Dwa tygodnie później Andrzej wrócił do domu później niż zwykle. Wyglądał na zamyślonego.
— Co się stało? — zapytała Wera, odrywając się od laptopa.
— Dzwoniła Margarita — powiedział Andrzej, siadając na kanapie i pocierając kark. — Narzeka, że w wynajmowanym mieszkaniu zrobiło się ciasno.
— Przecież to kawalerka — zauważyła Wera. — Z Artiomem i małym dzieckiem rzeczywiście może być trudno.
— Właśnie dlatego mama zaczęła się martwić — westchnął Andrzej. — Mówi, że dziecko niedługo będzie miało dwa lata, a tam nie ma nawet osobnego miejsca na zabawki.
— Rozumiem — odpowiedziała Wera. — Ale to chyba nie jest nasz problem, prawda?
Andrzej nic nie odpowiedział. Tylko wzruszył ramionami i zmienił kanał w telewizji.
Kilka dni później zadzwoniła do syna jego matka, Tatiana Wiktorowna.
— Andriusza — zaczęła bez wstępu — pomyślałam, że skoro Margaricie jest tak ciasno, oddam jej swoje mieszkanie. A sama przeprowadzę się do was.
Andrzej zamilkł zaskoczony.
— Mamo, chciałaś najpierw porozmawiać ze mną?
— A co tu jest do omawiania? — zdziwiła się kobieta. — Wy macie trzypokojowe mieszkanie. Miejsca wystarczy. Mi potrzeba tylko kąta i łóżka.
— Mamo, zaczekaj. To przecież mieszkanie Wery. Nie mogę tak po prostu zdecydować.
— To porozmawiaj z nią — odpowiedziała z lekkim rozdrażnieniem. — Wytłumacz jej, że nie mam innego wyjścia.
— Nie jesteś przecież bez dachu nad głową. Masz własne mieszkanie.
— Miałam — ucięła Tatiana Wiktorowna. — Już obiecałam je Margaricie. Nie będę teraz wycofywać słowa.
Andrzej odłożył telefon i długo siedział w przedpokoju, nie wiedząc, jak rozpocząć rozmowę z żoną.
— Kto dzwonił? — zapytała Wera, wycierając ręce ręcznikiem.
— Mama.
— I czego chciała?
Andrzej przez chwilę szukał odpowiednich słów.
— Wera, jest taka sprawa. Mama postanowiła oddać swoje mieszkanie Margaricie. A sama chce zamieszkać u nas.
Wera zatrzymała się z ręcznikiem w dłoniach.
— U nas? Czyli tutaj? W moim mieszkaniu?
— No tak — odpowiedział Andrzej. — Jeśli odda mieszkanie, naprawdę nie będzie miała gdzie pójść.
— Ale kto kazał jej je oddawać? — zapytała spokojnie Wera. — Sama podjęła tę decyzję, nikogo nie pytając, a teraz my mamy ponosić jej konsekwencje?
— Wera, zrozum. Mama jest sama, ma niewielką emeryturę, nie stać jej na wynajem. Mamy trzy pokoje.
— Andrzej, przecież rozmawialiśmy o tym przed ślubem. Sam powiedziałeś, że mieszkanie nigdy nie będzie przedmiotem rodzinnych decyzji.
— Pamiętam — odpowiedział. — Ale sytuacja się zmieniła.
— To nie moja odpowiedzialność — powiedziała Wera. — Twoja mama sama zdecydowała o swoim mieszkaniu. Sama musi znaleźć rozwiązanie.
— Czyli nawet nie chcesz o tym rozmawiać?
— Mogę rozmawiać o wielu rzeczach, ale nie zgodzę się, żeby ktoś zamieszkał w moim mieszkaniu bez mojej zgody.
Andrzej odwrócił wzrok.
— Na razie nic mamie nie mówmy. Spróbuję sam to wyjaśnić.
— Jak chcesz — odpowiedziała Wera. — Ale moje zdanie się nie zmieni.
