Nowe odkrycia i plan działania
Wieczorem, odbierając Lubę z przedszkola, Weronika spotkała Swietłanę, mamę Miszki z grupy Luby. Kiedyś przyjaźnili się z Witią rodzinami, ale po rozwodzie Swietłana okazała się jedyną osobą, która nadal utrzymywała kontakt z Weroniką.
– Wyobraź sobie – zaczęła Swietłana, gdy wyszły na ulicę – wczoraj widziałam twojego byłego w nowym samochodzie. Taki wielki off-roadowiec! Miszka aż otworzył buzię z podziwu.
Weronika uniosła zdziwione brwi:
– W nowym samochodzie? Mówił, że ledwo wiąże koniec z końcem…
– Daj spokój – machnęła ręką Swietłana. – Sierioża mówił, że Witię awansowali na szefa działu. Teraz zarabia trzy razy tyle.
Weronika stanęła jak wryta:
– Co? I kiedy to się stało?
– Jakoś dwa miesiące temu – wzruszyła ramionami Swietłana. – Nie wiedziałaś?
W środku wszystko zabulgotało. Dwa miesiące! Dwa miesiące Witiu zarabia ogromne pieniądze, ale nadal płaci marne siedem tysięcy alimentów i ma jeszcze czelność żądać rozliczenia!
– Dziękuję, że powiedziałaś – Weronika mocniej ścisnęła dłoń córki. – Luboczko, wracamy do domu.
Wieczorem, ułożywszy córkę do snu, Weronika zadzwoniła do mamy.
– Mamo, wyobraź sobie, Witiu kupił nowy samochód i dostał awans, a alimentów nie podwyższył.
Maryna Pawłowna, matka Weroniki, westchnęła:
– Mówiłam ci od razu, jaki on jest skąpy. A ty ciągle „miłość, miłość”. Pamiętasz, jak na weselu jego matka żądała, żebyśmy pokryli 80% kosztów? I jak liczył każdy grosz, gdy razem mieszkaliście?
– Wiem, mamo – westchnęła Weronika. – Ale co mam teraz zrobić?
– Co zrobić? Do sądu iść, właśnie to! On musi płacić 25% z pensji, a nie te ochłapy!
Weronika się zamyśliła. Może mama ma rację. Czas przestać się bać i zacząć walczyć o prawa Luby.
Nowy początek i walka o sprawiedliwość
Następnego dnia w biurze pojawił się nowy pracownik – Paweł, którego przeniesiono z filii w innym mieście. Wysoki, z przyjaznym uśmiechem i uważnymi oczami, od razu zjednał sobie cały zespół.
– Weroniko, pokażesz nowemu koledze, jak u nas wszystko działa? – poprosił Igor Siemionowicz.
Podczas oprowadzania po biurze Weronika dowiedziała się, że Paweł też jest rozwiedziony i ma dziesięcioletniego syna, który mieszka z matką.
– Trudno, prawda, widywać syna rzadko? – zapytała Weronika.
– Niestety – zgodził się Paweł. – Ale staram się spędzać z nim wszystkie weekendy i wakacje. I pomagam finansowo, oczywiście. Choć czasem ciężko z pieniędzmi, ale dziecko to świętość.
Weronika mimowolnie porównała go z Witią, który widywał córkę raz w miesiącu, i to niechętnie.
Wieczorem, po pracy, poszła do poradni prawnej. Długo opowiadała o swojej sytuacji, pokazywała dokumenty, słuchała rad.
– A więc tak – podsumowała prawniczka Helena – potrzebujemy dowodów na jego nowe dochody. Zdjęcia samochodu, zeznania świadków o awansie, wyciągi, jeśli uda się zdobyć. I składamy pozew o ponowne ustalenie alimentów.
– A jeśli się nie uda? – zwątpiła Weronika.
– Uda się – odpowiedziała pewnie Helena. – Nie pierwszy raz pracuję z takimi sprawami. Mężczyźni często próbują ukryć dochody, ale sąd zwykle staje po stronie dzieci.
W domu Weronika ułożyła plan działania. Pierwszym punktem było zebranie dowodów. Drugim – szczera rozmowa z Witią.
– Musimy porozmawiać – powiedziała Weronika byłemu mężowi, gdy przyszedł odwiedzić córkę w sobotę.
Luba bawiła się w swoim pokoju, a oni siedzieli w kuchni. Witiu wyglądał na zadbanego: nowa koszula, drogi zegarek, pewna siebie mina.
– O czym? – spojrzał na zegarek demonstracyjnie. – Mam mało czasu.
– O twoim nowym stanowisku i pensji – odpowiedziała spokojnie Weronika. – I o tym, dlaczego alimenty pozostały takie same.
Witiu zmienił się na twarzy:
– Kto ci nagadał? Swietłana, tak? Wiecznie wtyka nos w nie swoje sprawy!
– Nieważne – ucięła Weronika. – Ważne, że ukrywasz swoje dochody i nie płacisz pełnych alimentów.
– Oszalałaś! – oburzył się Witiu. – I tak oddaję ostatnie! Mam kredyty, hipotekę!
– Hipotekę? – powtórzyła Weronika. – Na nowe mieszkanie? Świetnie! Kolejny dowód dla sądu.
Witiu zerwał się:
– Jaki sąd? Ty chyba całkiem? Moja matka miała rację – ty tylko myślisz, jak wyciągnąć ze mnie pieniądze!
– Nie ze mnie, a dla Luby – poprawiła Weronika. – To dwie różne rzeczy. I tak, składam pozew o ponowne ustalenie alimentów. Musisz płacić 25% od rzeczywistego dochodu, a nie te ochłapy, które teraz dajesz.
Witiu zaczerwienił się:
– A tak? To w ogóle przestanę się widywać z Lubą! Zobaczysz, jak zaśpiewasz!
