdami znalazła w butiku jubilerskim, a ozdoba od razu przypomniała jej niedawną rozmowę z Galiną Pawłowną. Teściowa wtedy długo oglądała kolczyki Uliany – równie eleganckie i efektowne.
– Ładne, pewnie drogie – przeciągnęła wtedy Galina Pawłowna, zaciskając usta. – W naszych czasach nauczyciele nie mogą sobie na coś takiego pozwolić. Ciekawe, jak to jest – móc kupić wszystko, na co ma się ochotę?
Uliana wtedy tylko się uśmiechnęła, nie tłumacząc, że biżuteria to część jej pracy. Prezentacyjny wygląd pomagał w negocjacjach z klientami.
Teraz, oglądając aksamitne pudełeczko z bransoletką, Uliana miała nadzieję, że prezent stopi lody między nimi. „Jubileusz to świetna okazja, by zacząć wszystko od nowa” – myślała, płacąc za zakup.
Denis podjechał po nią po pracy i razem pojechali do jego rodziców. Mieszkanie było pełne gości – współpracowników Galiny Pawłownej i Wiktora Andriejewicza, para sąsiadów, starzy przyjaciele rodziny.
– A oto młodzi małżonkowie! – ogłosiła głośno Galina Pawłowna, gdy weszli.
Goście odwrócili się w ich stronę, ktoś machnął ręką, ktoś po prostu skinął. Uliana zauważyła, jak kilka kobiet wymieniło spojrzenia.
– Dzień dobry, Galino Pawłowna – Uliana podeszła do teściowej i pocałowała ją w policzek. – Wszystkiego najlepszego z okazji jubileuszu! Cieszę się, że mogę świętować z panią ten dzień.
Podarowała odświętnie zapakowane pudełeczko.
– Co to jest? – teściowa przyjęła prezent z nieufnością.
– Proszę otworzyć – z uśmiechem zaproponowała Uliana.
Galina Pawłowna rozwinęła opakowanie i otworzyła aksamitne pudełeczko. Na jej twarzy przemknęło coś w rodzaju zachwytu, ale szybko ustąpiło miejsca chłodowi.
– Cóż za… urok – powiedziała tonem, który bardziej pasował do słowa „niesmak”. – Pewnie strasznie drogie?
– Mamo, spójrz, jakie piękne! – wykrzyknął Denis, zaglądając do pudełeczka. – Ula wybierała specjalnie dla ciebie.
– Tak, tak, dziękuję, kochanie – Galina Pawłowna szybko zamknęła pudełeczko i odłożyła je na stół z innymi prezentami. – No, przejdźcie do stołu.
Przez cały wieczór Uliana czuła na sobie badawcze spojrzenia. Szczególnie nieprzyjemne było to, że Galina Pawłowna co chwila głośno opowiadała o osiągnięciach syna i męża, o ich publikacjach naukowych i konferencjach. O synowej nie padło ani słowo.
Pod koniec wieczoru, gdy goście przenieśli się do salonu na herbatę i deser, jedna z przyjaciółek teściowej zapytała:
– Czy to prawda, że twoja synowa prowadzi jakiś biznes?
Galina Pawłowna westchnęła teatralnie.
– Tak, wiesz, Swietłano, dzisiejsza młodzież wszystko chce zarabiać. A edukacja i prawdziwa inteligencja już nie są w cenie.
Uliana zamarła z filiżanką w dłoni. Krew napłynęła jej do policzków.
– Oto nasza Uliana – ciągnęła teściowa – nie skończyła uniwersytetu, ale za to obdarowuje mnie złotą biżuterią. Najwyraźniej chce pokazać, że i bez wykształcenia można… osiągnąć sukces.
Gość uśmiechnął się zmieszany, a Uliana odstawiła filiżankę na stół, by ukryć drżenie rąk.
– Przepraszam – powiedziała cicho. – Muszę wyjść na chwilę.
W korytarzu Uliana wzięła głęboki oddech, próbując się uspokoić. Po chwili dołączył do niej Denis.
– Ula, wszystko w porządku?
Uliana odparła:
– Nie, nie jest w porządku. Twoja matka właśnie upokorzyła mnie przed wszystkimi gośćmi.
Denis pokręcił głową.
– Przesadzasz. Mama po prostu… widzi świat na swój sposób. Wiesz, dla niej ważne są tradycje, wykształcenie…
– A dla mnie ważny jest szacunek – przerwała mu Uliana. – Nie chcę tu dłużej zostawać. Jedźmy do domu.
Denis wyglądał na zakłopotanego.
– Ale to jubileusz mamy…
– Wtedy jadę sama – powiedziała stanowczo Uliana.
W taksówce nie mogła powstrzymać łez. Dlaczego prezent wybrany z taką starannością stał się bronią przeciwko niej?
Denis wrócił po godzinie, gdy Uliana przebrała się już w domowe ubranie i piła herbatę w kuchni.
– No i zrobiłaś scenę – rzucił od progu. – Mama się zdenerwowała.
